Archiwum kategorii: obawy i wątpliwosci kursantów

zaangażowanie kursantów

Witajcie

Dziś chciałbym opisać Wam podejście jednej osoby do szkolenia na kategorię ,,B”. Zachowanie to jest dla mnie wyjątkowe i niestety nie częste  wśród kursantów, a szkoda. Z osobą tą miałem przyjemność jeździć kilkadziesiąt godzin. Nie jeździła ona wcześniej samochodem, więc zaczynaliśmy od zera .Pierwsze jazdy to oswajanie się z samochodem, nabywanie umiejętności kierowania, wprowadzanie kolejnych, coraz trudniejszych elementów szkolenia. Zawsze z uwagą słuchała opisu wykonywania manewrów i z dużym zaangażowaniem próbowała je wykonywać. Pamiętam jak na koniec zajęć, na których poznała ostatni element egzaminacyjny, stwierdziła, że wszystko jej wychodzi tak topornie. Usiłowałem jej wytłumaczyć, że po przejechaniu 12 godzin, nikt nie jest w stanie jeździć jak doświadczony kierowca. Tak jak jeździ obecnie jest naprawdę ponad normę na tym etapie. Wiem, że jej nie przekonałem. Ambicja tej osoby była większa  niż moje zapewnienia. Na każdych jazdach obserwowałem jak się rozwija i dojrzewa jako przyszły kierowca. Nie było zajęć, by nie zadawała pytań. Nie chodziło jednak o rzeczy, które można przeczytać w podręczniku, lecz o nieścisłości i kontrowersje pojawiające się np. w testach egzaminacyjnych, czy na drodze. Wiele również pytała o sprawy techniczne. Widać było, że interesuje się wszystkim, co związane z ruchem drogowym. Jestem przekonany, że  podręcznik który otrzymała  na wykładach ma widoczne ślady używania . Chodząc ulicą obserwuje znaki, ruch samochodów, zachowanie kierowców, opowiadając potem o swoich spostrzeżeniach.  Do dziś uśmiecham się, jak sobie przypomnę jej opowieści, że nawet jadąc autobusem MPK, staje za kierowcą i obserwuje jego jazdę od strony technicznej i taktycznej. Jak wielce jest zbulwersowana, gdy widzi jego zachowania na drodze, niezgodne z przepisami czy choćby kulturą jazdy.  Widać, że ta osoba nie przyszła na kurs tylko po to,by zdobyć prawo jazdy tylko, by być prawdziwym kierowcą, a to jest naprawdę różnica. Ona  żyje tym kursem ,a nie tylko na niego uczęszcza. Jeżdżąc z nią czuję się bezpiecznie, a to na egzaminie państwowym najważniejsze kryterium podejścia egzaminatora do osoby zdającej. Ewolucja jaką przeszła jako kierujący jest ogromna i mam pewność, że w przyszłości doskonale sobie poradzi na drogach.

Dlaczego  o tym wszystkim napisałem? Z dwóch powodów.  Pierwszy dotyczy kursantów. Pamiętajcie , że nawet największe zaangażowanie, doświadczenie i poświęcenie instruktora nie przyniesie efektu, gdy z waszej strony będzie go brak. Godziny odbyte na zajęciach teoretycznych i praktycznych nie wystarczą, by posiąść wystarczającą wiedzę. Potrzeba wielu godzin samodzielnej pracy i nauki.  Ja to nazywam  ,,życie kursem w trakcie kursu”.

Drugi dotyczy instruktorów. Pamiętajmy wszyscy, że jesteśmy pierwszymi, którzy towarzyszą tym początkującym osobom na drodze. To od nas zależy, jak ich przekonamy o słuszności i ważności przepisów, zasad i zachowania za kierownicą. To, jak  my ukształtujemy kursanta na samym  początku, takim będzie kiedyś kierowcą .  Mamy zrobić wszystko i  tak prowadzić zajęcia, by osoba wcześniej nie mająca do czynienia z motoryzacją zaczęła się nią interesować. By nie została rozczarowana i zniechęcona na samym początku swojej przygody z samochodem. Wszystkim nam na zakończenie życzę jak najwięcej takich osób jak opisałem, bo szkolenie wtedy jest naprawdę ogromną przyjemnością i satysfakcją.(PS)

 

 

Ja już nic nie pamiętam

Witajcie

Dziś jak to często bywa jeździłem  z osobą, która po miesięcznej przerwie miała jazdę doskonalącą. Skończyła kurs ponad miesiąc temu a egzamin państwowy ma na początku nowego roku, więc postanowiła dokupić sobie kilka dodatkowych godzin dla przypomnienia . Przed uruchomieniem silnika usłyszałem  słowa: „Ja już nic nie pamiętam”.  Odpowiedziałem tylko, uruchom silnik, światła, bieg i jedziemy ,a reszta przyjdzie sama, zobaczysz. Po godzinie jazdy kursantka pokonała trasę przez skrzyżowania różnego rodzaju, wykonała parkowanie równoległe tyłem, zawróciła na jezdni, oczywiście za każdym razem przed wykonaniem każdego z tych zadań panikując słowami ,,teraz to będzie”. Gdy podjechaliśmy na stacje paliw by dopompować koło, powiedziałem do niej, że wszystko co dotychczas zrobiła, było wykonane bez mojej pomocy, więc zrobiła to wykorzystując  wiedzę zdobytą  na kursie nauki jazdy w naszej szkole. Z uśmiechem na twarzy powiedziałem, że „zawiodła mnie”, ponieważ powiedziała, że nic nie pamięta. Dotarło chyba wtedy do niej, że wiele rzeczy, których została nauczona  odnośnie techniki jazdy, czy zasad poruszania się, jest  zakodowane w jej pamięci. Trzeba mieć świadomość, że nawet gdy wydaje się nam, że ,,nic nie pamiętamy”, to jednak gdy stajemy przez rozwiązaniem sytuacji na drodze, nagle z jakimś automatyzmem wykonujemy wszystko i to całkowicie prawidłowo. Mam nadzieje, że nasza dzisiejsza bohaterka się trochę uspokoiła . Jestem przekonany, że przy kolejnej jeździe za kilka dni ,,przypomni sobie” wszystko w takim stopniu, że po zdanym egzaminie przyjdzie pochwalić się, że egzamin nie jest taki straszny, jak go opisują, Bo naprawdę nie jest! (PS)