Wszystkie wpisy, których autorem jest piotrsocha

Witajcie wszyscy obecni i przyszli użytkownicy dróg. Nazywam się Piotr Socha i jestem instruktorem nauki jazdy. W przeszłości przez wiele lat pracowałem jako wojskowy kontroler ruchu lotniczego w Bazie Lotniczej w Świdwinie, a ostatnie lata mojej służby, na wojskowym lotnisku Poznań – Krzesiny. Zajmowałem się wówczas tematyką związaną z lotnictwem, a obecnie wszystkim tym, co dotyczy ruchu drogowego. Właśnie rozpoczynam z dniem dzisiejszym pisanie Bloga. Nie będzie on jednak zawierał moich instrukcji odnośnie techniki kierowania pojazdem ani wymądrzania się na temat przepisów ruchu drogowego. Wszystkie te rzeczy można poznać na kursach wszelakich związanych z nauką i doskonaleniem techniki jazdy organizowanych przez Szkołę Jazdy High, w której pracuję.

tanie kursy nauki jazdy

Witajcie

Dziś podzielę się z Wami kilkoma historiami odnośnie tanich kursów i co się za tym kryje. Na wstępie chciałbym powiedzieć, że cena kursu nauki jazdy to koszt jednej godziny zegarowej jazdy mnożąc przez ilość godzin. Dla kategorii ,,B” jest to 30 godzin praktycznej nauki i część teoretyczna, za którą nie pobierana jest dodatkowa kwota. Nie będę rozwijał wątku ekonomiczno – rachunkowego odnośnie opłacalności i zarobku ośrodka szkolenia. Jednak, by mówić o jakimkolwiek dochodzie, trzeba wiedzieć, że cena godziny jazdy nie może być poniżej 50 PLN. Mnożąc tę kwotę przez 30 godzin mamy sumę 1500. Moja wiedza ekonomiczna mówi mi, że to jest minimum, jeżeli szkoła jazdy chce zarabiać. Nie ma na rynku (przynajmniej nie znam) OSK, które działałoby na zasadzie wolontariatu lub charytatywnie. Jeżeli więc cena kursu jest poniżej tej kwoty, to wierzcie mi, że taka szkoła albo nie przedstawia w ofercie całkowitych kosztów całego kursu lub na czymś zaoszczędzi kosztem kursanta by ,,wyjść na swoje”.

Jeden z przykładów promocyjnej ceny wyglądał tak: osoba jak zawsze po niezdanym egzaminie państwowym pojawia się w naszej szkole jazdy. Jej poziom jest taki jak po 10 godzinach, czyli każdy element wykonywany z pomocą instruktora. W końcu znajdujemy miejsce do zaparkowanie i proszę by to wykonała. Słyszę od niej ,, Jak to: zaparkować? Sama? Zawsze instruktor manewrował kierownicą, gdy robiłam przerwy lub na koniec jazd”. Dla mnie jak zawsze w takich momentach szok i nerwy ale nie w stosunku do kursanta, w żadnym przypadku, tylko na człowieka zwanego instruktorem, który po łebkach ,,przeleciał” z nią szkolenie. Sam poziom szkolenia okazał się tragiczny, podobnie jak cena, która okazała się złudnie atrakcyjna. Z opowieści tej osoby okazało się, że każda jazda rozpoczynała się nie o umówionej godzinie tylko 15-20 minut później z różnych powodów przedstawianych przez instruktora. Przerwy odbywały się przeważnie przed McDonaldem z obowiązkową kawą  lub pod bankiem czy domem instruktora. Kolejne 20 minut.  Oczywiście lekcja nie kończyła się tuż przed upływem drugiej godziny lecz dużo wcześniej. Rachunek jest prosty. Z dwóch godzin kursant jeździł tylko jedną więc nie wyjeździł 30 godzin lecz 15 przez cały okres szkolenia. Dodatkowo instruktor nie wysilał się by osobę tę czegokolwiek nauczyć, tylko po prostu przejeździć i pozwiedzać miasto.

Kolejna osoba opowiadała mi, że nigdy podczas szkolenia nie robiła nic samodzielnie. Zawsze instruktor „pomagał” przy manewrach kierownicą, przy używaniu sprzęgła, hamulca czy pedału gazu. To zachowanie  czasami spotykane wśród ,,instruktorów”. Dla świętego spokoju, nie wysilając się by kursanta nauczyć samodzielnego poruszania się bezpiecznie i zgodnie z przepisami ruchu drogowego. To absurdalnie mówiąc, nie było najgorsze. Często instruktorzy nie mówią za dużo kursantom na temat procedur szkolenia kierowców, by nie uświadamiać ich zbytnio. W tym przypadku kursant był perfidnie oszukany. Otóż, po przejeżdżeniu 22 godzin instruktor stwierdził, że kursant może już zapisywać się na egzamin państwowy. Na pytanie  ,,przecież  nie przejeździłam  chyba wszystkich godzin?” instruktor poklepał po ramieniu i pokazał kartę przeprowadzonych zajęć, że wszystko już wyjeżdżone. On przetrzymywał kartę a powinien mieć ja ze sobą kursant. Karta na początku szkolenia była podpisana przez szkoloną osobę w rubrykach, gdzie być to powinno nie mając świadomości co i dlaczego podpisuje. Tak jak pisałem powyżej, koszt kursu to 30 godzin razy cena jednej. Osoba ta wyjeździła ich tylko 22 a zapłaciła za 8 więcej.  Nie mówiąc już ponownie o wątpliwej jakości szkolenia.

Opisałem dwa przypadki rzekomo tanich kursów, mam jednak jeszcze wiele do napisania co niebawem zrobię. Już dziś jednak pamiętajcie, co znaczy cena promocyjna, co w jej zamian dostajemy. Musi to być przedstawione na samym początku, by przyszły kursant miał wiedzę na jakich zasadach zgodnie z prawem powinno odbywać się szkolenie. Taka wiedza da Wam możliwość na bieżąco kontrolowania i ewentualnie reagowania na jakiekolwiek wątpliwe sytuacje. Pamiętajcie zatem, że to Wy płacicie za wyszkolenie, wiec obowiązkiem szkół jazdy  i instruktorów jest wykonanie tej usługi na najwyższym poziomie. (PS)

 

agresywny i chamski instruktor

Witajcie

Podzielę się  dziś z Wami jedną z najbardziej szokujących opowieści kursantki, która miała ze mną jazdy dodatkowe po niezdanym egzaminie państwowym. Jak zawsze rozpoczęliśmy jazdę uzgadniając, że będę na początku wydawał tylko  instrukcje co ma robić. W ten sposób zobaczymy, co należy poprawić, powtórzyć lub na nowo wytłumaczyć. Po chwili już wiedziałem jaki jest poziom wyszkolenia tej sympatycznej dziewczyny. Co chwila musiałem chwytać za kierownicę, by uniknąć zderzenia z autami lub krawężnikami. Widziałem, że jest niesamowicie zdenerwowana, wręcz roztrzęsiona. Przetrwała jednak godzinę. Podczas przerwy zapytałem, czy zawsze tak niesamowicie denerwowała się podczas jazd? Widziałem, że ma łzy w oczach, lecz zaczęła opowiadać.

Okazało się, że w szkole nauki jazdy w której kończyła kurs miała okropnego instruktora. Opowiadała, że każdy element tłumaczył tylko raz a potem kazał powtarzać, lecz gdy jej nie wychodziło, to krzycząc zaczynał wręcz wyzywać.  Stwierdzenia typu ; Ja pier……le, co ty robisz, nie możesz zrobić tak jak ci to pokazałem?!!!!!   K…wa, nie umiesz skręcić tak jak mówiłem?!!!!  Słowa typu  K….wa,    ja pier…..le, co ty odpier………sz, były podczas całej jazdy. Na koniec jazd, na pożegnanie, często słyszała stwierdzenia pana instruktora  ,,spier…….ś mi dzień”!!!

Dziewczyna ta powiedziała ze łzami w oczach, że dzień przed jazdami nie mogła spać a przed wyjściem z domu wymiotowała z nerwów. Przeżyłem szok słuchając a zarazem wstyd, że w środowisku, które przed nią reprezentowałem są tacy ,,instruktorzy”. Pomyślałem, że muszę w jakiś sposób spowodować zmianę jej nastawienia do jazd. Człowiek ten wyrobił w niej strach, przed wykonaniem czegokolwiek, ponieważ wiedziała, że będzie skarcona, gdy jej nie wyjdzie. Po przejeżdżeniu kilkunastu godzin, dziewczyna ta stwierdziła, że nie pomyślała, że nauka i sama jazda może sprawiać przyjemność. Zdała i z wielką dumą po egzaminie przyszła się pochwalić.

Pytam się, jak można tak traktować ludzi.  Mówiąc o nauce jazdy, jak można tak kształtować młodych ludzi, jak ich uczyć, jak wyrabiać w nich nawyki? Chamstwem?!!! Czy pan instruktor zrobiłby coś bezbłędnie, w innej dziedzinie, po jednym przedstawieniu ćwiczenia?  Jestem pewien, że nie. To my instruktorzy mamy w razie stresujących sytuacji uspokajać kursanta, by mógł kontynuować jazdę, tak jak może kiedyś zdarzyć  się w życiu będąc kierowcą. To my mamy tyle razy tłumaczyć i powtarzać elementy szkolenia, by kursant poznał, przetrenował i nauczył się je wykonywać. Cierpliwość to jedna z ważniejszych cech instruktora a kto jej nie ma, niech zajmie się czymś mniej stresującym. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby kursant stresował się nie tylko samą jazdą (to oczywiste), ale również moją osobą. To my jak pedagodzy mamy nauczać w taki sposób, by osoba uczona miała komfort a nie piekło.

Drodzy kursanci. Dziewczyna ta nie reagowała na zachowanie tego pana, nie tylko ze względu na jej łagodny charakter, lecz dlatego, że myślała, że jest tępa i pewnie każdy instruktor tak by reagował. Otóż, to szanowny Pan spowodował, że tak właśnie myślała. Nie ma to nic wspólnego ze standardem i zachowanie takie jak opisałem, to zwyczajne prostactwo i chamstwo. Pamiętajcie o tym  zawsze i  nie bójcie się reagować będąc tak traktowanymi. To Wy płacicie za usługę a my instruktorzy jesteśmy usługodawcami. To my jesteśmy dla Was a nie odwrotnie. (PS)

 

 

opowieści o szkołach jazdy

Witajcie

Dziś rozpocznę pisanie na temat, który mnie niesamowicie ”fascynuje”.  Mam na myśli opowieści kursantów, którzy kończyli kurs w innym OSK i których spotykam na dodatkowych jazdach po nieudanym egzaminie państwowym. Niejednokrotnie zdarza się, że mam przyjemność jeździć z takimi osobami i jak zawsze na początku staram się ich poznać od strony ich wiedzy praktycznej i teoretycznej związanej z ruchem drogowym. Następnie widząc niedostateczne przygotowanie i wyszkolenie staram się dowiedzieć jak ono przebiegało w OSK, w którym dana osoba była szkolona. Tu chciałbym nawiązać do wątku ceny kursu. Niejednokrotnie wybieramy w życiu to, co tańsze, łatwiejsze. Ludzka natura jest taka, że kierujemy się ceną i skrótami, lecz w ostateczności okazuje się, że zamiast zaoszczędzić, ponieśliśmy większe koszta finansowe i emocjonalne. Przysłowie, które mówi ,,tanie mięso psy jedzą”, jest jak najbardziej adekwatne do tego wątku. Szukamy szkoły jazdy i patrzymy na cenę. Widzimy, że oferty mieszczą się w zakresie 1000 – 1500 PLN. Oczywiście wybieramy kurs tani, przecież też mnie nauczą, dam sobie radę, po co przepłacać itd. Tu właśnie zacznie się rozszerzenie dziś zapowiedzianego tematu, co właśnie wiąże się z ceną i w związku z nią jakością szkolenia. Spotykając takich kursantów uświadamiam im, że po ukończeniu taniego kursu (zaoszczędzeniu), podchodzą kilkakrotnie do egzaminu wydając kilka razy niebagatelną sumę. W końcu jednak szukają szkoły nie pod kontem ceny, lecz opinii wśród znajomych lub na forach internetowych i wykupują dodatkowe jazdy. Podchodzą do kolejnego egzaminu i zdają go. Pomyślmy w tym miejscu o tym jaki koszt całkowity ponieśli oni do momentu uzyskania upragnionego prawa jazdy. Z ołówkiem w ręku łatwo policzyć, że gdyby na początku postawili nie na cenę kursu lecz na jakość,  kosztowałoby to ich mniej pieniędzy, nerwów i czasu. Będę wracał do tego tematu nie tylko po to, by wam to uświadomić, lecz również po to, by wszyscy ci, którzy maja wątpliwości co do szkolenia w swoich OSK mogli na moim blogu przekonać się, co powinno być standardem w sposobie nauczania a co jest swoistą patologią. Mam nadzieję, że cykl moich wpisów w tym temacie ustrzeże was przed podejmowaniem niewłaściwych decyzji, w związku z tak poważnym i odpowiedzialnym etapem w życiu jak nauka jazdy i byciem  kierowcą. (PS)

 

Eco-Driving na egzaminie

Witajcie

Dziś podzielę się z Wami swoimi odczuciami odnośnie wprowadzenia dodatkowych elementów ocenianych na egzaminie państwowym na prawo jazdy kategorii ,,B”.  Wiele słyszy się w mediach i czyta w prasie na ten temat. Jak zawsze media tworząc atmosferę grozy przyciągają czytelników i widzów. Nazwa brzmiąca po angielsku również robi swoje, lecz czy warte jest to takiego strachu i paniki? Oczywiście zależy to od tego jak kandydat na kierowcę zostanie przygotowany w odniesieniu do przepisów ruchu drogowego, zasad oraz techniki jazdy.

Dziś podczas jazdy z moją kursantką zostałem przez nią zapytany ; ,,Panie Piotrze, to o co chodzi tak do końca z tą Ekojazdą, bo moi znajomi pytają jak zamierzam zdać egzamin” ? Kursantka ma przejechane 12 godzin. W naszej szkole nauki jazdy od zawsze duży nacisk jest właśnie na jazdę ekonomiczną, by kursanci w przyszłości jeżdżąc własnymi autami zmniejszali koszty ich użytkowania. Zanim zaczęło się słyszeć o propozycjach wprowadzenia tego elementu na egzamin,  my w naszym OSK uczyliśmy już jazdy zgodnie z ECO.  Wracając do mojej kursantki, jakże była zdziwiona, gdy zacząłem punkt po punkcie wymieniać jej elementy wpływające na sposób poruszania się autem w sposób ekologiczny. Gdy w końcu skończyłem odpowiedziała tylko; ,, Czyli to tak, jak Pan mnie uczy i tak, jak cały czas robię, nie wiem czemu ludzie tak panikują, przecież to proste”.

Sami widzicie, że Eco-driving jest dla ludzi i nie jest niczym nadzwyczajnym jak to niektórzy opisują. Wszystko zależy od tych, którzy potrafią wytłumaczyć i konsekwentnie na każdej godzinie jazdy podpowiadać na czym ta idea i technika polega. To zależy w ogromnej mierze od wykładowców i instruktorów ale nie takich, którzy pewnej pani w innej szkole jazdy powtarzali, że jak włączy ,,trójkę” to i po mieście pojeździ i w zakręt wejdzie nie wysilając się ze zmianą biegów. Czyste lenistwo lub brak wiedzy z ich strony ! Nie tędy droga pamiętajcie drodzy kursanci i życzę Wam tylko ,,eco-instruktorów” a egzamin również pod tym kątem będzie zdany. (PS)

 

Warunkowa strzałka to nie sygnalizator kierunkowy !!!

Witajcie w Nowym Roku

Mam nadzieję , że  2015 rok wszyscy rozpoczęliście szczęśliwie, z nadzieją, że będzie on nie gorszy od poprzedniego. Miałem  dzisiaj okazję jechać samochodem po poznańskich drogach. Lubię obserwować  zachowania kierowców, może z racji wykonywanego zawodu. Obserwuję  kilka podstawowych grup kierowców na drogach, ale o tym z pewnością nie raz będę miał okazję wspominać w moich wpisach. Sam osobiście, z ręką na sercu, jeżdżę zgodnie z przepisami. Nigdy nie dostałem mandatu , a prawo jazdy mam od 25 lat,wiem trudno w to uwierzyć , ale da się . Nie mnie oceniać i karać również tych, którzy jeżdżą łagodnie mówiąc, nieprzepisowo. Jednak nie znoszę, gdy postępując zgodnie z zakazami czy nakazami  jakiś ,,szofer'” robi ze mnie intruza!

Dziś  na pewnym skrzyżowaniu skręcałem w prawo. Sygnalizator ogólny, strzałka warunkowa w prawo. Jestem trzeci w kolejce. Podjeżdżam i zatrzymuję się, ponieważ wiemy wszyscy, ze najpierw mamy zwrócić uwagę na potencjalnych pieszych mogących mieć w tym czasie światło zielone .My mamy wtedy światło czerwone a kierunek poprzeczny zielone. Gdy zatrzymałem się, widząc przechodzącego pieszego słyszę z tyłu trąbienie. Patrzę w lusterko a tam zbulwersowany młody człowiek wymachuje rekami klnąc pod nosem coś na mój temat. Nie chcę wiedzieć  co ,ale się domyślam. Gdy pieszy przeszedł, przejeżdżając przez przejście miałem z lewej strony już wolną drogę, więc chyba na moje szczęście, nie musiałem się zatrzymywać ponownie. Nie wiem jak mógłby zareagować tym razem ten ,,kierowca” za mną.  Wyprzedził mnie rozwścieczony wymachując rękami. W takich  momentach widząc młodych kierowców, zastanawiam się skąd to się bierze. Przecież on  z pewnością niedawno kończył kurs nauki jazdy i jestem pewien, że  pamięta jak należy się zachować na warunkowych strzałkach.  Kierowcy z dłuższym stażem  często zapominają o różnicy warunkowej i kierunkowej sygnalizacji świetlnej, ale nie po roku czy dwóch. Nie uwierzę.

Co w takich momentach możemy zrobić? Niestety nic, tylko mieć nadzieję, że takich ludzi będziemy mieli jak najmniej na naszych drogach. (PS)

Ja już nic nie pamiętam

Witajcie

Dziś jak to często bywa jeździłem  z osobą, która po miesięcznej przerwie miała jazdę doskonalącą. Skończyła kurs ponad miesiąc temu a egzamin państwowy ma na początku nowego roku, więc postanowiła dokupić sobie kilka dodatkowych godzin dla przypomnienia . Przed uruchomieniem silnika usłyszałem  słowa: „Ja już nic nie pamiętam”.  Odpowiedziałem tylko, uruchom silnik, światła, bieg i jedziemy ,a reszta przyjdzie sama, zobaczysz. Po godzinie jazdy kursantka pokonała trasę przez skrzyżowania różnego rodzaju, wykonała parkowanie równoległe tyłem, zawróciła na jezdni, oczywiście za każdym razem przed wykonaniem każdego z tych zadań panikując słowami ,,teraz to będzie”. Gdy podjechaliśmy na stacje paliw by dopompować koło, powiedziałem do niej, że wszystko co dotychczas zrobiła, było wykonane bez mojej pomocy, więc zrobiła to wykorzystując  wiedzę zdobytą  na kursie nauki jazdy w naszej szkole. Z uśmiechem na twarzy powiedziałem, że „zawiodła mnie”, ponieważ powiedziała, że nic nie pamięta. Dotarło chyba wtedy do niej, że wiele rzeczy, których została nauczona  odnośnie techniki jazdy, czy zasad poruszania się, jest  zakodowane w jej pamięci. Trzeba mieć świadomość, że nawet gdy wydaje się nam, że ,,nic nie pamiętamy”, to jednak gdy stajemy przez rozwiązaniem sytuacji na drodze, nagle z jakimś automatyzmem wykonujemy wszystko i to całkowicie prawidłowo. Mam nadzieje, że nasza dzisiejsza bohaterka się trochę uspokoiła . Jestem przekonany, że przy kolejnej jeździe za kilka dni ,,przypomni sobie” wszystko w takim stopniu, że po zdanym egzaminie przyjdzie pochwalić się, że egzamin nie jest taki straszny, jak go opisują, Bo naprawdę nie jest! (PS)

 

Wesołych Świat Bożego Narodzenia

Witajcie

Dziś jak sami wiecie i zapewne zauważyliście, ogromne korki praktycznie w całym mieście. Zapewne to z powodu przedświątecznych zakupów, ale pogoda również zrobiła swoje. Deszcz i wiatr powodują u wielu kierowców ostrożniejszą jazdę, ale niestety nie u wszystkich. Pośpiech związany z zakupami lub wyjazdami na święta oraz śliska nawierzchnia i gorsza widoczność spowodowana deszczem, były powodem wielu stłuczek, co widzieliśmy razem z moimi dzisiejszymi kursantami podczas jazd. Pomyślałem w pewnej chwili, że jutro po pracy ja również z moją rodziną wyruszam w trasę na święta. Już dziś zastanawiam się jaki będzie ruch na drodze, jaka pogoda. Trasa wynosi około 250 km na południe Polski, do Wałbrzycha. Obserwując  dziś zachowanie części kierowców na poznańskich drogach, mam nadzieję, że jak najmniej takich samych spotkam jutro na mojej drodze. Nerwy, agresja i walka o ,,swój” kawałek jezdni czasem mnie przerażają. Pamiętajmy , że zależy nam wszystkim na szczęśliwym dotarciu do celu, spędzeniu tego magicznego czasu z bliskimi i spokojnym powrocie do domu, czyż nie? Przecież lepiej jest spokojnie dojechać z opóźnieniem, niż nie dojechać wcale lub doprowadzić do tragedii. Pamiętajmy wszyscy o sprawdzeniu płynów i świateł w aucie, ciśnieniu w oponach. Nie zapominajmy również o zapinaniu pasów, o dzieciach, by przewozić je w odpowiednich fotelikach. Ja również zawsze robię sobie krótką przerwę co 2 godziny, by przez całą podróż być w jak najlepszej kondycji.

Na koniec chciałbym życzyć Wam wszystkim spokojnych Świąt Bożego Narodzenia oraz bezpiecznych wyjazdów i powrotów, byśmy  wszyscy mogli spotkać się ponownie na drogach. (PS)

Eco driving

Witajcie

Wczoraj odbył się na naszym torze doskonalenia techniki jazdy kolejny kurs z Eco driving-u. Jest to szkolenie dla kierowców, którzy jeżdżą już od wielu lat. Grupa, którą szkoliliśmy w sobotę, to kierowcy jeżdżący na co dzień w pewnej firmie. Lubię podczas tego  szkolenia sam jego początek, gdy ludzie ci w mojej obecności poruszają się po ustalonej trasie w mieście, bez żadnych wskazówek, po prostu tak jak jeżdżą na co dzień. Obserwuję i notuję zachowania, które należy skorygować. Kolejny etap, to szkolenie teoretyczne na temat eko-jazdy. Po wskazówkach kolejny przejazd, tą sama trasą, lecz już pod moje dyktando, stosując zalecenia dotyczące jazdy ekonomicznej. Sceptycyzm tych osób na początek tego przejazdu jest ogromny. Stwierdzenia typu ; ,, Po co mi to, co mi to da”. Pod koniec tego przejazdu widać już na liczniku średniego spalania spadek zużycia paliwa. Gdy dojeżdżamy na miejsce widać w oczach uczestników szkolenia zdumienie i wręcz podziw dla samych siebie, jak udało im się zmniejszyć średnie spalanie o kilkanaście procent. Rekordzista osiągnął wynik o 26 %. Nie dużo? Wyobraźmy sobie, że miesięcznie wydajemy 200 PLN na paliwo. 20 % to tylko 40 PLN, natomiast jeżeli przeliczymy to na 12 miesięcy w roku, to otrzymujemy oszczędności takie jak w roku przejeżdżamy w czasie 2,5 miesiąca. Czy to mało? Mówimy tu o jednym roku, a przecież przez całe nasze życie jako kierowca nazbiera się niebagatelna suma. Mowa  tu jedynie o oszczędnościach związanych z  paliwem, a przecież mniejsze zużycie takich elementów jak tarcze, klocki i bębny hamulcowe  wydłuża ich żywotność, więc i wymiana nie będzie konieczna co roku, lecz co kilka lat.  Koniec tego szkolenia, to stwierdzenie uczestników, że nie wiele zmian w sposobie prowadzenia samochodu i sposobie myślenia podczas jazdy, powoduje realne oszczędności. Cieszę się, gdy oni sami, mimo wcześniejszych wątpliwości, dochodzą do tego wniosku. Ostatnia część szkolenia, to jazda przez matę poślizgową. Oswajanie się z działaniem systemu ABS, pokonywanie zakrętu w poślizgu i wdrażanie odruchów podczas jego wystąpienia. Za każdym razem uczestnicy szkolenia zauważają zmianę własnych nawyków związanych z  prowadzeniem  auta, których nigdy nie poznali na kursie nauki jazdy ani po nim. Zadowolenie jest tym większe, że mogli przekonać się o tym wykonując wszystkie te czynności samodzielnie w praktyce. Mamy nadzieję, że choć kilka z tych wszystkich wskazówek będą stosować  każdego dnia za kierownicą i tym samym odwiedzać stację paliw rzadziej niż dotychczas. (PS)

Witajcie kursanci

Witajcie wszyscy obecni i przyszli użytkownicy dróg.

Nazywam się Piotr Socha i jestem instruktorem nauki jazdy. W przeszłości przez wiele lat pracowałem jako wojskowy kontroler ruchu lotniczego w Bazie Lotniczej w Świdwinie, a ostatnie lata mojej służby, na wojskowym lotnisku  Poznań – Krzesiny. Zajmowałem się wówczas  tematyką związaną z lotnictwem, a obecnie wszystkim tym, co dotyczy ruchu drogowego.  Właśnie rozpoczynam z dniem dzisiejszym pisanie Bloga. Nie będzie on jednak zawierał moich instrukcji odnośnie techniki kierowania pojazdem ani wymądrzania się na temat przepisów ruchu drogowego. Wszystkie te rzeczy można poznać na kursach wszelakich związanych  z nauką i doskonaleniem techniki jazdy organizowanych przez Szkołę Jazdy High, w której pracuję. Blog ten również nie będzie poświęcony pracy instruktora nauki jazdy jako takiej. Będzie on przede wszystkim odzwierciedleniem moich odczuć podczas szkolenia kandydatów na kierowców. Będą to moje spostrzeżenia odnośnie innych kierowców, pieszych, motocyklistów i rowerzystów spotykanych na  drodze podczas szkolenia . Blog ten będzie refleksją  kursantów z którymi na co dzień mam do czynienia. Ich obawy, lęki,  to co ich martwi  na początku kursu oraz to, co ich napawa dumą pod jego koniec. Zapewne nie raz będę (niestety) miał okazję podzielić się  z wami tym, co słyszę  od ludzi kończących kurs nauki jazdy w różnych szkołach , jak byli traktowani przez swoich instruktorów, jak przebiegało ich ,,szkolenie”. Nie po to jednak by  krytykować czyjąś pracę, lecz po to by nieświadomym niejednokrotnie kursantom pokazać, że to z czym mają do czynienia nie jest standardem tylko raczej patologią.  Mam ogromną  nadzieję, że pisząc ten blog w minimalnym chociaż stopniu pomogę wszystkim poruszającym się po  naszych drogach , spojrzeć na siebie  bardziej przychylnie i ze wzajemnym poszanowaniem. Po to  by wszystkim nam poruszało się po nich bezpiecznie i przyjemnie. (PS)

mój email;     piotrsocha2@o2.pl