Archiwum kategorii: obawy i wątpliwosci kursantów

Teoria i praktyka na kursie nauki jazdy

Witajcie

Chciałbym dziś opisać sytuację,  o której  zawsze przestrzegam naszych kursantów już podczas prowadzenia wykładów na początku kursu . Tak jak już opisywałem, część praktyczna  polega na tym, że przez większość jazd instruktor opisuje i tłumaczy wykonanie manewrów w ruchu drogowym.  Końcowe jazdy jednak muszą polegać na wprowadzaniu samodzielności. Chodzi o to, że na egzaminie państwowym w WORD osoba egzaminowana ma pokazać egzaminatorowi, że samodzielnie potrafi jeździć po ulicach, bezpiecznie i zgodnie z przepisami.  Końcowe jazdy więc, muszą wyglądać tak, że instruktor tylko wydaje polecenia a kursanci samodzielnie i bez podpowiedzi jeżdżą, jak gdyby były sami w aucie. Wtedy również okazuje się ile osoba egzaminowana przyswoiła wiedzy, zarówno tej teoretycznej jak i związanej z samą fizyczną jazdą samochodem.

Jeździłem ostatnio z osobą, która miała przedostatnie jazdy. Wprowadziłem więc w pewnym momencie ,,samodzielność” tej osoby.  Instruowałem tylko, gdzie ma na skrzyżowaniu jechać, gdzie zaparkować i zawrócić. Okazało się, że podstawowe zachowania na skrzyżowaniach są w ogóle nie zapamiętane. Na jakiekolwiek pytanie z mojej strony nie było prawidłowej odpowiedzi.  Nie ukrywam, że od dłuższego czasu wyczuwałem, że osoba ta nie stara się zapamiętywać tego, co tłumaczę. Zawsze była zestresowana i sfrustrowana gdy popełniała błąd, co jeszcze bardziej ją denerwowało.  Zaczęliśmy więc rozmowę, w której  przyznała się, że w ogóle jeszcze nie zajrzała do materiałów szkoleniowych i nawet choćby raz nie włączyła płyty z testami. Od strony samodzielnej nauki nie zrobiła zupełnie nic, tłumacząc, że jeszcze nie ma czasu ale do egzaminu się nauczy. Czyżby?

Z całkowitą szczerością wytłumaczyłem, że;

  • Nie da się nauczyć tak obszernego materiału w ciągu kilku dni.  Mylne jest również myślenie, że ,,pojeżdżę z instruktorem 30 godzin, to wszystkiego się nauczę”. To nie prawda. W ciągu tych jazd, żaden instruktor nie jest w stanie nauczyć nikogo całego materiału obowiązującego na egzaminie. Podczas jazd, mimo ciągłego tłumaczenia i instruowania, osoba szkolona przyswaja tylko około 30 % tej wiedzy, ponieważ jest skupiona nie tylko na słuchaniu, lecz również na manewrowaniu samochodem i analizowaniu sytuacji drogowych.
  • Rozpoczynając jazdy trzeba zacząć uczyć się teorii. Pomoże to zrozumieć coraz lepiej wszystko to, co dzieje się na drodze podczas szkolenia praktycznego. Jednoczesna nauka teorii i zajęcia praktyczne uzupełniają się wzajemnie. Jeżdżąc, coraz więcej rozumiemy z tego co czytaliśmy w podręczniku. Natomiast ucząc się i czytając podręcznik, przypominamy sobie sytuacje w nim zawarte, jak wyglądały one w rzeczywistości podczas jazd z instruktorem.

Po tej rozmowie, po kilku dniach, osoba ta pojawiła się na ostatniej jeździe. Na wstępie zadałem kilka pytań kontrolnych i naprawdę byłem mile zaskoczony.  Pięknie tłumaczyła mi każdą sytuację odnośnie skrzyżowań. Rozpoczęliśmy jazdę. Pierwsze kilka skrzyżowań omówione i przejechane wzorowo. Widać było, że wiedza, którą ta osoba na tej jeździe posiada,  powoduje, że jeździ się jej spokojniej i bez stresu. Czas na trudniejsze manewry i skrzyżowania. Wszystko naprawdę wykonane prawidłowo. Nie użyłem ani razu hamulca, co wciąż musiałem robić na dotychczasowych jazdach. Wjechaliśmy na stacje paliw i rozpoczęliśmy krótką rozmowę.  Powiedziałem, że naprawdę widzę rewolucję w całości zachowania tej osoby. Jazda wygląda zupełnie inaczej, dojrzale i wręcz wzorowo. Osoba ta była bardzo dumna z siebie. Miała oczywiście w zupełności do tego prawo. Sama jednak przyznała, że kilka ostatnich dni wręcz ,,kuła” podręcznik do nauki jazdy, że zrozumiała wiele tych rzeczy, które dotąd były zupełnie niezrozumiałe. Przyznała również, że wiele jeszcze przed nią nauki, bo dopiero teraz uświadomiła sobie ile jest do nauczenia. Powiedziała też, że jest zła sama na siebie wiedząc jak wiele zmarnowała czasu a mogła już kilka jazd temu czuć nie stres i blokadę, tylko przyjemność i frajdę jeżdżąc, tak jak czuje to dziś. Usłyszałem też słowa podziękowania za to, że została przeze mnie ,,potrząśnięta” i ,,zachęcona” do nauki. Wiem, że jeszcze przed tą osobą dużo pracy, ale jestem przekonany, że będzie dobrym kierowcą. Na tej właśnie jeździe pokazała, że stać ją na to.

Podsumowując więc, chciałbym jeszcze raz powiedzieć, że każdy kurs, nie tylko nauki jazdy, wymaga zaangażowania, poświecenia i ogromu pracy. Również szczera rozmowa z kursantem jest lepsza i w większości przypadków motywująca dla osoby szkolonej, niż udawanie, że wszystko jest OK a potem rozczarowanie na egzaminie. Nam instruktorom naprawdę zależy na tym i robimy wszystko, żeby kurs i szkolenie spowodowały, że jeździcie tak, by egzaminator uznał, że nadajecie się do samodzielnej jazdy bez powodowania zagrożenia dla siebie i innych uczestników ruchu. Są oczywiście instruktorzy, którzy nie wytykają błędów i nie angażują się w szkolenie kursantów na 100%. Zawsze mili i sympatyczni. Klepiąc w ramie i chwaląc, a w głowie myśląc ,,nic nie umiesz i wrócisz jeszcze na dodatkowe zajęcia płacąc dodatkowo”. To jednak patologia i oszustwo z ich strony. Uważam, że trzeba od kursanta wymagać zaangażowania na każdym etapie szkolenia robiąc wszystko by do niego ,,dotrzeć” i zachęcić również do samokształcenia, które jest niezbędne.  W przypadku nauki jazdy musimy posiąść wiedzę zarówno teoretyczną jak i manualną. Na zajęciach praktycznych nie nauczymy się teorii, ani czytając nie nauczymy się praktycznej techniki jazdy. Tylko uczenie się obu dziedzin równocześnie da pozytywny efekt. Nie można zostawiać nauki teorii na ostatnią chwilę, tak jak nie da się zjeść stu kilogramowej czekolady ,,na raz”,  lecz jeżeli systematycznie  będziemy ją wcinać małymi porcjami, będzie to możliwe, no i oczywiście przyjemne. (PS)

Opanowanie sprzęgła na egzaminie

Witajcie

Dostałem ostatnio maila od pewnej osoby będącej w trakcie kursu nauki jazdy. Osoba ta zadała pytanie związane z opanowaniem sprzęgła na egzaminie. Jak to zrobić by je wyczuć? Chodzi o to, że obawia się, że podczas wykonywania jazdy po ..łuku” sprzęgło może ją zaskoczyć i może to wpłynąć na jej  jazdę.  Pisze ona, że często w sytuacjach nagłych, ruszając, wyjeżdżając chce zrobić to szybko, co czasem powoduje zbyt gwałtowne puszczenie sprzęgła.

Zacznę od tego, że w czasie kursu przez 30 godzin jazd, musimy nauczyć się posługiwać sprzęgłem. Uwierzcie mi, że ten element jest najtrudniejszy dla Was wszystkich jeżeli chodzi o stronę techniczną jazdy samochodem. Od samego początku trzeba się koncentrować na puszczaniu sprzęgła. Sprzęgło puszczamy nie poprzez zdejmowanie z niego stopy, czy szybko podnosząc nogę. Stopa powinna opierać się piętą o podłogę, a pracować tylko przednia jej część na każdym z pedałów. Ciężar nóg ma spoczywać na pięcie. To odnośnie mięśni. Natomiast szybkość z jaką zwalniamy sprzęgło to co najmniej 2 sekundy. Swoich kursantów uczę w ten sposób, że od momentu całkowitego wciśnięcia sprzęgła do całkowitego puszczenia, dla ułatwienia i przyzwyczajenia,  mają nawet na głos liczyć słownie ,,sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa”. To daje nam dokładnie dwie sekundy.  (Tak jak liczą sekundy spadochroniarze w powietrzu nie patrząc na zegarek). Wtedy jest to właśnie powolne wprowadzanie włączonego biegu do pracy, co dzieje się wtedy bez żadnych szarpnięć i ewentualnego zdławienia silnika i jego zgaśnięcia. Jeżeli ten sposób nie za bardzo pasuje, tłumaczę jeszcze jeden. Zwalnianie sprzęgła na dwa tempa.  Wyobraźcie sobie, że cała wysokość zwolnionego sprzęgła to np. 10 cm. Zatem na początku gdy je puszczacie unieście stopę tylko na ok 3 – 4 cm, po około sekundzie powoli puszczajcie całkowicie do reszty. To naprawdę dobry sposób.

Pamiętać również należy, że ruszając na pierwszym biegu w zasadzie nigdy nie puszczamy całkowicie sprzęgła. Dlaczego? Ponieważ po chwili (ok 3 sekundy – tyle trwa proces ruszania) wciskamy je ponownie i zmieniamy bieg na drugi. Albo chcemy parkując lub zawracając (jadąc po łuku) jechać powoli, czyli na pół sprzęgle. Jazda precyzyjna polega na tym, że poruszamy się do przodu i tyłu jak ,,ślimak”, natomiast manewrujemy kierownicą szybko jak ,,spłoszona sarna”. Jadąc po łuku najlepiej cały czas pracować sprzęgłem. Wciskając i puszczając powoli, raz za razem. Unikniemy wtedy rozpędzenia auta lub jego zatrzymania, oraz zgaśnięcia. Po prostu cały czas nim pracujmy.

Wracając do ruszania w każdej sytuacji, podczas jazdy w mieście. Nie starajcie się ruszać ,,natychmiast”. Nie starajcie się ruszać jak kierowcy obok Was. Na tym etapie na prawdę nie zawsze się uda. Ruszajcie tak żeby odjechać. Kiedyś będziecie ruszać razem ze wszystkimi, jednak nie na tym etapie doświadczenia jako kierujący. Tak już jest. Gdybym ja wsiadł na konia, to z pewnością nie ruszyłbym tak sprawnie jak dżokej, ponieważ nie mam takiego samego doświadczenia ;-).

Podsumowując. Nie obawiajcie się samochodów egzaminacyjnych i ich sprzęgieł. Jeżeli angażujecie się w naukę podczas kursu i przez cały jego przebieg świadomie operujecie wszystkimi pedałami, to nie będzie sprawiało Wam trudności żadne sprzęgło, jakkolwiek by ono nie pracowało. (PS)

JAK PRZETRWAĆ EGZAMIN NA PRAWO JAZDY?

Witajcie

W ostatnich dniach miałem kilka  jazd doszkalających po nieudanych egzaminach państwowych. Nie chcę opisywać przyczyn ich niezdania, ale pomyślałem, że napiszę kilka porad, które mogą pomóc tym, przed którymi ten egzamin w najbliższym czasie. Wiemy, że jest on naprawdę stresujący.

  1.   Odnośnie stresu. Osobiście polecam swoim kursantom wieczorem do kolacji herbatkę z melisy. Do śniadania również herbata z melisy. Napój ten w żaden sposób nie otępia. Stresu nie zlikwiduje, jednak zmniejsza napięcia wewnętrzne, które często utrudnia manewrowanie choćby pedałami gazu, sprzęgła, czy nawet hamulca. To naprawdę działa.
  2.   Egzamin to nie wyścig. Trwa on minimalnie 40 minut. Jednak czynności na placu (omówienie płynu, sprawdzenie świateł, łuk i górka), trwają kilkanaście minut, więc jazda w ruchu drogowym trwa 20-30 minut.  Na placu wszystkie elementy wykonujcie spokojnie i powoli. Zanim odpowiecie na pytanie odnośnie sprawdzenia płynu, zastanówcie się i omówcie. Nie zaczynajcie odpowiedzi bez zastanowienia.  Podczas sprawdzania świateł również najpierw się zastanówcie. Żadnego pospiechu!
  3.  Jazda ,,po łuku”, to pierwsze zetkniecie z samochodem. Łatwiej, gdy jest to auto szkoły jazdy, tak jak to w przypadku HigH, gdzie nasi kursanci zdają egzamin na Fiacie PANDA.  Jest on im znany ze szkolenia. Zdając na Renault WORDu musicie szybko ,,poznać samochód”. Jadąc powoli do przodu ,,po łuku”, trzeba wyczuć działanie gazu, sprzęgła i niezwykle delikatnie użyć hamulca dojeżdżając do miejsca zatrzymania w kopercie. Cały przejazd musi być niezwykle powolny i precyzyjny. Pośpiech jest naprawdę ,,zabroniony”. Pamiętajcie, im jedziemy szybciej, tym droga staje się węższa. Każdy drobny ruch kierownicą powoduje duże odchylenia od nakazanego toru jazdy. Powolna jazda zapobiega powodowaniu błędów, a w razie ich wystąpienia, mamy czas i miejsce, by te błędy naprawić.
  4.   Ruszając na wzniesieniu z wykorzystaniem hamulca awaryjnego ,,ręcznego”, również nie ma mowy o pośpiechu. Nikt nie mierzy czasu wykonania ruszenia. Powoli i spokojnie a na pewno nic złego się nie wydarzy.
  5.   Wyjazd na miasto, czyli jazda w ruchu drogowym. Swoim kursantom ciągle powtarzam, że egzamin to kilkadziesiąt minut, podczas których musimy udowodnić egzaminatorowi, że zasługujemy na dokument uprawniający do samodzielnej jazdy. Nie istnieje pojęcie ,,zdążyć”. Dokąd mamy zdążyć? Wiele razy egzaminy są przerywane, podczas wymuszenia pierwszeństwa na skrzyżowaniu. Nie wolno nam zdążać. Mamy wręcz wykorzystywać nasze położenie, że skoro mamy przepuścić tych, którzy maja pierwszeństwo, więc czekamy! Nawet jeżeli egzaminator zwróci uwagę typu; ,,Ileż można czekać?!”. Wystarczy odpowiedzieć, że nie jesteśmy pewni, czy nie wymusimy pierwszeństwa i to wystarczy. Pamiętajcie, za zbyt długie czekanie egzaminator nie przerwie Wam egzaminu, za wymuszenie pierwszeństwa – zawsze! Nie mam tu na myśli czekania w nieskończoność, chodzi mi o to, że przepuszczając auta mające pierwszeństwo, macie czekać do momentu, gdy będziecie mieli 100% pewność, że możecie kontynuować jazdę. ,,Zdążając”, nawet gdy Wam się uda, przejedziecie więcej skrzyżowań podczas egzaminu. Na każdym z nich trzeba się prawidłowo zachować i starać się nie popełnić błędu. Spokojna jazda podczas egzaminu, a nie ściganie się. To najważniejsza zasada.
  6.   Słuchamy tylko poleceń egzaminatora. To bardzo ważne. Żadnych słów krytyki, ani pochwał nie wolno Wam słuchać. Jest to pewnego rodzaju gra psychologiczna. Czasem egzaminator chce wprowadzić element stresu. Zawsze mnie to dziwi, ponieważ egzamin sam w sobie jest niezmiernie stresujący. Niekiedy gdy czujemy, że egzamin już trwa długo, jedziemy w stronę WORDu, ze strony egzaminatora może paść słowna pochwała Waszych umiejętności. Nie wolno Wam tego słuchać. To może zdekoncentrować. SŁUCHAMY TYLKO POLECEŃ, nic więcej!
  7.  Myślcie tylko o tym, co dzieje się w danej sekundzie. Mam tu na myśli sytuację, gdy czujecie, że coś poszło nie tak, coś co nie do końca było poprawne. Nie rozmyślajcie o tym. Egzamin trwa i macie w pełni się koncentrować na tym co jest teraz a nie co było. Tak samo jak denerwowanie się na zapas. Może się zdarzyć, że będziecie jechać w kierunku nielubianego, lub nieznanego przez Was miejsca. Przerażenie ,,gdzie on mnie prowadzi” itd. Nie wolno denerwować się na zapas. Chwila obecna jest NAJWAŻNIEJSZA i na niej macie się koncentrować, by czegoś nie przegapić, przeoczyć!
  8.  Egzaminator nie może wydać Wam polecenia niezgodnego z Przepisami Ruchu Drogowego. Opowieści typu ,,kazał mi skręcić w prawo a tam zakaz wjazdu”, ,,Kazał mi zawrócić na skrzyżowaniu, a tam nie było to możliwe”. Bzdura. Egzaminator może najwyżej określić to słowami typu ,,Proszę na najbliższym MOŻLIWYM skrzyżowaniu zawrócić”, ,,Proszę w najbliższą MOŻLIWĄ  uliczkę skręcić w prawo”. Zgodne z przepisami? Oczywiście, że tak. Należy zawsze zachować szczególną ostrożność, gdy usłyszycie słowa o ,,możliwości”.
  9.   Notatki egzaminatora. Egzaminator może na bieżąco wypełniać kartę egzaminacyjną, lub zrobić to na koniec egzaminu. Może również notować jakieś uwagi. Nie wolno Wam zwracać na to uwagi. Nie zaglądajcie katem oka z myślą ,,Boże co on tam pisze?”. To wcale nie musi być nic złego. Może opisywać jakieś Wasze zachowanie, które było prawidłowe, ale jednak zdaniem egzaminatora mogło być wykonane lepiej, i tyle. Koncentrujcie się tylko na Waszej jeździe.

Zawsze przed egzaminem wewnętrznym tłumaczę moim kursantom  wszystkie te  elementy mając nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu pomogę im przetrwać te kilkadziesiąt minut tego ogromnie stresującego egzaminu. Oczywiście nawiązując również do faktu, że kolejnym chyba bardziej stresującym ,,egzaminem” z ich umiejętności będzie pierwsza samodzielna jazda samochodem, gdzie już nikt, w razie czego, nie zahamuje za nich. To dopiero będzie stres.

(PS)

TYM RAZEM SUKCES NA EGZAMINIE

Witajcie

Ostatnio pisałem o kursantce, jej pierwszym egzaminie i zachowaniu egzaminatora. Dziś bohaterka tego wpisu przyszła do naszego biura HigH Szkoły Jazdy i z uśmiechem na twarzy pochwaliła się, że zdała egzamin. To naprawdę super wiadomość. Jednak pierwsze pytanie jakie jej zadałem, to jakiego miała egzaminatora? Powiedziała, że człowiek ten był naprawdę w porządku. Był sympatyczny i spowodował, że jechało się jej naprawdę spokojnie. Można? Okazuje się, że tak.

Pisząc ostatni post zaznaczałem, że egzaminatorzy są naprawdę kulturalni i kompetentni. Jak w każdym środowisku jednak mamy do czynienia z ,,czarną owcą”, która może zniweczyć ciężką kilkumiesięczną pracę osoby przygotowującej się do egzaminu. Jak sobie z tym poradzić, gdy nas to spotka na egzaminie? Otóż zawsze tłumaczę osobom, które szkolę, żeby w czasie egzaminu państwowego, podczas pierwszego spotkania z egzaminatorem nie tworzyły sobie w żaden sposób jego ,,obrazu psychologicznego”. Egzaminator to osoba, którą z pewnością spotkacie jedyny raz w życiu. Nie zastanawiajcie się jaki jest, czy jaki będzie. Nie zastanawiajcie się jaką ma minę, czy ton głosu. To wszystko jest nieważne. Gdyby się zdarzyło, że trafiliście na niemiłą osobę, ciągle Was krytykującą, nie zwracajcie na to uwagi! Koncentrujcie się tylko na jego poleceniach, nic więcej. Nie dajcie się wyprowadzić z równowagi. Macie robić swoje. Gdyby egzaminator podważał Waszą ostrożność i wręcz zmuszał,  do bardziej agresywnej jazdy, nie słuchajcie. Za zbyt długie czekanie podczas ustępowania pierwszeństwa nikt nie ma prawa Was ,,uwalić”. Natomiast za wymuszenie pierwszeństwa egzamin będzie przerwany. Nie słuchajcie zarówno krytyki, jak i pochwał w czasie jazdy. To może Was zdekoncentrować, zestresować lub zmniejszyć czujność. Macie tylko słuchać poleceń i nic więcej! Wiem, łatwo to mówić. Gdy na egzaminie jesteśmy totalnie zestresowani, każdy czynnik ma ogromny wpływ na nasze decyzje. Jednak staram się choć trochę doradzić, byście  w razie spotkania  ze złym zachowaniem egzaminatora poradzili sobie jak najlepiej i przejechali bezpiecznie i zgodnie z przepisami cała trasę, uzyskując upragnione prawo jazdy. Tak jak to dziś zrobiła moja kursantka, której jeszcze raz serdecznie gratuluję. W sumie dziś zdało pięcioro naszych kursantów. Czworo z nich szkoliło się  na Fiacie Panda i stwierdzili oni, że to najlepszy samochód na szkolenie i egzamin. Też uważam, że jest to naprawdę wdzięczne auto, zarówno do nauki jak i do spokojnej, bezstresowej jazdy egzaminacyjnej.                                                                                                                                                   (PS)

ZACHOWANIE EGZAMINATORA

Witam Was

Chciałem się z Wami podzielić opowieścią mojej kursantki na temat zachowania pana egzaminatora.  Jeździła ze mną na dodatkowych jazdach przygotowując się do poprawkowego egzaminu i gdy zapytałem ją, co poszło nie tak na tym pierwszym, nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Ze łzami w oczach zaczęła opowiadać, jak to na każdym kroku była krytykowana. Powiedziała, że po egzaminie jeszcze kilka dni miała traumę. Pan był, łagodnie mówiąc, niegrzeczny od samego początku. Podczas jazdy, nawet gdy nie mając pewności czekała by przepuścić rowerzystkę, krzyczał wręcz zarzucając jej, jak to by wyglądał ruch na drogach, gdyby wszyscy tyle czekali ustępując pierwszeństwa rowerzystom. Nadmienię, że kursantka czekała na czerwonym świetle przy warunkowej strzałce. Gdy maksymalnie zdenerwowana i zestresowana przez egzaminatora ruszyła, zgasła strzałka i egzamin został przerwany. Dziewczyna była roztrzęsiona nie faktem, że nie zdała ale zachowaniem tego człowieka. Sama przyznała, że popełniła błąd i rozumie to, lecz egzaminator traktował ją strasznie. Gdy rozpłakała się po zamianie miejsc, Pan egzaminator krzycząc na nią powiedział coś w stylu ,, Spójrz mi w oczy i powiedz, czy dobrze to wykonałaś?!”. Podczas powrotu do WORD, pan egzaminator jechał w sposób bardzo agresywny i oczywiście ,,za szybko”. Czy tak to powinno się odbywać? Czy kandydat na kierowce zdaniem tego pana tak powinien jeździć? Przecież egzaminator to również pedagog i choćby przykładem powinien pokazać, jak należy poruszać się po drodze. Nigdy nie zrozumiem takiego zachowania. Zgadza się, nie wszyscy są gotowi podczas egzaminu na samodzielną jazdę samochodem. Wiele osób musi jeszcze pojeździć, by zdać egzamin, ale można to przecież stwierdzić w sposób kulturalny lub po prostu przyzwoity.  Doprowadzanie osoby zdającej do płaczu swoim zachowaniem, a potem jeszcze wykrzykiwanie zadając poniżające i dręczące pytania trąca mi przemocą emocjonalną. Słyszałem nie raz opowieści o takim zachowaniu egzaminatora. Może to dotyczyło tej samej osoby?Tak, egzaminator jest urzędnikiem państwowym i ma niesamowicie odpowiedzialną pracę. To on musi w 100% stwierdzić wiedzę kandydata na kierowcę. Jednak nie jest, lub po prostu nie powinien być katem a osoba egzaminowana ofiarą, czy skazańcem. Nawet sędzia ogłaszając wyrok skazujący w stosunku do mordercy zachowuje się z pewną powagą i szacunkiem. Szkoda mi również całego środowiska egzaminatorów. Znam kilkoro osobiście jak i z opowieści, i są to osoby naprawdę bardzo kulturalne i miłe. Nie raz słyszałem od osób zdających, jak to sympatycznie było na egzaminie, nawet jeżeli popełnili błąd i nie zdali go. Jednak jak  wiadomo, gdy choćby jeden egzaminator jest po prostu chamski  i zachowuje się jak tyran, to w środowisku kursantów od razu mówi się, że  ,,egzaminatorzy i egzaminatorki są chamscy”. Szkoda, bo jest to bardzo krzywdząca opinia dla tych, którzy na prawdę wykonują ten zawód z pasją i na wysokim poziomie kompetencji i kultury.

Pamiętajcie również, że egzamin jest rejestrowany za pomocą kamery z przodu auta i z tyłu, jak również wewnątrz kabiny. Gdy czujecie się poniżeni i niesłusznie krytykowani w sposób niekulturalny, zawsze macie prawo na odwołanie. Wtedy przebieg egzaminu jest odtwarzany. Nikt nie ma prawa nas obrażać, wyśmiewać i poniżać. Jak zawsze czekam na wasze opinie, wrażenia z egzaminu na prawo jazdy. Zapewne są ciekawe i inspirujące do napisania o tym na łamach mojego bloga? Czekam na maile.

(PS)

PO CO ZDĄŻAĆ NA EGZAMINIE ?

Witajcie

Ostatnio rozmawiając z moim kierownikiem weszliśmy na temat niezdanych egzaminów przez kursantów. Najczęstszym powodem jest niestety ,,łuk”. Potrącenie słupka lub wyjechanie poza linie pasa ruchu. Pamiętajcie, że jeżeli czujecie lub wydaje się Wam, że jesteście za blisko słupka lub linii, po prostu zatrzymajcie się. Wtedy macie prawo do jeszcze jednej próby. Egzaminator raz jeszcze ustawi Wam auto w kopercie. Trzeba tylko starać się zachować spokój, jak zawsze wyciągnąć wnioski, co poszło nie tak i zrobić to poprawnie. Niestety wielu z Was widząc zbyt małą odległość od słupka lub linii, nadal próbuje naprawiać błąd, często wykonując nieprawidłowe i paniczne ruchy kierownicą pogłębiając  go. To błędne zachowanie.  Pomyślmy, tak jak w życiu, kiedy będziecie już jeździć  własnym autem, gdy jadąc wydaje się Wam, że odległość od przeszkody jest zbyt mała, to po prostu zatrzymajcie się. Oceńcie sytuację, wycofajcie się nieco i spróbujcie jeszcze raz uwzględniając poprawkę. Takiego  właśnie  zachowania uczę swoich kursantów.

Wiele razy jednak, po wykonaniu prawidłowo części praktycznej na placu kursanci wyjeżdżają na część w ruchu drogowym, czyli na miasto. Tam najczęściej popełnianym błędem, powodującym przerwanie egzaminu jest wymuszenie pierwszeństwa.  Podczas szkolenia z kursantami, bardzo często dochodzi do sytuacji z ich strony, gdy stojąc z zamiarem skrętu w lewo, przepuszczając pojazdy z przeciwka, w pewnej chwili ruszają zmuszając mnie do hamowania, by uniknąć zderzenia z samochodem z przeciwka . W tym momencie egzamin byłby przerwany. Pytam wtedy zawsze, dlaczego ruszyłeś / ruszyłaś? Odpowiedź jest zawsze taka sama; ,,Myślałam/em że zdążę”. Pytam zatem, dokąd na egzaminie musicie zdążyć?! Zawsze to zachowanie mnie zdumiewa. Egzamin jest pokazaniem egzaminatorowi, że potrafimy jeździć odpowiednio technicznie, że widzimy i znamy znaki drogowe, że nie przekraczamy prędkości i znamy zasady ruchu drogowego. Mamy pokazać, że na każdym skrzyżowaniu, na którym się znajdujemy doskonale wiemy komu mamy ustąpić pierwszeństwa i przed kim to pierwszeństwo mamy my. Czekajcie spokojnie i nie próbujcie ,,zdążać” gdziekolwiek. To nie jest wyścig, tylko egzamin. Polega on na spokojnym przejechaniu i wykonaniu wszystkich elementów zgodnie z instrukcjami egzaminatora. Lepiej czekać za długo i bezpiecznie zjechać ze skrzyżowania, niż ruszyć, wymusić pierwszeństwo i mieć przerwany egzamin. Czasem egzaminator może Wam zarzucić, że czekacie zbyt długo. Wystarczy powiedzieć ,,nie chce stworzyć zagrożenia”. Z pewnością nie będzie miał więcej uwag. Lepsze dłuższe czekanie niż wymuszenie pierwszeństwa. Tak samo w życiu, podczas codziennej jazdy.  Dodatkowo, zawsze powtarzam kursantom, by się nie spieszyli.  Na egzaminie kursant musi przejechać przez skrzyżowanie równorzędne, ze znakami określającymi pierwszeństwo przejazdu, z sygnalizacją świetlną oraz przez skrzyżowanie o ruchu okrężnym. W sumie przejeżdża się na egzaminie kilka skrzyżowań. Im bardziej będziecie się spieszyli i próbowali ,,zdążać”, tym więcej skrzyżowań przejedziecie, a na każdym z nich trzeba zachować się bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Więc więcej razy może pójść coś nie tak. Czy naprawdę warto ryzykować wymuszenie pierwszeństwa i nie zdać egzaminu? Nie mam tu wcale na myśli jazdy w żółwim tempie. Chodzi mi przede wszystkim o sytuacje w których może się wydarzyć coś złego, gdy zbyt pochopnie i szybko będziemy chcieli jechać. Tam gdzie w 100% nie jesteście pewni, czy możecie jechać, ruszać, rozpocząć jazdę – czekajcie. Ruszajcie wówczas, gdy sytuacja będzie bezpieczna, a na pewno  za chwilę taka będzie. Pozdrawiam tych, przed którymi niebawem egzamin. Życzę Wam wszystkim powodzenia i mam nadzieję, ze ten wpis Wam pomoże.

Czekam również na Wasze opinie i uwagi oraz wspomnienia z Waszych egzaminów. Może warto podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami? (PS)

DOBRY KIEROWCA, CZYLI…?

Witam Was

Dziś chciałbym napisać na temat cech dobrego kierowcy. Jak zawsze zapraszam Was do dyskusji i czekam na maile. Czytałem ostatnio interesujący i związany z tematem artykuł. Przytoczę tu słowa kilku osób związanych z motoryzacją.

Co znaczy, dobry kierowca według kierowcy rajdowego Tomasza Kuchara? Człowieka, który technikę jazdy zna doskonale. Mówi on, że dobry kierowca to kierowca świadomy. Zna prawa fizyki rządzące jazdą samochodem, wie jak zmienia się balans samochodu podczas hamowania, przyspieszania i skręcania, wie, jaki ma to wpływ na przyczepność poszczególnych kół do podłoża, oraz potrafi przewidzieć skutki tych zmian. Świadomy kierowca unika zagrożeń na drodze. Dobry kierowca to również kierowca odpowiedzialny. Potrafi obiektywnie ocenić swoje umiejętności w prowadzeniu pojazdu, zna swoje granice i nie przekracza ich. Przed większością przygód na drodze , kolizji i wypadków najskuteczniej może ochronić się sam kierowca. Jeśli ktoś jest nieświadomy i nieodpowiedzialny, to nie pomogą ,,suszarki”, fotoradary, mandaty czy policjanci na każdym rogu.

Jacek Grunt-Mejer, psycholog transportu wypowiada się od strony emocjonalnej, czyli, że dobry kierowca powinien przede wszystkim zwracać uwagę na niechronionych uczestników drogi, czyli rowerzystów i pieszych. Musi być ostrożny i uważny. Nie powinien ulegać nawykom innych, np. powinien zatrzymywać się na zielonej strzałce, nawet jeśli 99% kierowców tego nie robi. Mówi również, że dobrze było by, gdyby co jakiś czas odświeżał sobie kodeks ruchu drogowego. Według niego, kierowca rutynowy z wieloletnim doświadczeniem nie zawsze jest synonimem dobrego kierowcy.

Pamiętajmy zatem, że dobry kierowca ma świadomość odpowiedzialności jaka na nim spoczywa podczas jazdy, ponieważ dla takiego kierowcy najważniejsze jest bezpieczeństwo. Zdrowy rozsądek, pokora, opanowanie i cierpliwość, to bardzo ważne cechy.  Zawsze powtarzam moim kursantom, by myśleli również za innych i przewidywali potencjalne zachowania  uczestników drogi w naszym otoczeniu. By byli przygotowani na najbardziej zaskakujące zachowania z ich strony. Odpowiednie nastawienie psychiczne i znajomość techniki kierowania mają ogromne znaczenie i świadczą o klasie dobrego kierowcy. Pamiętajmy o tym i nie traktujmy podróży po drogach jak wyścigu, a innych kierujących jak rywali.(PS)

,,Dobry kierowca potrafi wyprowadzić samochód z poślizgu, genialny nigdy w niego nie wpadnie.”

Z JAKĄ PRĘDKOŚCIĄ JEŹDZIĆ – czyli listy od czytelników

Witajcie

Dziś chciałem rozpocząć pewien rodzaj moich wpisów. Zainspirowała mnie czytelniczka mojego bloga. Chciałbym, abyście włączyli się aktywnie do pisania go, poprzez przesyłanie maili z pytaniami, problemami i wątpliwościami, które Was nurtują i są związane z tematyką strony. To będzie dla mnie przyjemność, gdy będę mógł Wam pomagać w sposób bardziej bezpośredni.   Jest zapewne wiele spraw, które dla mnie wydają się oczywiste z uwagi na to, że się tym zajmuję, ale dla innych kierowców mogą okazać się cennymi wskazówkami. Zachęcam więc do aktywnej współpracy. Przypominam mój adres piotrsocha2@o2.pl.

Dziś Pani X  i jej pierwsze pytanie.

,, Witam :)

Tak ostatnio przeglądałam Pana blog i uznałam, że napiszę i może załapię się na trochę instruktorskiej uwagi ;).

Jestem szczęśliwą posiadaczką prawa jazdy od niedawna (całe 2 tygodnie ;) ). No i powoli wczuwam się w ruch miejski ( masakryczne korki + niezbyt przyjaźni kierowcy). No i mam taką dość smutną refleksję… Staram się jeździć z max dozwoloną prędkością, tak jak na kursie. Niestety zauważyłam, że nie jest to zbyt mile widziane. Paradoksalnie, sprawia jeszcze większe zagrożenie na drodze (jadąc po 20:00 czyli nie w szczycie byłam wciąż nieprzepisowo wyprzedzana, miganie światłami, klaksony i te sprawy). Znajomy kierowca stwierdził, że „50 na godzinę to jednak strasznie wolno”- zupełnie jakby tak nie jeździł. Jak Pan sądzi- lepiej tak jak wszyscy jeździć nieprzepisowo, czy uparcie trzymać się granicznej prędkości i olewać wszystkich wokół? Nie powiem, że nie jest to stresujące i nie powoduje coraz mniejszych chęci do jazdy i stresiku… Ale już się gubię w tym wszystkim :/. Może zaopatrzyć się w zielony listek? ;)”.

Powiem szczerze, że byłem zszokowany treścią tego maila. Osoba, która chce jeździć tak jak nakazuje prawo zaczyna mieć wątpliwości, ponieważ większość kierowców wokół prawa nie szanuje i lekceważy go. Autorce maila odpisałem tak:

Czy gdy Pani będzie szła w tłumie, który jest agresywny i np. rozbija szyby wystawowe i krzyczy do Pani ,,No rzucaj kamienie!!!”, to jak się Pani zachowa? Wiem, że pierwsza myśl, to strach przed reakcją tłumu. Idąc dalej. Gdyby w takim przypadku policja Panią zatrzymała, to ten tłum nie stanie w pani obronie. Wszyscy by zapewne pouciekali a Pani zostałaby sama. Moja córka zdała egzamin na prawo jazdy ponad 2 lata temu. Nadal jeździ zgodnie z przepisami i nie przekracza prędkości. Wiem, że wielu kierowców jeździ  szybciej ale sam też staram się jej nie przekraczać. Gdy fotoradar Panią ,,złapie” lub  policjant  namierzy radarem, czy reszta zatrzyma się w Pani obronie? Czy skoro większość kierowców nie używa kierunkowskazów, nie zatrzymuje się na warunkowej strzałce,  my również mamy tak postępować? Proszę pamiętać, że agresywnie reagują tylko kierowcy, którzy zapewne mają ze wszystkim problem, w każdej dziedzinie życia, nie tylko na drogach. Więc cokolwiek ktoś zrobi niezgodnie z ich oczekiwaniami, zawsze reagują trąbieniem, czy błyskiem świateł. Ja mam jedną zasadę, którą stosuje sam i staram się wpajać moim kursantom. Otóż, jeździjmy z taką prędkością, która w 100% pozwoli nam panować nad autem i zareagować odpowiednio wcześnie w razie zaskakującego zagrożenia. To jest, naturalnie uzależnione od drogi na której się znajdujemy. Gdy jest wąsko i dużo uczestników, to jedziemy wolniej. Ograniczenia są zawsze z jakiegoś powodu. Proszę jeździć tak jak Pani czuje się bezpiecznie a nie tak jak wszyscy wokół chcą. Jeżeli ktoś chce jechać szybciej, to niech nas wyprzedza ;-)”.

Czytałem ostatnio interesujący artykuł na temat ,,polskich macho za kierownicą”. Wiecie, że w Polsce wielu kierowców porusza się z prędkością większą niż pozwalają przepisy. Jednak Polacy jeżdżący  po drogach w krajach zachodnich, są jednymi z bezpieczniej poruszających się i statystycznie, są bardzo rzadko karani za przewinienia drogowe. Powodów zapewne jest wiele, ale są trzy najważniejsze. Otóż w krajach zachodnich za przekroczenia prędkości mandaty są w wysokości od 500 euro w górę. Dotkliwa kara. Kolejny powód to wąskie pasy ruchu, więcej progów zwalniających wymuszających poruszanie się z mniejszą prędkością. Jednak powód ostatni myślę, że najlepiej odpowie autorce maila. Polacy jeżdżąc wśród kierowców Europy Zachodniej, którzy jeżdżą zgodnie z ograniczeniami, nie chcą się wyróżniać. Chcą się bardziej dopasować do otoczenia. Myślę więc, że warto jeździć tak jak uważamy za słuszne i bezpieczne, ponieważ im więcej nas będzie poruszało się w taki sposób, tym mniej będzie chciało pędzić, ponieważ to zachowanie właśnie będzie stwarzało niebezpieczeństwo a nie tak jak niektórzy paradoksalnie sądzą – jazda zgodna z przepisami.

Co o tym myślicie? Jakie są Wasze obserwacje i refleksje? Zwracam się tu do tych, którzy byli moimi kursantami (i nie tylko) i poruszają się po drogach. Czekam na maile. Mam nadzieję, że rozwiałem dziś wątpliwości Pani, która do mnie napisała. (PS)

 

3:0 dla HigH

Witajcie

Dziś troje z naszych kursantów zdawało egzamin państwowy. Cała trójka ZDAŁA! Świetna sprawa. Wszyscy oni podchodzili do egzaminu pierwszy raz i dali radę. Zdawali egzamin na naszej Pandzie, na której uczyli się jeździć. To bardzo ważne zdawać na samochodzie, który doskonale się zna.

Sami widzicie, że egzamin zdawany autem, którym uczyliśmy się jeździć, jest po prostu łatwiejszy i mniej stresujący. Nie zaskoczy nas działanie hamulca, sprzęgła, czy pedału gazu, tak jak może się to zdarzyć  podczas jazdy  samochodem z ośrodka egzaminacyjnego.

Jeszcze raz gratuluję całej trójce i życzę wszystkiego dobrego na drogach. Mam nadzieję, że długo będziecie pamiętać te zasady i zachowania, które my instruktorzy próbowaliśmy zaszczepić w Was na wspólnych jazdach. (PS)

JESIENNO ZIMOWE SZKOLENIE

Witajcie

Na wstępie chciałem pogratulować pewnej kursantce zdania egzaminu na prawo jazdy. Gdy zadzwoniła do mnie z tą informacją była z siebie dumna. Powiedziała, że egzaminator podsumował jej wyczyn słowami ,,wyśmienita jazda”.  Sam jestem z niej dumny. Rzeczywiście jeździła bardzo dobrze. Fakt, że zdała egzamin cieszy mnie podwójnie, ponieważ znam ją od lat. Jest ona córką moich serdecznych znajomych, więc teraz już bez obaw będę mógł usiąść do stołu z jej rodzicami, podczas jakiegoś przyjęcia ;-). Gratulacje raz jeszcze.

Chciałbym napisać o Waszych obawach podczas szkolenia w obecnym  okresie. Zaczęła się jesień. Temperatury są już niskie, rano już zdarzało mi się skrobać szyby ze szronu. Na ulicach ślisko z powodu częstych opadów deszczu. Niebawem może pojawić się śnieg. Oczywiście wiąże się to z mniejszą przyczepnością kół do nawierzchni. Nie muszę przypominać o tym, że w tym okresie należy już wymienić opony na zimowe. Jeżdżąc ostatnio z pewną kursantką rozmawialiśmy o tym, że jej koleżanki skończyły już kurs a wszystkie razem rozpoczynały w czerwcu. Ona z różnych przyczyn teraz dopiero na dobre rozpoczęła jazdy. Sama powiedziała, że one miały fajniej, ponieważ było cieplej, dni dłuższe, na drogach bezpieczniej. Oczywiście zgadzam się z nią. Teraz już tak bezpiecznie nie jest. Jednakże to ona będzie miała dużą przewagę nad koleżankami, jeżeli chodzi o umiejętności i doświadczenia. Nie wiedziała, co mam na myśli. Jej koleżanki w wakacje nie miały nawet okazji włączyć wycieraczki szyb. Oczywiście wszyscy, nawet gdy nie pada, cyklicznie powtarzają jak je włączyć ale jazdy podczas deszczu nie mieli okazji doświadczyć. Kursantka ta, jak i wszyscy, którzy w tym okresie odbywają szkolenie, będzie wręcz zmuszona jeździć z włączonymi wycieraczkami. Będzie musiała zwracać uwagę na fakt dłuższej drogi hamowania, z racji deszczu czy śniegu. Może zdarzyć się jakiś niekontrolowany poślizg. Wiele godzin jazd będzie się odbywać po zmroku, czasem również we mgle, która jest bardzo niebezpieczna. To wszystko składa się na doświadczenie każdego kierowcy. Ona ma to szczęście, że zetknie się z tymi wszystkimi zjawiskami jeszcze podczas jazd z instruktorem. Wydaje mi się, że rozwiałem jej obawy a wręcz poczuła, że po skończonym kursie będzie bardziej doświadczona, niż jej koleżanki. Poza tym jesienią i zimą jest mniej rowerzystów na drogach więc nie będzie musiała stresować się, jak ich wyprzedzać ;-).

Moi kursanci znają powiedzenie, które często powtarzam, i które mi było często powtarzane przez przełożonego w czasach, gdy pracowałem jeszcze w wojsku. Otóż ,,im więcej potu podczas pokoju, tym mniej krwi podczas wojny”.  Więc im trudniejsze sytuacje napotkamy podczas kursu i nauczymy się z nimi radzić, tym mniej nas zaskoczy podczas egzaminu – a zwłaszcza podczas samodzielnych już podróży samochodem, bez instruktora. (PS)