Archiwum kategorii: kierowcy vs nauka jazdy

niechęć do eLek

Witam

Chciałem dziś opowiedzieć Wam o sytuacji, która zastała mnie i moją kursantkę ostatnim razem. Wiemy doskonale w całym środowisku nauki jazdy, że  eLki nie są mile widziane na drogach.  Kierowcy bardzo często okazują niechęć i wiele razu czuje się na drodze jak intruz. Pewnie wielu instruktorów odczuwa to samo. Mam jednak pytanie do kierowców. Gdzie ci wszyscy początkujący kierowcy mają uczyć się tej trudnej sztuki? Na placu manewrowym? Kiedyś trzeba wyjechać na drogi publiczne i oswajać się z rzeczywistymi sytuacjami. Wyobraźmy sobie, że kursant uczy się na zamkniętym torze jazdy, poza ulicami ogólnodostępnymi i po zdaniu egzaminu, z prawem jazdy w ręku wyjeżdża po raz pierwszy na drogi publiczne. Łatwo sobie wyobrazić  jego zagubienie. Jaki byłby bałagan i ile niebezpieczeństwa spowodowanego jego  zachowaniem. Lepiej chyba, że podczas nauki w towarzystwie instruktora, taka osoba oswaja się z warunkami, w których będzie poruszać się w przyszłości sama.

Mimo wszystko, kiedy tylko mogę, staram się początkowe jazdy wykonywać w takich miejscach, gdzie nikomu nie będziemy przeszkadzać. Tak, też było i tym razem. Pierwsze zawracania i nauka parkowania skośnego i prostopadłego. Robię to zawsze z kursantami w rejonie Malty, przy byłej fabryce znanego alkoholu. Droga bez przejazdu, fajne miejsca do zawracania i parkowania. Żadnych samochodów. Czasem tylko ktoś podjeżdża, by pójść z psem na spacer lub pojedynczy samochód nauki jazdy by potrenować, jak i my tym razem. Nikogo nie ma , więc trenujemy parkowanie skośne po lewej stronie. Widzimy jednak starszego pana idącego powoli , bardzo powoli, w kierunku miejsca,  na którym chcemy zaparkować. Mówię więc do kursantki ,,zaczekaj, niech pan sobie przejdzie”. Widać doskonale gdzie chcemy wjeżdżać, stojąc z włączonym kierunkowskazem. Pan ten podchodzi i patrząc na nas, staje na miejscu, z którego chcemy skożystać. Zdumieni nieco czekamy. Pan stoi patrząc na nas. Mimo wszystko, z uśmiechem na twarzy pokazuję panu, że chcemy skorzystać z tego miejsca. Pan zaczyna coś mówić, więc otwieram szybę i jeszcze raz proszę, czy mógłby stanąć dalej, ponieważ chcemy wjechać w  miejsce parkingowe. Pan podchodzi i mówi mniej więcej tak. ,,Co, jak starszy człowiek, to już go trzeba przeganiać?” Byłem zaskoczony. Powiedziałem mu, że przecież widział, co zamierzamy i mógłby stanąć gdzieś indziej, ponieważ jest tam przecież wiele miejsca”. Nadal dyskutował i komentował. Powiedziałem w końcu, że przecież kulturalnie poprosiłem go, by odszedł, ponieważ byliśmy tu pierwsi, że widział, że czekamy aż przejdzie itd. Odpowiedział mi machając ręką, że na temat kultury to żebym się nie wypowiadał, ponieważ nie mam o niej pojęcia. Eksplozje miałem w brzuchu ale nie dałem się sprowokować. Odpowiedziałem  na zakończenie, że dzięki niemu ta młoda osoba, czyli kursantka, zobaczyła jaki jest stosunek dorosłych osób do uczących się i dał tym ,,wspaniały” przykład. Odszedł obrażony, a ja do teraz nie wiem, co on miał na myśli i jaki miał w tym cel. Człowiek ten stał niedaleko obserwując nas (robiliśmy dalej swoje) i po chwili dobiegali do niego jacyś zawodnicy. Domyśliłem się, że to ich trener. Uczył ich i trenował, czyli powinien coś wiedzieć, na temat kształcenia i wychowania młodzieży.  Pokazał jednak, że chyba nie do końca tak było. (PS)

psychologia i nauka jazdy

Witam wszystkich

W weekend miałem okazję uczestniczyć w zajęciach, w ramach kursu dla kandydatów na instruktorów nauki jazdy kategorii B, prowadzonym przez naszą szkołę jazdy.  Jest to grupa młodych ludzi i jak już miałem możliwość zauważyć, bardzo ambitnych. Widać w nich zainteresowanie i zaangażowanie w zajęcia.  Cieszę się i jestem przekonany, że będą dobrymi instruktorami. Tym razem, nie jako wykładowca, lecz jako słuchacz,  razem z nimi przybyłem na zajęcia z psychologii w tematyce kursu, czyli w ruchu drogowym i jego nauczaniu.  Pomyślałem, że zajęcia prowadzone przez tak doświadczonego profesora muszą być interesujące i nie myliłem się.

Nie będę tu opisywał jego wykładu, ponieważ ciężko by mi było wyrazić to w tak profesjonalny sposób. Nie o to mi  chodzi  . Bardziej chciałem napisać, że co jakiś czas każdy z nas instruktorów powinien w takich zajęciach uczestniczyć. Nie mam tu na myśli terapii (puki co nie jest mi potrzebna ;-), lecz raz na jakiś czas spojrzenie z innej strony na naszą pracę. Jak wiemy, zawód instruktora nauki jazdy jest jednym z kilku  najbardziej stresujących. Jako emerytowany kontroler ruchu lotniczego, z pełną świadomością mogę to potwierdzić. Bycie instruktorem wiąże się z ciągłym stresem. Panowanie nad zachowaniem osoby uczonej, ogólnie ujmując oraz przewidywanie potencjalnych zagrożeń na drodze kilka godzin bez przerwy, są stresujące. Jednak z tym wszystkim potrafię sobie doskonale radzić. Doświadczenie w obecnej jak i poprzedniej pracy zrobiły swoje. Jednak nie te czynniki są dla mnie najtrudniejsze. Stresujące maksymalnie dla mnie jest zachowanie innych kierowców. Ludzi, którym poświęcę niebawem więcej miejsca. Mam tu na myśli ,,kierowców”, którzy nie mogą znieść samochodów nauki jazdy na ,,ich prywatnej” drodze. Takich, którzy widzą w nas intruzów i niejednokrotnie wymachując rękami z papierosem w ustach próbują przez zamkniętą szybę (widać ale nie słychać) uczyć nas instruktorów przepisów ruchu drogowego, czy kursantów sprawnego ruszania. Wiem, że nie wszyscy, tak jak oni, urodzili się wspaniałymi kierowcami. Niektórzy muszą się uczyć krok po kroku. Takie zachowanie niektórych (na szczęście w mniejszości) kierowców stresuje mnie najbardziej. Wiem w takim momencie, że wpływa to negatywnie na osobę przeze mnie szkoloną , która obwinia się często za to, że jakiś ,,szofer”, wścieka się.

Niemoc jaką wtedy czuję, w czasie takich sytuacji jest straszna. Nie mam możliwości zareagowania i choćby wytłumaczenia szanownemu kierowcy, że nie ma racji, że sam się kiedyś uczył itp. Świadomość, że zbeształ kursanta i instruktora (przyp. przez zamkniętą szybę) i z poczuciem satysfakcji odjechał jest przytłaczająca. Te zajęcia z psychologii pozwoliły mi po raz kolejny spojrzeć pod innym kątem na tą kwestię. Koleżanki i koledzy instruktorzy, pamiętajmy, że nie możemy usiłować naprawić świata związanego ze środowiskiem kierowców. Mamy robić swoje. Zawsze trafią się krytycy i eksperci w ruchu drogowym. Dla nas najważniejszymi osobami na drodze są kursanci. My za nich odpowiadamy i mamy ich szkolić zarówno zgodnie z zasadami ruchu drogowego jak i kulturą jazdy. My dziś mamy kształtować ich charakter jako kierowcy i zrobić wszystko, żeby byli tolerancyjni i wyrozumiali zarówno w stosunku do pieszych jak i innych kierujących i tych doświadczonych jak i uczących się. (PS)