Archiwum kategorii: pytania czytelników

różnice miedzy stop i ustąp piwrwszeństwa

Witajcie

Dziś postaram się w kilku słowach wytłumaczyć różnice pomiędzy dwoma znakami występującymi przed drogą z pierwszeństwem.  Znaki te to ,,Ustąp pierwszeństwa” i ,,Stop”. Oba występują na drodze podporządkowanej zbliżając się do skrzyżowania z drogą z pierwszeństwem. W obu przypadkach dojeżdżając do skrzyżowania mamy obowiązek ustąpienia pierwszeństwa pojazdom na tej drodze. Różnica polega na tym, że nie w obu przypadkach mamy bezwzględny obowiązek zatrzymania przed skrzyżowaniem.

Znak ,,Ustąp pierwszeństwa”  występuje przed skrzyżowaniem i ostrzega nas o zbliżaniu się do drogi z pierwszeństwem, lecz dojeżdżając do skrzyżowania jesteśmy w stanie obserwować skrzyżowanie i ocenić, czy na drodze poprzecznej znajdują się jakieś pojazdy. Jeżeli tak, to w razie konieczności mamy się zatrzymać i ustąpić im pierwszeństwa.  Natomiast w przypadku braku jakichkolwiek uczestników ruchu na drodze z pierwszeństwem, bez zatrzymania możemy wjechać na skrzyżowanie.

Znak ,,Stop” również występuje przed skrzyżowaniem z drogą z pierwszeństwem, lecz zabrania nam wjazdu na skrzyżowanie, bez wcześniejszego zatrzymania. Zatrzymanie ma nastąpić tuż przed poprzeczną linią bezwzględnego zatrzymania (poprzeczna ciągła), w przypadku jej braku, tuż przed krawędzią drogi z pierwszeństwem.  Nie zatrzymujemy się przed znakiem. On tylko każe nam to zrobić w odpowiednim miejscu. Występuje on na drodze podporządkowanej, lecz dojeżdżając do skrzyżowania nie jesteśmy w stanie je obserwować ze względu na budynki, krzewy i inne obiekty. Musimy zatem obowiązkowo się zatrzymać (unieruchomić pojazd), rozejrzeć i po upewnieniu się, że wjazd na skrzyżowanie jest bezpieczny, kontynuować jazdę.

Podsumowując. Mając znak ,,ustąp pierwszeństwa”  nie zawsze musimy się zatrzymywać przed skrzyżowaniem, lecz tylko gdy nadjeżdżają pojazdy na drodze z pierwszeństwem. Natomiast zbliżając się do skrzyżowania i mijając wcześniej znak ,,Stop” musimy zatrzymać się ZAWSZE!

Mam nadzieję, że w miarę czytelnie opisałem te różnice osobie, która miała wątpliwości. Czekam na kolejne pytania.

Pozdrawiam wszystkich czytelników (PS)

 

warunkowa strzałka, czyli listy od czytelników

Witajcie

Dziś postaram się odpowiedzieć na list od Czytelniczki i pytania w nim zawarte. Oto jego treść.

Dzień dobry!
Ja jestem z Wrocławia, ale przed egzaminami czytałam Pana blog, na który przypadkiem się natknęłam. Miałam wspaniałego instruktora, ostrego, ale przed egzaminem wewnętrznym byłam przygnębiona, że nie sprostam jego wymaganiom. Nagle przeczytałam Pana uwagi o egzaminach państwowych, „dokąd masz się spieszyć? Na egzaminie nie masz zdążyć”, i to był przełom. Mój instruktor jest ostry i niby to samo mówił („pośpiech zgubi panią na sto procent”), ale trzeba to było przeczytać w wersji bardziej łagodnej. Powiedziałam wtedy instruktorowi, że ja się boję i muszę zdawać na spokojnie, wyraźnie mu to powiedziałam, i wtedy zrozumiał, że musi przeprowadzić bardzo łagodną lekcję. Egzamin wewnętrzny zdałam dwa dni „po blogu”.
Krótko mówiąc, wykonał Pan po raz kolejny dobrą pracę. 
Miesiąc później, w ten poniedziałek, zdałam praktyczny w WORD. Długo by opowiadać, ale dwa poprzednie oblałam w WORD za pośpiech (manewry).
Mam prośbę, żeby omówił Pan takie kwestie na blogu:
  • Sygnalizator warunkowy. Dokładnie: gdzie się zatrzymać, kiedy, co zrobić, jak gdy w trakcie sygnał się zmieni! Ja miałam błąd, bo nie mogłam zrozumieć, że kiedy ja mam czerwone i strzałkę, a pieszy ma czerwone, mogę wjechać na pasy. Może to głupstwo, ale ten S2 myli mi się strasznie
  • Piesi. Instruktor uczył mnie tak, że jak pieszy już stał na krawędzi chodnika, miałam się zatrzymać (jak to jest na Zachodzie). Egzaminator się przyczepił, inni za to oblewają, jak się właśnie nie zatrzymam w tej sytuacji. Kodeks – już nie mam siły…
    Mogłam też ruszyć dopiero, jak całkowicie opuścił pasy – a tę zasadę jakaś osoba wyśmiała w Miesięczniku OSK jako „mit o egzaminatorach”.
    Poza tym, przepuszczam pieszego, wjeżdżając na drogę poprzeczną: i to chciałam zrobić, wracając z egzaminu i… „błąd”!
    Przyznam, że już mi się pomieszało: instruktor, egzaminator i Kodeks.
  • Instruktor uczył, że w miejscu nieoznakowanym STOP, ale niebezpiecznym, lepiej zrobić STOP i po rozejrzeniu się ruszyć. Znowu „błąd!”                                                                                                                                                       Dziękuję za, jak mawiają politycy, pochylenie się na tym przypadkiem!

Kwestię ,,warunkowej strzałki” opisałem  jakiś czas temu. Jednak przypomnę tylko, że strzałka ta świeci się wówczas, gdy nasz kierunek ma światło czerwone. W tym czasie kierunki poprzeczne dla pojazdów i pieszych mają lub kończy się im światło zielone.  Dojeżdżając musimy się zatrzymać (całkowicie unieruchomić auto), chyba, że strzałka włączyła się gdy już staliśmy na czerwonym świetle.  Możemy ruszyć przez poprzeczne przejście dla pieszych w dwóch przypadkach.

  1. Gdy piesi mają zielone światło, ale ich nie ma.
  2. Gdy piesi stoją, lecz mają czerwone.

Ruszając ostrożnie przez  przejście, nie koncentrujemy się już na strzałce (w trakcie ruszania musi się świecić a za naszymi plecami i tak zapewne już zgaśnie), lecz na poprzecznej drodze odnośnie samochodów.  Jeżeli auta na tej  drodze nie jadą, wtedy już bez kolejnego zatrzymania możemy wjechać skręcając na poprzeczną drogę.

Odnośnie pieszych, to przepis mówi wyraźnie, że osoba będąca na przejściu ma bezwzględne pierwszeństwo. Kierujący pojazdami mają obowiązek umożliwić im bezpieczne przejście na drugą stronę. Skręcając w drogę poprzeczną, niezależnie czy jest przejście wyznaczone czy nie, mamy jako kierowcy przepuścić pieszych będących już na jezdni. Cały czas piszę zwracając uwagę na fakt, że przepuszczamy pieszych będących już na przejściu, a nie stojącym przed nim jeszcze na chodniku. To istotny fakt, o którym musimy pamiętać.  Kwestia pieszych jest dość złożona.  Ucząc moich kursantów zwracam uwagę na to, że dojeżdżając do przejścia dla pieszych i widząc osobę stojącą przed przejściem (jeszcze na chodniku), musimy przeanalizować, czy pieszy obserwuje nadjeżdżające samochody i czy za nami jadą inne rozpędzone auta. To ważne, ponieważ nasze gwałtowne hamowanie przed przejściem mogło by zaskoczyć innych i nie wszyscy mogli by wyhamować.  Pieszy będący już na przejściu byłby zagrożony i mogłoby to spowodować jego potrącenie. Oczywiste jest to, że inni kierowcy nie mają prawa wyprzedzać nas, gdy zwalniamy przed przejściem dla pieszych, czy omijać nas stojących przed nim. Jednak by do tego nie dopuścić, powinniśmy zainicjować nasz zamiar zatrzymania i przepuszczenia pieszego z dużym wyprzedzeniem, wcześniej zwalniając a nie hamować gwałtownie w ostatniej chwili. Z wyjątkiem przypadku wtargnięcia pieszego na jezdnię przed pędzące auta, co oczywiście jest niezgodne z przepisami ale często przez nich nie przestrzegane. Wtedy hamujemy nie patrząc na inne samochody, ratując sytuację i unikając potrącenia osób na pasach. Natomiast, gdy poruszamy się z niewielką prędkością lub skręcając w drogę poprzeczną i widząc pieszego na jezdni, bezwzględnie mamy umożliwić mu przejście. Gdy stoi na chodniku i wyraźnie nas obserwuje, możemy (nie musimy) zatrzymać się i przepuścić go. Lepiej mieć kontrolę nad pieszymi stojąc – niż jadąc. Tę zasadę moi kursanci znają doskonale.  Pamiętać też należy, że nie musimy czekać do momentu, gdy przechodząca osoba zejdzie z jezdni. Jeżeli pieszy wchodził na jezdnię po naszej stronie i jest już na stronie lewej, oddalając się od nas, możemy obserwując go nadal, powoli przejechać przez przejście. Natomiast, gdy osoba wchodzi  po lewej stronie jezdni, zbliżając się do nas, w tym przypadku mamy czekać do momentu, gdy całkowicie zejdzie z przejścia.  Podsumowując, jeżeli nawet nie musieliśmy przepuszczać osoby stojącej jeszcze na chodniku,  ale postanowiliśmy to zrobić, nawet zbyt gorliwie, ale w sposób bezpieczny, egzaminator może to skomentować ale z pewnością nie będzie to powód niezdania egzaminu. Natomiast jeżeli nie przepuścimy pieszego będącego już na przejściu, egzamin będzie przerwany.

Co do ostatniego punktu, to zawsze tłumaczę, że nawet jeżeli nie jest to znak STOP tylko ,,Ustąp pierwszeństwa”, lub inna  sytuacje, gdzie musimy wjechać na inną drogę nie widząc zupełnie nic, co dzieje się na niej – lepiej się zatrzymać, niż jadąc doprowadzić do zagrożenia.  Nie tylko znak STOP czy czerwone światło każą nam się zatrzymać. Wiele jest sytuacji, gdy nie musimy ale możemy to zrobić. Kolejna moja zasada znana przez kursantów ,,Jeżeli nie jesteś pewien/pewna czy możesz kontynuować/rozpocząć jazdę czy się zmieścisz/zdążysz  – zatrzymaj się i czekaj aż w stu procentach będziesz pewna/pewny, że twój manewr będzie bezpieczny. Jeżeli nie musimy,  lecz zatrzymamy się z braku dostatecznej oceny sytuacji przed wjazdem na skrzyżowanie, ponieważ mamy wątpliwości, lepsze to, niż nie zatrzymać się i stworzyć zagrożenie.  W takim przypadku może, ale nie musi się zdarzyć, że egzaminator ,,nieprzychylnie” to skomentuje. Jednak nie będzie to powód do niezdania egzaminu. Jeżeli jednak nie zatrzymamy się i stworzymy sytuację niebezpieczną, to ewidentnie egzamin będzie niezdany.

Mam nadzieję, że pomogłem choć trochę w wyjaśnieniu tych kwestii. Czekam na kolejne pytania i nurtujące Was sprawy. Dziękuję Autorce tego listu za miłe słowa i życzę sukcesów na polskich drogach. Oczywiście gratuluję serdecznie zdanego egzaminu. Pozdrawiam (PS)

 

bezpieczny odstęp podczas jazdy

Witam Was

W nawiązaniu do maila Pani Angeliki chciałem dziś odpisać na drugie pytanie, odnośnie zachowania bezpiecznej odległości podczas jazdy. Zacznę może od bezpiecznego odstępu podczas zatrzymania. Oczywiście ,Prawo o ruchu drogowym reguluje ten odstęp odnośnie tunelu, którego długość przekracza 500m. Mowa tam o odległości 5m podczas zatrzymania za poprzedzającym autem.  W innych przypadkach tłumaczę to tak, że powinniśmy zatrzymywać się, by widzieć tylne koła auta stojącego przed nami stykające się z asfaltem. Jeżeli zatrzymujemy się za blisko, nie mamy możliwości ominięcia samochodu.  W przypadku gdy, włączy on światła awaryjne , będzie jechał pojazd uprzywilejowany ,któremu musimy zrobić miejsce lub  chcemy zmienić pas , nie będziemy mieli miejsca na taki manewr .

Bezpieczna odległość podczas jazdy. To również regulują przepisy jeżeli chodzi o tunel o długości większej nić 500m. Mamy  zachować większą niż 50m.  Natomiast w pozostałych sytuacjach warto pamiętać o tzw. zasadzie 2 sekund. Polega ona na tym, że powinniśmy jechać za autem przed nami tak, by mijać ten sam punkt (znak drogowy itp) dopiero po co najmniej 2 sekundach. Nie ważne z jaka prędkością się poruszamy, ma być nie mniej niż 2 sek. Dlaczego? Otóż związane jest to z reakcją kierowcy. Jeżeli jedziemy i samochód przed nami nagle zaczyna hamować, to nasza reakcja (reakcja/wciśnięcie hamulca/rozpoczęcie hamowania) następuje po około 1 sekundzie.  Wiec jeżeli jedziemy za autem po takim czasie i zacznie on nagle hamować, to po naszej reakcji rozpoczniemy hamowanie w tym samym miejscu i najprawdopodobniej zatrzymamy się w tym samym punkcie, czyli wjedziemy w jego tył. No przecież nie oto chodzi.  Co zrobić by tego uniknąć? Otóż wystarczy jechać wspomniane 2 sekundy za autem i w razie jego nagłego hamowania, my zaczniemy hamować po około 1 sekundzie, lecz w punkcie nieco wcześniejszym i w rezultacie zatrzymamy się w bezpiecznej odległości za nim unikając wjechania w jego tył. Odległość będzie różna i zależna od prędkości z jaką się poruszamy my i auto przed nami.  Przykładowo na drodze z ograniczeniem 30 km/h będzie to około 16 metrów. Na autostradzie jadąc 140 km/h będzie to już dystans około 77 m.  Nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ liczy się tylko czas naszej reakcji. Pamiętajmy więc, że jadąc za samochodem, policzmy sobie od czasu do czasu ten dystans i nie jedźmy za samochodami w odległości krótszej niż 2 sekundy. Będziemy wtedy mieli  czas na ewentualna reakcję w razie nagłego hamowania samochodu przed nami. Nigdy wtedy nie wjedziemy w jego tył.

Mam nadzieję, że w sposób wystarczający i klarowny opisałem i wytłumaczyłem nurtujące Panią Angelikę pytania. Jeżeli macie jeszcze jakieś, zawsze służę radą i z przyjemnością pomogę w zrozumieniu tajników związanych z poruszaniem się po naszych drogach. (PS)

SZCZEGÓLNA OSTROŻNOŚĆ

Witajcie

Dziś postaram się odpowiedzieć na maila Pani Angeliki, mojej czytelniczki, która zapytała jaka jest różnica pomiędzy ostrożnością a szczególną ostrożnością. Wiem, że definicje książkowe nie zawsze są wystarczająco zrozumiałe. Co innego książki, a co innego życie, powiadają. Uważam, że w tematyce nauczania w ruchu drogowym problem tkwi w tym, że często to co zawarte w materiałach do nauki nie jest wystarczająco dobrze i trafnie interpretowane i tłumaczone podczas szkolenia praktycznego.

Prowadząc wykłady z moimi kursantami przedstawiam definicje i sytuacje związane z ostrożnością i szczególną ostrożnością. Nie poprzestaje jednak na suchych formułkach. Zawsze staram się każdą definicję podeprzeć potencjalnymi sytuacjami. To samo robię zawsze na zajęciach praktycznych. Może więc zrobię to tak jak z moimi kursantami.

Od momentu uruchomienia silnika kierujący ma obowiązek być skoncentrowany na podróży samochodem oraz, a może przede wszystkim, być ostrożnym. Każdy nasz manewr, czynność, musi być wykonywana  w sposób ostrożny.  Ostrożnie mamy się poruszać po drodze, być ostrożni w odniesieniu do innych uczestników ruchu. Oznacza to, że podczas całej podróży musimy po prostu uważać na wszystko i wszystkich.

W ruchu drogowym występuje jednak dodatkowo termin ,,szczególna ostrożność”.  Jest ona wymagana w kilku sytuacjach, które przedstawię. Jednak postaram się je podpierać przykładami, co zawsze robię podczas szkolenia.

Szczególną ostrożność ma obowiązek zachować :

  1.   Pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko. Oczywiście  dlaczego? Ponieważ pieszy w konfrontacji z autem lub tramwajem/pociągiem nie ma szans uniknąć obrażeń.
  2.   Kierujący pojazdem podczas włączania się do ruchu, zmieniając kierunek jazdy, zmieniając pas ruchu, podczas cofania, wyprzedzania, zbliżając się do skrzyżowania, do przejścia dla pieszych, przejeżdżając obok przystanków autobusowych/tramwajowych, zbliżając się do przejazdów dla rowerzystów, zbliżając się do przejazdów kolejowych/tramwajowych. Dlaczego? Ponieważ w każdym z tych przypadków  istnieje ryzyko zderzenia z innymi uczestnikami ruchu. Krzyżują się lub mogą krzyżować drogi kilku pojazdów (osób).
  3.  W czasie jazdy w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza. Wiąże się to z brakiem odpowiedniej obserwacji naszej drogi i jej okolic. Wszystko co może się pojawić na naszej drodze może być widoczne w ostatniej chwili i czas naszej reakcji by zapobiec niebezpiecznym sytuacjom może być za krótki.
  4.   Kierujący pojazdem przejeżdżając obok lub za autem nauki jazdy. Dlaczego?  Nigdy nie jesteśmy pewni jak zachowa się osoba szkolona. Na jakim etapie szkolenia się znajduje. Nigdy nie wiadomo kiedy wykona niespodziewany ruch kierownicą na boki i mimo reakcji instruktora, może to doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Jadąc za autem nauki jazdy musimy być gotowi na nagłe hamowanie takiego auta. Wiem doskonale, jak często kursanci na początku szkolenia mylą pedał gazu z hamulcem i chcąc nagle przyspieszyć auto staje w miejscu, ku zaskoczeniu jadących za nami.
  5.  Przejeżdżając w pobliżu autobusu przewożącego dzieci jak np. autobus szkolny. Nigdy nie możemy być pewni, czy nagle z za autobusu nie wyskoczy jakiś dzieciak, nie zdający sobie sprawy z zagrożenia.
  6.  Przejeżdżając obok pojazdu przewożącego osoby niepełnosprawne, podczas ich wsiadania czy wysiadania. Nie wiemy przecież w jakim stopniu te osoby są niepełnosprawne i gdzie nagle mogą się przemieszczać po wyjściu z auta.

Niebezpieczne miejsca są również oznakowane przez znaki ostrzegawcze. Również z tym wiąże się zachowanie szczególnej ostrożności. Podsumowując więc, szczególne sytuacje wymagają od nas zwiększenie uwagi, ostrożności i koncentracji. Wiąże się to również ze zmniejszeniem prędkości i byciem gotowym do natychmiastowego zatrzymania, by uniknąć zderzenia czy potrącenia. Zawsze moim kursantom tłumaczę to w ten sposób, że jeżeli jakakolwiek sytuacja wzbudza ich niepokój lub wątpliwości co do dalszej bezpiecznej jazdy, to znaczy że jest to sytuacja szczególna. Maja oni bardziej się na niej skoncentrować i w związku z tym wyobrażać sobie najgłupsze i najbardziej niebezpieczne rzeczy jakie mogą się  wydarzyć w takim momencie. Wtedy żadna taka sytuacja ich nigdy nie zaskoczy.

(PS)

 

Wypadek? Co dalej?

Witajcie

Pewien młody człowiek zapytał mnie, co zrobić gdy przydarzy nam się  stłuczka? Wiadomo, jest to duży stres i przeżycie, ale jednak zdarza się, o czym wielu młodych kierowców już się przekonało. To jeden z wielu elementów bycia kierowcą. Sami często widzicie stojące auta, w pobliżu Policja, niebieskie, migające światła itd.  Mimo, że nie chcemy i nie planujemy, to jednak do takich sytuacji dochodzi. Najważniejsze, by nie było osób poszkodowanych.

Pamiętajcie o tym, gdy w czasie zdarzenia drogowego są osoby ranne, wtedy najważniejsze jest zabezpieczenie miejsca wypadku, podjęcie działania w celu udzielenia pomocy poszkodowanym jednocześnie wzywając pomoc dzwoniąc na: Pogotowie Ratunkowe 999, Straż Pożarną 998, Policję 997, lub europejski numer alarmowy 112.  Nie wolno wtedy zmieniać położenia samochodów biorących udział w zdarzeniu. Jest to ważna kwestia, ponieważ służby wyjaśniające przyczyny wypadku wymagają tego, by odtworzyć przebieg sytuacji.

Gdy w zdarzeniu nie ma osób poszkodowanych nie trzeba nawet wzywać Policji. Najważniejsze to nie wpadać w panikę. Wiem, że nie jest to łatwe. Sam pamiętam swoją pierwszą stłuczkę, gdy zatrzymałem się Fiatem 126p mojego taty za autobusem, który nagle zaczął cofać. Kierowca nie miał pojęcia, że za nim stoi ,,mały Fiat”. Byłem przerażony. Na szczęście trafiłem na uczciwego kierowcę, który sprawy formalne na miejscu zrobił za mnie. Warto pamiętać, gdy ktoś w Was uderzył i ewidentnie była to jego wina, to najważniejsze jest by napisać oświadczenie z miejsca zdarzenia. Musi ono być pisane/wypełniane własnoręcznie przez sprawcę kolizji. Wzór takiego oświadczenia warto mieć w schowku samochodu, ot tak, na wszelki wypadek. Oto wzór, który możecie sobie wydrukować;  http://dukiewicz.pl/src/Oswiadczenie%20z%20miejsca%20wypadku.pdf

Gdy jednak okaże się, że nie mamy gotowego formularza, wystarczy zwykła kartka i na niej informacje, które są niezbędne czyli;

  • imię i nazwisko kierującego
  • adres
  • dane odnośnie jego prawa jazdy
  • data,  godzina i miejsce zdarzenia
  • marka i nr rejestracyjny pojazdu sprawcy
  • ubezpieczenie OC / nr polisy (obowiązkowe dla każdego pojazdu)
  • krótki opis zdarzenia / szkic, rysunek
  • opis uszkodzeń
  • podpis sprawcy wypadku
  • imiona i nazwiska świadków (numery telefonów).

Warto również zrobić zdjęcia wszystkich dokumentów sprawcy (prawo jazdy, polisa OC, dowód osobisty), jak również miejsc uszkodzeń obu pojazdów. W dzisiejszych czasach, w erze telefonów komórkowych nie jest to problemem.  Również coraz częściej mamy zainstalowane kamerki/rejestratory w samochodach. Trzeba zabezpieczyć kartę SD, by w razie czego można było wykorzystać nagranie z przebiegu kolizji.

Wszystkie te czynności są niezbędne dla uzyskania odszkodowania i pokrycia kosztów naprawy Waszego auta. Jest to również dokument, który będzie Waszym alibi w przypadku ewentualnych  roszczeń i zmiany zeznań sprawcy. PAMIĘTAJCIE! Oświadczenie jest niezbędne! Jeżeli sprawca zaczyna Was zbywać, proponować jakieś pieniądze za szkody, że rzekomo się spieszy, zaproponujcie mu, że zrobicie zdjęcia jego dokumentów i by on podpisał oświadczenie, a Wy wypełnicie je już własnoręcznie, zobaczycie, że zdecyduje się on zrobić to sam. Gdy sprawca nadal zaczyna coś kręcić , nie chce pisać oświadczenia, a jesteście przekonani o jego winie , po prostu  dzwonimy na Policję. Nie dyskutujcie i nie idźcie na żadne układy. Funkcjonariusze przeprowadzą czynności związane z wyjaśnieniem zdarzenia i określeniem winy. Wtedy nie musicie już spisywać oświadczenia. Zwracając się do Towarzystwa Ubezpieczeniowego (OC) sprawcy będziecie potrzebowali dokumentu sporządzonego  przez Policję.

WAŻNE! BEZ OŚWIADCZENIA  NIE ODJEŻDŻAJCIE  Z MIEJSCA WYPADKU!

      Mam nadzieję, że to, co dziś opisałem  nigdy się Wam nie przyda. Jednak warto pamiętać, że  gdyby jednak, to najważniejszy jest  spokój, opanowanie i analiza sytuacji. Świat się nie kończy, to jednak tylko blacha. Podczas szkolenia kursantów, od czasu do czasu dochodzi do jakichś kolizji. W takiej sytuacji zawsze dzwonimy  do naszego kierownika. Wiecie jakie pytanie zadaje on na samym początku? ,,Czy nic nam się nie stało ?”. Tak więc najważniejsze jest zdrowie i życie, a samochód to  urządzenie do przemieszczania się i  zostanie naprawiony, a my znów będziemy mogli cieszyć się jazdą.(PS)

 

 

ODŚNIEŻANIE AUTA

Witajcie

Ostatnio podczas jazdy pewna osoba zadała mi pytanie. Chodziło o odśnieżanie samochodu. Czy wszystkie szyby muszą być przejrzyste i czy to wystarczy?

Zimę mamy na razie łagodną, ale nagle rano możemy się przekonać, że samochód jest cały ośnieżony. Uwierzcie mi, że zimą przyjeżdżając do pracy, zawsze zastanawiam się, w jakim stanie po nocy jest auto, w którym Was szkolę. Śnieg nie jest największym problemem. Jeżeli jest na samochodzie, trzeba go usunąć. Pamiętajcie, że nie może zalegać na szybach, światłach, czy dachu. Czasami można zobaczyć kierowców, którzy jadą kompletnie zaśnieżonym samochodem, a tylko to mają odśnieżone, co zdołała zgarnąć wycieraczka. Wiecie zapewne, że takie postępowanie jest karane przez policję? Śnieg trzeba usunąć z całego auta i jest to czynność, którą wykonujemy na samym początku.  Robimy to szczotką a nie skrobaczką, by nie porysować lakieru. Trzeba pamiętać, że drzwi auta należy otwierać bardzo powoli, żeby nie uszkodzić uszczelek. Przed zimą warto je nasmarować wazeliną techniczną, lub specjalnym preparatem do tego przeznaczonym. Gdy już się znajdziemy wewnątrz auta, uruchamiamy silnik i włączamy ogrzewanie. Od razu należy skierować strumień nawiewu na przednią szybę. Powietrze stopniowo zacznie się rozgrzewać i powoli podgrzewać szybę. Włączamy również podgrzewanie tylnej szyby. We współczesnych samochodach przycisk ten powoduje rozmrażanie lusterek zewnętrznych. Komfortową sytuację mają Ci, którzy posiadają elektrycznie podgrzewaną szybę przednią. Odmraża się ona natychmiast. Następnie, gdy szyby troszkę się odmrożą, możemy przystąpić do oczyszczania ich z lodu. Robimy to z wyczuciem, by nie spowodować ich porysowania. Dlatego należy zacząć, gdy szyby trochę się podgrzeją. Lód z nich będzie łatwy do usunięcia. Szyby czyścimy całe i wszystkie. Wycieraczki włączamy dopiero wtedy, gdy cały lód z szyb został usunięty. W przeciwnym wypadku uszkodzimy je i nie będą spełniały swojej funkcji, czyli usuwały wody z szyb. Widoczność musimy mieć z każdej strony, a nie tylko na wprost samochodu.

Nieco gorzej jest gdy dzień wcześniej było wilgotno, a w nocy przyszedł duży mróz. Wtedy mamy do czynienia z grubą warstwą lodu na całej powierzchni samochodu. Może być problem już z otworzeniem drzwi. Nie ciągnijmy ich na siłę. Najpierw trzeba użyć preparatu odmrażającego zamek samochodu. Trzeba chwilę odczekać, aż zacznie działać i delikatnie, ale z pewną siłą próbować otworzyć drzwi. Gdy znajdziemy się w samochodzie uruchamiamy nagrzewanie szyb, jak już wcześniej opisałem. W takim jednak przypadku warto użyć odmrażacza do szyb. Są to preparaty również dostępne w sklepach motoryzacyjnych, lub na stacjach paliw. Pryskamy szyby i po chwili usuwamy lód skrobaczką. Warto sprawdzić poziom płynu do spryskiwaczy. Oczywiście mam na myśli zimowy. Jeżeli jest za mało, uzupełniamy. Kursanci, których teraz szkolę, cały czas używają spryskiwacza szyb. Błoto pośniegowe na drogach strasznie zabrudza szyby, i co chwilę trzeba je czyścić z użyciem płynu. Nie wolno robić tego samymi wycieraczkami, gdyż błoto to zarówno zniszczy pióra, jak i porysuje szyby.

Mam nadzieję, że moje porady nie będą Wam potrzebne. Należy jednak o nich pamiętać. Niestety zima jest piękna tylko w górach, w lesie na spacerze z rodziną na sankach, lub przez okno. Jeżeli chodzi o motoryzację, to nie ma w niej żadnych pozytywów. Życzę Wam i sobie jak najmniej porannej gimnastyki, podczas przygotowywania auta. W końcu już za dwa miesiące wiosna :-) (PS)

 

UWAGA ZIMA

Witajcie

Jak sami widzicie przyszła prawdziwa zima. Śnieg na drogach i w związku z tym więcej stłuczek. Pytanie jakie dostałem od czytelnika jest jak najbardziej na czasie. Pyta on jak ogólnie jeździć w takich warunkach? Kursanci, którzy obecnie przechodzą szkolenie w naszej szkole jazdy można powiedzieć, że są szczęściarzami, ponieważ mają okazje szkolić się właśnie w ekstremalnie trudnych warunkach drogowych. Mogą poczuć na własnej skórze, jak zachowuje się auto, gdy wjeżdżamy nawet bardzo powoli w drogę, na której jest mnóstwo śniegu. Często wtedy występuje zjawisko ,,nadsterowności”, czyli sytuacja kiedy przy skręcaniu zarzuca nam tył samochodu w przeciwnym kierunku do skrętu. Trzeba wtedy wykonać tzw. kontrę, czyli skręcić koła w przeciwnym kierunku do zarzucającego tyłu. Generalnie trzeba jeździć dużo wolniej. Wyjeżdżone muldy są bardzo niebezpieczne. Przyczepność kół zmienia się przy zetknięciu raz to z asfaltem, raz ze śniegiem.

Nie muszę chyba przypominać o oponach zimowych? Wiadomo, że opona letnia z racji innej struktury gumy, jak i charakterystyki bieżnika, nie poradzi sobie ze śniegiem ani z błotem pośniegowym.  Jeździjmy również myśląc za innych. Dojeżdżając do skrzyżowań, mając pierwszeństwo i tak patrzmy daleko w obie boczne strony, czy ktoś nie nadjeżdża zbyt szybko, co mogło by się skończyć stłuczką.  Pamiętajmy również, że przy temperaturach około zera, nawierzchnia drogi nadal jest zmarznięta i czarny asfalt wcale nie oznacza, że nie jest pokryta lodem, który często jest całkowicie przezroczysty. Dojeżdżając do miejsca zatrzymania lub przed wjazdem w zakręt wcześniej rozpocznijmy delikatne hamowanie. Samochód wpada w poślizg w czasie ostrego hamowania lub wjeżdżania ze zbyt dużą prędkością w zakręt. Siła odśrodkowa jest większa niż siła tarcia, więc auto wypada z toru jazdy (pobocze lub przeciwny pas ruchu). Starajmy się więc wcześniej (nie na ostatnią chwilę) wyhamowywać. Gdy w tym momencie poczujemy, że auto ,,pływa”, będzie jeszcze szansa na manewr w celu ominięcia przeszkody, a w razie dojeżdżania do zakrętu, pojedziemy na wprost, co również daje szansę na uniknięcie zderzenia z jakąś przeszkodą.

Pamiętajcie, jeździjmy mądrze i rozsądnie, unikając niebezpiecznych sytuacji. Dobry kierowca poradzi sobie w poślizgu, a świetny kierowca go uniknie. Nie bójmy się, ale czujmy respekt przed trudnymi warunkami na drogach. (PS)

ROZSĄDNE PODEJŚCIE

Witajcie

Chciałem dziś nawiązać do maila, jaki otrzymałem od naszej kursantki. Jest to odniesienie do wcześniejszych maili i tematów jakie poruszaliśmy na łamach mojego blogu. Oto jego treść.

,,Trafiłam na Pana blog jeszcze za nim spotkaliśmy się na moich pierwszych zajęciach praktycznych i od tego czasu regularnie go podczytuje. Dzisiejszy Pana wpis trochę mnie zmotywował żeby się wypowiedzieć. Mimo, że nie jestem jeszcze kierowcą to swego czasu wielokrotnie byłam pasażerem. Temat poruszony przez Panią X  jest dla mnie co najmniej dziwny…to tak jakby pytała ona o zgodę na łamanie przepisów jeśli chodzi o prędkość. Ja (pomijając fakt, że uczyłam się jeździć zgodnie z obowiązującymi przepisami) mam do kwestii prędkości na drodze, bardzo osobiste podejście, poprzedzone przykrymi doświadczeniami. Uważam, że ograniczenia na drogach są po to aby się do nich stosować, a niestosowanie się do nich może mieć tragiczne skutki. Frustraci, trzęsący się za kierownicą gdy ktoś przed nimi jedzie 50km/h będą zawsze. Na drodze z ograniczeniem 90km/h będą jechać 130, a na autostradzie ile fabryka dała…Będą, do momentu kiedy ich brawura bądź brawura osoby jadącej z naprzeciwka doprowadzi do tragedii. Smutne, ale nawet gdy my będziemy stosować się do przepisów, w starciu z  wyprzedzającym „na trzeciego” autem jadącym z nadmierną prędkością mamy niewielkie szanse…  Często oglądam program „Uwaga pirat!” i widać, że mimo nakładanych wysokich mandatów, osoby te nie widzą nic złego np. w przekraczaniu prędkości o 50km/h  w terenie zabudowanym. Nie jestem jeszcze regularnym uczestnikiem dróg ale mam nadzieję, że jeżdżąc sama nigdy nie poddam się presji otoczenia do łamania przepisów bo z tyłu głowy będę miała świadomość do czego to może w rzeczywistości prowadzić. No i oczywiście brzmieć mi będą Pana słowa z okresu szkolenia: „prędkość dostosuj do warunków drogowych oraz swoich umiejętności”. Ależ się rozpisałam…ale dla mnie jest to temat rzeka (tak jak prowadzenie pod wpływem alkoholu) i budzi to we mnie wiele emocji”.

Ostatnio jedna osoba zadała mi pytanie, czy ja piszący bloga, sam jeżdżę zgodnie z przepisami? Byłoby hipokryzją, gdybym ucząc i pisząc o bezpiecznej jeździe sam jeździł nieprzepisowo.  Oczywiście, zdarza mi się popełnić jakiś błąd, ale tylko ci ich nie popełniają, którzy nic nie robią. Co innego błąd a co innego świadome łamanie przepisów. Przestrzeganie ich nie jest niczym trudnym. Nie traktuję zakazów, nakazów i ograniczeń jak zło konieczne, tylko jako pomoc w bezpiecznym poruszaniu się po drodze.

Co do treści  maila, nic nie trzeba komentować. Tylko można się cieszyć, że są osoby, które zapewne  będą w przyszłości rozsądnymi i myślącymi kierowcami – czyli bezpiecznymi. Miło mi, że to, co staram się  wpajać naszym  kursantom, trafia do wielu i mam nadzieję, że tak myślących kursantów, jak dzisiejsza bohaterka będzie coraz więcej.(PS)

OSTATNIA PRZEPISOWA JAZDA

Witam Was

Dziś chciałem nawiązać do listu jaki otrzymałem od byłej kursantki. Osoby niezwykle rozważnej na drodze i jeżdżącej świadomie. Mam nadzieję, że tak będzie zawsze, gdy tylko usiądzie za kółkiem samochodu. Oto jego część:

,,Niedawny czas temu miałam tą przyjemność jeździć i uczyć się od Pana. Uważam, że to świetny pomysł, aby czytelnicy mogli zadawać pytania. Myślę, że spora grupa kursantów i kierowców (tych bardziej świadomych) ma wiele wątpliwości. Zawsze podczas kursu powtarzał Pan, że nie ma głupich pytań ;-) więc chciałam zapytać o rzeczy, o które nie zdążyłam dopytać na kursie. Wcześniej jednak chciałam się podzielić refleksją dot. listu od Pani X.

W związku z tym, że jeszcze nie jestem szczęśliwym posiadaczem prawa jazdy (dopiero część teoretyczna za mną , a praktyczna dopiero przede mną), prowadząc rozmowy ze znajomymi na temat prowadzenia samochodu, czy zachowania kierowców na drogach, spotykam się notorycznie z opinią, że jazda na egzaminie to OSTATNIA PRZEPISOWA JAZDA, albo, że „i tak  nie będziesz jeździła, jak na kursie”. Takie opinie niestety przeważają L.”

Pani X  pisze też o „zielonym listku”: Pamiętam, że rozmawialiśmy o tym podczas kursu i osobiście nie przeraża mnie wizja jazdy z takim oznakowaniem pojazdu, a wręcz uważam to za pewnie rodzaj informacji dla pozostałych kierowców – Uwaga, dopiero od niedawna jestem kierowcą! Jednak patrząc na to, co dzieje się na drogach, wśród kierowców, w komunikacji miejskiej oraz na to, o czym pisze Pani X, zaczęłam się zastanawiać, czy nie będzie to (zielony listek) dodatkowy wyzwalacz agresji  (tj. obrażanie początkującego kierowcy, chamskie wyzwiska i zachowania, itp.). Czy aby to jednak dobry pomysł…?

Co do zielonego listka, to uważam, że dla chamskich kierowców wszystko i wszyscy są przeszkodą. ,,Niekulturalny”  będzie wyzywał innego, zarówno z powodu lepszego auta (zazdrość), gorszego auta (wyższość), brzydkiego koloru, płci czy wieku. Listek nie jest niczym wyjątkowym. Jednak w odniesieniu do kierowców rozsądnych i kulturalnych będzie on przydatną informacją. Jeżeli boimy się złych reakcji innych to może w ogóle nie jeździjmy po drogach? To jednak chyba nie jest wyjście.

W odniesieniu do ,,ostatniej przepisowej jazdy”, zawsze mnie to zdumiewa i nie potrafię zrozumieć takiego nastawienia zarówno niektórych kursantów jak i ich otoczenia. Dlaczego Pani miała by już nie jeździć przepisowo? To będzie mało trendy? Może wstyd jest jeździć zgodnie z przepisami? Może jednak taka reakcja otoczenia wynika z czegoś innego? Oczywiście nie mam tu na myśli Pani znajomych, ale często wielu tak mówiących po prostu nie pamięta już  poznanych kiedyś przepisów ruchu drogowego? Szkoda, że otoczenie młodych kierowców już na samym starcie ukierunkowuje go w taki sposób. Wśród moich znajomych również często dochodzi do dyskusji na temat poruszania się po drogach. Kiedy widzimy lekkomyślnych kierowców jesteśmy zbulwersowani,  nie mając świadomości jak często  sami stwarzamy zagrożenie dla innych. No ale to my, więc to co innego.

Pamiętajmy, że jedno nieodpowiedzialne zachowanie na drodze wystarczy, by doszło do tragedii. My, doświadczeni kierowcy powinniśmy wręcz uświadamiać młodych kierowców o tym. Problem w tym, by zacząć od siebie. (PS)