Archiwum kategorii: zachowanie i kultura na drodze

Bądź widoczny na drodze

Witam Was

Dziś Święto Zmarłych, zatem i wielu odwiedzających groby, poruszający się na drogach w okolicach cmentarzy.  Jesienna aura, wcześniej robi się ciemno. Widoczność na drodze maleje z powodu opadów deszczu, czy zamglenia.  Jeżdżąc dziś samochodem na niedługim dystansie, byłem wykończony ciągłą koncentracją i wypatrywaniem osób chodzących przy jezdni. O czym chciałbym dziś napisać? O nieświadomości i nieodpowiedzialności pieszych.  Nadal niewiele osób poruszających się po zmroku w pobliżu drogi zdaje sobie sprawę z faktu, że nie są w ogóle widoczne. Przypomnę przepis, który mówi, że poza obszarem zabudowanym, piesi są zobowiązani do noszenia elementów odblaskowych po to,  by mogli być widziani przez kierowców z odległości umożliwiającej zareagowanie i bezpieczne ominięcie osoby w pobliżu jezdni. Na obszarze zabudowanym takiego obowiązku nie ma, z założenia, że w mieście drogi są oświetlone przez latarnie. Generalnie jednak nie wszędzie i nie zawsze jest to światło wystarczające, by kierowcy mogli obserwować wszystko i wszystkich na i w pobliżu jezdni.

Piesi nie zdają sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo się narażają gdy nie są dostatecznie widoczni. Ogólne przekonanie, że przecież samochód jadący na włączonych światłach dostatecznie ich oświetla, jest błędne. Światła mijania świecą na dystansie około 40 m. Pieszy więc dopiero  z takiej odległości będzie widziany przez kierowcę. Nie wcześniej! Przykładowo –  kierowca jedzie poza obszarem zabudowanym z prędkością  90 km/h. Przeliczając jego  prędkość, okazuje się, że w ciągu 1 sekundy przemierza dystans około 25 metrów.  Więc kierujący autem zauważy pieszego na niespełna 2 sekundy przez dojechaniem do niego. Jak wiemy, czas reakcji kierowcy na zagrożenie wynosi również około 1 sekundy.  W zasadzie nie ma czasu ani szansy na bezpieczne ominięcie osoby widzianej z tej odległości idącej zbyt blisko krawędzi jezdni. Nie wspominam już i nie uwzględniam drogi  hamowania.  Na żadne hamowanie nie będzie już niestety czasu! Jeżeli jeszcze dodatkowo kierowca zbliżający się do pieszego ma nadjeżdżające z przeciwka auto, nieco go oślepiające, nie ma szansy na zauważenie i uniknięcie potrącenia pieszego.  Często również widzę pieszych idących po stronie prawej. Błąd! Piesi mają obowiązek iść po lewym poboczu, by iść po stronie nadjeżdżających z przeciwka, obserwując samochody zbliżające się w ich kierunku i w razie konieczności zejść dalej na pobocze. Idąc po stronie prawej, nie mają możliwości zareagowania w odniesieniu do aut zbliżających się do nich od tyłu.

Poruszanie się po odpowiedniej stronie drogi i używanie elementów odblaskowych, umożliwia obserwację i zauważenie pieszego kierującemu autem z odległości nawet 150m. Jest to ogromna różnica i szansa na ewentualne uniknięcie potrącenia osoby idącej zbyt blisko krawędzi jezdni. Zdjęcie powyżej pokazuje wyraźnie różnice w widoczności osoby bez, jak i  z elementami odblaskowymi. Nie muszą to być fabrycznie umieszczone odblaski na ubraniach, czy kamizelki. Wystarczą niewielkie paski czy bransoletki odblaskowe. Ja sam,  biegając dla treningu wieczorem, mimo że w większości po chodniku na oświetlonej drodze, mam na ręku odblaskową bransoletę. Przy mojej torbie,  z którą jeżdżę do pracy, również mam taki odblask. Wiem, że strumień światła z reflektorów auta nie odbija się od moich ciemnych ubrań, tylko jest przez nie pochłaniany. Element odblaskowy natomiast odbija światło i jest widoczny z daleka, więc i ja dla kierowców jestem z daleka widoczny.  Pamiętajmy o tym wszyscy i nośmy ,,odblaski”, gdy poruszamy się w pobliżu jezdni. Nieważne, czy jest to obowiązkowe poza miastem, czy nieobowiązkowe w mieście.  Chcemy być bezpieczni? Tylko wtedy będziemy, gdy inni będą nas widzieć.   (PS)

używanie kierunkowskazów

Witajcie

Napiszę dziś kilka słów na temat używania kierunkowskazów. Któregoś dnia zbliżając się z kursantką  do skrzyżowania z zamiarem skrętu w lewo, mieliśmy  zestaw znaków identyczny jak na zdjęciu powyżej. Byliśmy na drodze z pierwszeństwem przejazdu, która zmieniała kierunek w lewo. Dojeżdżając zadała mi pytanie  ,,Czy muszę włączać kierunkowskaz?”. Odpowiedziałem, że to oczywiste. Dlaczego miała wątpliwości? Powiedziała, że ktoś jej powiedział, że jadąc drogą z pierwszeństwem nie musimy włączać kierunkowskazów. Przekonałem ją, że musi włączyć i teraz już to robi wiedząc dlaczego.

Chciałbym teraz przekonać wszystkich kierowców błędnie interpretujących zasady używania kierunkowskazów. Wiele razy spotykam się z zachowaniem, gdzie kierowcy w podobnej sytuacji jadąc po drodze z pierwszeństwem nie sygnalizują tego manewru, a niektórzy nawet jadąc na wprost – włączają prawy. Doszło wręcz do absurdu i nikt nie wie skąd to się wzięło. Jadący w lewo/prawo – nie włączają kierunkowskazów a jadący na wprost- włączają lewy/prawy. Absurd!  Szanowni kierowcy, pamiętajcie, że KIERUNKOWSKAZÓW UŻYWAMY PODCZAS ZMIANY KIERUNKU JAZDY LUB PASA RUCHU. Jadąc w lewo czy prawo, tak jak przebiega droga z pierwszeństwem mamy obowiązek sygnalizowania innych o tym fakcie. Rozmawiałem kiedyś ze znajomym policjantem z ,,drogówki”, który stwierdził, że wiele zna przypadków, gdy kierowca jadący po drodze głównej nie włącza kierunkowskazu, a jadący z przeciwka z drogi podporządkowanej myśląc, że ten kierowca jedzie na wprost – wjeżdża i dochodzi do zderzenia. Jakie jest zdziwienie  bohatera jadącego po głównej drodze, gdy jako sprawca wypadku musi ponieść konsekwencje. Tłumaczenia typu ,,Przecież jechałem po głównej” nie wystarczą. Nikt przecież nie wiedział i nie widział zamiaru, że będzie on po niej jechał. Nie włączenie kierunkowskazu oznaczało, że ma zamiar jechać na wprost. Warto też pamiętać, że są kierowcy ,,wymuszający” odszkodowania na takich osobach. Czekają tylko na drodze podporządkowanej jadąc na wprost na tych, którzy bez kierunkowskazu skręcają w kierunku drogi głównej.

Podsumowując. nieważne czy droga z pierwszeństwem przejazdu przebiega w lewo, czy w prawo ale są inne drogi podporządkowane, mamy obowiązek sygnalizowania tego zamiaru poprzez używanie kierunkowskazów. Gdy mamy nakaz jazdy w lewo/prawo, nasz pas ruchu umożliwia jazdę w tych kierunkach, też mamy obowiązek włączania kierunkowskazów. Nie ważne, że innej możliwości nie mamy, nasze kierunkowskazy są dla tych, którzy zbliżają się do skrzyżowania z innych kierunków nie wiedząc i nie widząc naszych znaków, zakazów, nakazów itd. Naprawdę, włączanie kierunkowskazów jest czynnością dziecinnie prostą. Pokazujmy wszystkim nasze zamiary, byśmy byli przewidywalni, a tym samym wszyscy będziemy bezpieczniejsi. Teorie zaś odnośnie przepisów ruchu drogowego, drodzy wujkowie, ojcowie i kuzyni z całym szacunkiem, pozostawcie instruktorom, wykładowcom i innym zajmującym się nauczaniem i szkoleniem na naszych drogach.  (PS)

 

 

 

egoizm przed egzaminem

Witajcie

Dziś wrócę do spostrzeżenia, które nasunęło mi się kilka dni temu. Odstawiałem naszą Pandę na egzamin w WORD ( kursant zdał za pierwszym razem, gratulacje Adam).  Zawsze czekając na zakończenie egzaminu kursanta spaceruje sobie, to tu, to tam po WORD-zie. Obserwuję zawsze czekających na egzamin, wracających z uśmiechem na twarzy lub rozczarowanych. W końcu  wyszedłem przed budynek, oczekując na mojego kursanta stałem blisko wyjazdu z placu manewrowego WORD.  Co przykuło moją uwagę? O zgrozo! co tam się dzieje, przed wyjazdem?! Wyjeżdżał zestresowany kursant i na samym początku egzaminu został zablokowany, przez trzy auta zawracające w tej uliczce. Było niezłe zamieszanie, ale na szczęście zaczekał i pojechał dalej. W tym miejscu jest ciągle kilka samochodów podjeżdżających po to by zawrócić, kogoś wysadzić itd. Nie rozumiem, po co wielu tatusiów podwozi swoje pociechy na egzamin, tuż przed ten wyjazd? Dlaczego inni, podwożący kolegów, również tam zawracają? Czy na prawdę nie ma wcześniej miejsc parkingowych? Czy nie można zatrzymać się na parkingu, przy centrum handlowym, nieopodal? Czy przysłowiowy tatuś chciał by, aby jego dziecko wyjeżdżając z WORD zostało postawione przed taką sytuacją? Myślę, że nie. Pamiętajmy więc, że w tym miejscu co chwila ktoś wyjeżdża lub wraca z egzaminu. Osoby, które są szalenie zdenerwowane, zestresowane. Po co na samym wstępie utrudniać im wyjazd lub powrót z egzaminu? To może być sytuacja, która zaważy na wyniku egzaminu. Przysłowiowym ,,gwoździem do trumny” był moment, gdy zobaczyłem ELKĘ wykorzystującą  ten wjazd  do zawracania. Instruktorzy!!!!!!! czyż mało mamy miejsc w Poznaniu, by trenować ten manewr ? Trzeba robić to w miejscu, gdzie może się  okazać, że nasza nauka niweczy kilka miesięcy przygotowań jakiegoś innego kursanta? Pamiętajmy wszyscy o takich miejscach i jeżeli nie musimy, nie twórzmy tam niepotrzebnego tłoku.Tam  może przejeżdżać ktoś, kto przed chwilą ,,pokonał” plac, lub wraca już z części egzaminu w mieście. To może być ktoś, kogo znamy. Chcielibyśmy zepsuć mu egzamin? (PS)

inne spojrzenie kursanta na pieszych

Witam Was

Dziś chcę Wam opisać proces podczas szkolenia kandydata na kierowce – odnośnie pieszych.  Prawie zawsze spotykam się z taką samą reakcją ludzi zaczynających szkolenie.  Pierwsze jazdy w mieście, wszystko wydaje się nowe. Oczywiście wiele przejść dla pieszych, przez które przejeżdżamy. Opowiadam o zachowaniu w pobliżu przejść, gdzie ruch jest kierowany sygnalizacją świetlną, oraz tych, gdzie świateł nie ma.  Uwierzcie mi, że dopiero perspektywa jazdy za kółkiem uświadamia ludziom, jak źle zachowują się piesi na przejściach. Od samego początku staram się wpajać pewną zasadę odnośnie tych miejsc. Mam na myśli to, żebyśmy zawsze starali się  w ich pobliżu być  mądrzejsi od pieszych. By widząc tam ludzi, wyobrażać sobie najgorsze scenariusze. Być gotowym na najgłupsze ich zachowanie. Wtedy nie zaskoczy nas najbardziej dramatyczna sytuacja. Co mam na myśli? Otóż wiemy, że pieszy na przejściu (bez świateł), ma definitywnie pierwszeństwo. Piesi o tym wiedzą lecz zapominają, że zanim na nie wejdą, mają obowiązek upewnić się czy mogą bezpiecznie na nie wejść. Pieszy może zatrzymać się na odcinku centymetrów, natomiast pojazd nawet jadący powoli, by się zatrzymać pokonuje kilka lub kilkanaście metrów. Tak, kierowca dojeżdżając  do przejścia ma zachować szczególną ostrożność, ale niestety nie zawsze tak robi. Piesi w takich miejscach  powinni spojrzeć na jezdnię, a następnie wejść na nią. Co jednak w większości robią? Najpierw rozpędzeni wchodzą na przejście, po czym patrzą, już będąc na nim, czy coś nie nadjeżdża. To właśnie zachowanie pokazywałem ostatnio kursantom na jednej z pierwszych jazd po mieście. Wszyscy są zaskoczeni, ale mam nadzieję, że będą o tym pamiętać. Wiele razy sami kursanci, z przerażeniem w oczach przyznają , że robią dokładnie tak samo. Dopiero w aucie uświadamiają sobie jakie to nieodpowiedzialne.

Druga sprawa, to przejścia z sygnalizacją świetlną.  Ileż się słyszy o potrąceniach pieszych przechodzących na zielonym świetle. Jest to jedno z najgorszych zachowań kierowców w odniesieniu do pieszego. Należy jednak również mówić głośno o zachowaniu pieszych, przechodzących na świetle czerwonym.  Zamieściłem powyżej zdjęcie, które świetnie oddaje to, co mam na myśli. Piesi wiele razy mając czerwone światło, patrząc w lewo/prawo, widząc , że nikt nie jedzie, wchodzą na pasy. Szanowni piesi, pamiętajcie, że skoro jest czerwone, to znaczy, że jakiś kierunek samochodów może mieć zielone. Nie koniecznie ci z lewej/prawej, lecz z innych kierunków skręcających.  Piesi nie muszą znać zasad sygnalizacji, sygnalizatorów kierunkowych itp. Powinni natomiast czekać, gdy mają światło czerwone. Szkoląc osobę na jednych z pierwszych godzin jazd, tłumacząc, że skręcając  w lewo przy sygnalizatorze kierunkowym, mamy pewność, że na naszym kierunku jazdy nikt nie będzie miał zielonego światła. Samochody, tramwaje i piesi będą mieć czerwone. Jadąc, skręcając,  ta osoba widzi pieszych na swojej drodze, oczywiście przechodzących na czerwonym świetle. Pytanie kursanta: panie Piotrze, przecież miało nikogo nie być.  Moja odpowiedź: Tak wiem, nie powinno być nikogo, ale to Twoje kolejne doświadczenie, że nawet mama z dzieckiem,  ktoś z telefonem przy uchu, czy starszy pan zawsze może się tam  pojawić.  Tak jak mówiłem na początku, musimy być mądrzejsi od wszystkich wokół, również od pieszych i wyobrażać sobie najgorsze scenariusze, wtedy nic złego nas nie zaskoczy.(PS)

wytłumaczyć Norwegowi

Witam wszystkich

Dziś chciałbym opisać jazdę, którą miałem kilka dni temu z pewnym sympatycznym młodym człowiekiem. Jest on studentem jednej z uczelni w Poznaniu. Gdy zobaczyłem w moim grafiku dziwnie brzmiące nazwisko i imię, zorientowałem się, że to cudzoziemiec. Pomyślałem, OK muszę przestawić myślenie z ”hamuj” na ”brake”. Przed jazdą porozmawialiśmy chwilę i na moje pytanie skąd pochodzi, odpowiedział, że z Norwegii. Miałem przyjemność kilka lat temu być w tym przecudownym kraju w czasie ćwiczeń NATO, w których brała też udział moja jednostka lotnicza. Miałem okazję wtedy poznać kilka osób tej narodowości. Zawsze mili, pomocni ale i wymagający, zdyscyplinowani. Przestrzegający prawa i uczciwi. Wiecie, że tam motocykliści zostawiają kaski na motorze na parkingu i nikt z pewnością ich sobie nie  ,,pożyczy”?  Tak to u nich jest.

Jazda sama w sobie, od strony technicznej, bardzo dobra. Można by powiedzieć, nic szczególnego. Słucha, wykonuje poprawnie to, o co go proszę. Minimalne poprawki i korekty oraz uwagi z mojej strony.  Nie to jednak jest interesujące.  Pierwsza instrukcja na temat ,,warunkowej strzałki w prawo”.  Wykonuje prawidłowo, ale po chwili pyta. ,,Dlaczego więc inni nie zatrzymują się przed sygnalizatorem?” Staram się w sposób dyplomatyczny usprawiedliwiać zachowanie tych ,,kilku” kierowców.  Po jakimś czasie pyta, czy ma się zatrzymywać przed przejściem dla pieszych widząc ich stojących przed nim? Odpowiadam, że powinien itd., a na pewno, gdy pieszy jest na przejściu. Znów zauważam, że to co mu tłumaczę, nie jest dla niego przekonywujące. Mówi, że kierowcy w Polsce przecież tak nie robią. Co miałem mu odpowiedzieć, że kierowcy w większości pamiętają o pieszych dopiero gdy wysiadają z samochodu idąc w kierunku przejścia? Apogeum mojego wstydu i złości nadeszło, gdy jadąc 50 km/h ten młody człowiek został ,,otrąbiony” przez rajdowca w cudownej hondzie wymachującego rekami.  Widać było, że jest mu głupio i zapytał  ,, dlaczego on trąbi, przecież tu możemy jechać 50 i tak właśnie jadę?”

Opisywałem jakiś czas temu reakcję polskiego kierowcy jadącego za BMW na niemieckich numerach. Złość i śmiech, że tak się wlecze jadąc 50 na godzinę. Tu miałem do czynienia z reakcją obcokrajowca, który robił tak jak miał robić, czyli zgodnie z przepisami a widział na każdym kroku, że jest w tym zachowaniu jedyny a nawet brutalnie atakowany za to, że ich przestrzega. Uwierzcie mi, że nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć, jak zareagować i wytłumaczyć. przecież też jestem polskim  kierowcą. Wiem, ze Skandynawowie zachowują się na drogach wyjątkowo kulturalnie. Odniesienie do pieszych niesamowite, podejście do zakazów, nakazów i ostrzeżeń oczywiste, czyli prawidłowe i nie ze względu na wysokość mandatów, tylko po prostu z powodu kultury jazdy i świadomości zagrożeń na drodze. Tłumaczyłem, że nie wszyscy w Polsce tak jeżdżą, że tylko tacy rzucają się w oczy. Miałem jednak wrażenie, że moje słowa nie do końca go przekonały i to nie z powodu mojej angielszczyzny. (PS)

dziwny kierowca

Witajcie

Wczoraj, jako instruktor brałem udział w szkoleniu z bezpiecznej i ekologicznej jazdy. Przebieg zajęć od strony organizacyjnej już poprzednio opisywałem. Można by powiedzieć, nic szczególnego.  Osoby posiadające prawo jazdy od kilkunastu lat, więc doświadczone w tej dziedzinie. Jednak zapamiętałem te zajęcia z dwóch powodów.

Pierwszy to, że okazuje się iż  jeżdżący po naszych drogach kierowcy w wielu przypadkach nie wiedzą jak zachować się na skrzyżowaniach. Interpretacja skrętu w lewo na skrzyżowaniu ze światłami (sygnalizator ogólny), zdumiała mnie. Nie winie tutaj owej osoby tylko tych, którzy tak ją nauczyli. To, co powiedziała dało mi do myślenia.  Okazało się, że skręcając w lewo w takiej sytuacji w drogę dwujezdniową z dwoma pasami ruchu według  instruktora  tej osoby MUSIMY zajmować lewy pas, ponieważ w tym samym momencie z przeciwka skręcający w prawo, będą zajmowali pas prawy i w ten sposób unikniemy kolizji. O zgrozo!!! Nie chciałbym być tym z przeciwka skręcającym w prawo na lewy pas (co oczywiście mam prawo zrobić wiedząc, że następne skrzyżowanie będę  pokonywał w lewo), spotykając taką osobę na swojej drodze, będąc przekonanym, że mam pierwszeństwo.  Drodzy obecni i przyszli kierowcy, pamiętajcie, że w takich sytuacjach (równorzędnych), skręcający kierowcy w lewo MUSZĄ ustąpić (stojąc i czekając !) jadącym z przeciwka na wprost lub w  prawo. Myśl, że kilkanaście lat temu, ktoś uczył w inny sposób przeraża mnie. W czasie jazdy starałem się to wytłumaczyć ale nie jestem przekonany, czy mi się to udało.

Kontynuując jazdę ciągle musiałem przypominać o ograniczeniach prędkości, ponieważ jazda po drogach z ograniczeniami do 50 km/h była pokonywana z prędkością 70. Usłyszałem wtedy kilka stwierdzeń, że taka jazda jest nudna, że gdy się człowiek spieszy nie patrzy na ograniczenia i w ogóle przecież tu są dwa pasy itd. W pewnym momencie,  jadąc zostaliśmy zmuszeni do jazdy 50 km/h. Powodem było to, że przed nami jechało piękne BMW  x5. Piękne wielkie auto dostojnie jechało tak jak to mówiły znaki drogowe. Wśród szkolonych rozgorzała dyskusja ,,co on się tak wlecze” itd. Byli sfrustrowani. Zwróciłem im uwagę na tablicę rejestracyjną i usłyszałem ,, Jasne, z Niemiec, oni tak jeżdżą.”

Okazuje się, że dla wielu kierowców jazda zgodnie z przepisami, czyli ograniczeniami, zakazami i nakazami jest bezsensowna, głupia i nudna a jeżdżący w taki sposób są frajerami. Nie umiemy brać przykładu z tych, którzy choćby na drogach zachowują się tak jak nakazuje prawo i w sposób bezpieczny. Kierowcy w Europie Zachodniej w większości jeżdżą tak, jak mówią przepisy. Nie jest to tylko następstwem wysokich mandatów, chociaż pewnie też, ale również kultury i poczucia zagrożeń jakie mogą wystąpić na drogach.  Statystyki wypadków drogowych mówią same za siebie. Polska jest jednym z najniebezpieczniejszych krajów pod względem wypadków, kolizji, ofiar śmiertelnych i rannych. Dla mnie jest to niezrozumiałe, że widząc prawidłowo jadącego kierowcę uważamy go za frajera lub nieudacznika. Może jednak warto by brać  z takich ,,dziwnych kierowców” przykład? (PS)

 

 

Warunkowa strzałka to nie sygnalizator kierunkowy !!!

Witajcie w Nowym Roku

Mam nadzieję , że  2015 rok wszyscy rozpoczęliście szczęśliwie, z nadzieją, że będzie on nie gorszy od poprzedniego. Miałem  dzisiaj okazję jechać samochodem po poznańskich drogach. Lubię obserwować  zachowania kierowców, może z racji wykonywanego zawodu. Obserwuję  kilka podstawowych grup kierowców na drogach, ale o tym z pewnością nie raz będę miał okazję wspominać w moich wpisach. Sam osobiście, z ręką na sercu, jeżdżę zgodnie z przepisami. Nigdy nie dostałem mandatu , a prawo jazdy mam od 25 lat,wiem trudno w to uwierzyć , ale da się . Nie mnie oceniać i karać również tych, którzy jeżdżą łagodnie mówiąc, nieprzepisowo. Jednak nie znoszę, gdy postępując zgodnie z zakazami czy nakazami  jakiś ,,szofer'” robi ze mnie intruza!

Dziś  na pewnym skrzyżowaniu skręcałem w prawo. Sygnalizator ogólny, strzałka warunkowa w prawo. Jestem trzeci w kolejce. Podjeżdżam i zatrzymuję się, ponieważ wiemy wszyscy, ze najpierw mamy zwrócić uwagę na potencjalnych pieszych mogących mieć w tym czasie światło zielone .My mamy wtedy światło czerwone a kierunek poprzeczny zielone. Gdy zatrzymałem się, widząc przechodzącego pieszego słyszę z tyłu trąbienie. Patrzę w lusterko a tam zbulwersowany młody człowiek wymachuje rekami klnąc pod nosem coś na mój temat. Nie chcę wiedzieć  co ,ale się domyślam. Gdy pieszy przeszedł, przejeżdżając przez przejście miałem z lewej strony już wolną drogę, więc chyba na moje szczęście, nie musiałem się zatrzymywać ponownie. Nie wiem jak mógłby zareagować tym razem ten ,,kierowca” za mną.  Wyprzedził mnie rozwścieczony wymachując rękami. W takich  momentach widząc młodych kierowców, zastanawiam się skąd to się bierze. Przecież on  z pewnością niedawno kończył kurs nauki jazdy i jestem pewien, że  pamięta jak należy się zachować na warunkowych strzałkach.  Kierowcy z dłuższym stażem  często zapominają o różnicy warunkowej i kierunkowej sygnalizacji świetlnej, ale nie po roku czy dwóch. Nie uwierzę.

Co w takich momentach możemy zrobić? Niestety nic, tylko mieć nadzieję, że takich ludzi będziemy mieli jak najmniej na naszych drogach. (PS)