Teoria i praktyka na kursie nauki jazdy

Witajcie

Chciałbym dziś opisać sytuację,  o której  zawsze przestrzegam naszych kursantów już podczas prowadzenia wykładów na początku kursu . Tak jak już opisywałem, część praktyczna  polega na tym, że przez większość jazd instruktor opisuje i tłumaczy wykonanie manewrów w ruchu drogowym.  Końcowe jazdy jednak muszą polegać na wprowadzaniu samodzielności. Chodzi o to, że na egzaminie państwowym w WORD osoba egzaminowana ma pokazać egzaminatorowi, że samodzielnie potrafi jeździć po ulicach, bezpiecznie i zgodnie z przepisami.  Końcowe jazdy więc, muszą wyglądać tak, że instruktor tylko wydaje polecenia a kursanci samodzielnie i bez podpowiedzi jeżdżą, jak gdyby były sami w aucie. Wtedy również okazuje się ile osoba egzaminowana przyswoiła wiedzy, zarówno tej teoretycznej jak i związanej z samą fizyczną jazdą samochodem.

Jeździłem ostatnio z osobą, która miała przedostatnie jazdy. Wprowadziłem więc w pewnym momencie ,,samodzielność” tej osoby.  Instruowałem tylko, gdzie ma na skrzyżowaniu jechać, gdzie zaparkować i zawrócić. Okazało się, że podstawowe zachowania na skrzyżowaniach są w ogóle nie zapamiętane. Na jakiekolwiek pytanie z mojej strony nie było prawidłowej odpowiedzi.  Nie ukrywam, że od dłuższego czasu wyczuwałem, że osoba ta nie stara się zapamiętywać tego, co tłumaczę. Zawsze była zestresowana i sfrustrowana gdy popełniała błąd, co jeszcze bardziej ją denerwowało.  Zaczęliśmy więc rozmowę, w której  przyznała się, że w ogóle jeszcze nie zajrzała do materiałów szkoleniowych i nawet choćby raz nie włączyła płyty z testami. Od strony samodzielnej nauki nie zrobiła zupełnie nic, tłumacząc, że jeszcze nie ma czasu ale do egzaminu się nauczy. Czyżby?

Z całkowitą szczerością wytłumaczyłem, że;

  • Nie da się nauczyć tak obszernego materiału w ciągu kilku dni.  Mylne jest również myślenie, że ,,pojeżdżę z instruktorem 30 godzin, to wszystkiego się nauczę”. To nie prawda. W ciągu tych jazd, żaden instruktor nie jest w stanie nauczyć nikogo całego materiału obowiązującego na egzaminie. Podczas jazd, mimo ciągłego tłumaczenia i instruowania, osoba szkolona przyswaja tylko około 30 % tej wiedzy, ponieważ jest skupiona nie tylko na słuchaniu, lecz również na manewrowaniu samochodem i analizowaniu sytuacji drogowych.
  • Rozpoczynając jazdy trzeba zacząć uczyć się teorii. Pomoże to zrozumieć coraz lepiej wszystko to, co dzieje się na drodze podczas szkolenia praktycznego. Jednoczesna nauka teorii i zajęcia praktyczne uzupełniają się wzajemnie. Jeżdżąc, coraz więcej rozumiemy z tego co czytaliśmy w podręczniku. Natomiast ucząc się i czytając podręcznik, przypominamy sobie sytuacje w nim zawarte, jak wyglądały one w rzeczywistości podczas jazd z instruktorem.

Po tej rozmowie, po kilku dniach, osoba ta pojawiła się na ostatniej jeździe. Na wstępie zadałem kilka pytań kontrolnych i naprawdę byłem mile zaskoczony.  Pięknie tłumaczyła mi każdą sytuację odnośnie skrzyżowań. Rozpoczęliśmy jazdę. Pierwsze kilka skrzyżowań omówione i przejechane wzorowo. Widać było, że wiedza, którą ta osoba na tej jeździe posiada,  powoduje, że jeździ się jej spokojniej i bez stresu. Czas na trudniejsze manewry i skrzyżowania. Wszystko naprawdę wykonane prawidłowo. Nie użyłem ani razu hamulca, co wciąż musiałem robić na dotychczasowych jazdach. Wjechaliśmy na stacje paliw i rozpoczęliśmy krótką rozmowę.  Powiedziałem, że naprawdę widzę rewolucję w całości zachowania tej osoby. Jazda wygląda zupełnie inaczej, dojrzale i wręcz wzorowo. Osoba ta była bardzo dumna z siebie. Miała oczywiście w zupełności do tego prawo. Sama jednak przyznała, że kilka ostatnich dni wręcz ,,kuła” podręcznik do nauki jazdy, że zrozumiała wiele tych rzeczy, które dotąd były zupełnie niezrozumiałe. Przyznała również, że wiele jeszcze przed nią nauki, bo dopiero teraz uświadomiła sobie ile jest do nauczenia. Powiedziała też, że jest zła sama na siebie wiedząc jak wiele zmarnowała czasu a mogła już kilka jazd temu czuć nie stres i blokadę, tylko przyjemność i frajdę jeżdżąc, tak jak czuje to dziś. Usłyszałem też słowa podziękowania za to, że została przeze mnie ,,potrząśnięta” i ,,zachęcona” do nauki. Wiem, że jeszcze przed tą osobą dużo pracy, ale jestem przekonany, że będzie dobrym kierowcą. Na tej właśnie jeździe pokazała, że stać ją na to.

Podsumowując więc, chciałbym jeszcze raz powiedzieć, że każdy kurs, nie tylko nauki jazdy, wymaga zaangażowania, poświecenia i ogromu pracy. Również szczera rozmowa z kursantem jest lepsza i w większości przypadków motywująca dla osoby szkolonej, niż udawanie, że wszystko jest OK a potem rozczarowanie na egzaminie. Nam instruktorom naprawdę zależy na tym i robimy wszystko, żeby kurs i szkolenie spowodowały, że jeździcie tak, by egzaminator uznał, że nadajecie się do samodzielnej jazdy bez powodowania zagrożenia dla siebie i innych uczestników ruchu. Są oczywiście instruktorzy, którzy nie wytykają błędów i nie angażują się w szkolenie kursantów na 100%. Zawsze mili i sympatyczni. Klepiąc w ramie i chwaląc, a w głowie myśląc ,,nic nie umiesz i wrócisz jeszcze na dodatkowe zajęcia płacąc dodatkowo”. To jednak patologia i oszustwo z ich strony. Uważam, że trzeba od kursanta wymagać zaangażowania na każdym etapie szkolenia robiąc wszystko by do niego ,,dotrzeć” i zachęcić również do samokształcenia, które jest niezbędne.  W przypadku nauki jazdy musimy posiąść wiedzę zarówno teoretyczną jak i manualną. Na zajęciach praktycznych nie nauczymy się teorii, ani czytając nie nauczymy się praktycznej techniki jazdy. Tylko uczenie się obu dziedzin równocześnie da pozytywny efekt. Nie można zostawiać nauki teorii na ostatnią chwilę, tak jak nie da się zjeść stu kilogramowej czekolady ,,na raz”,  lecz jeżeli systematycznie  będziemy ją wcinać małymi porcjami, będzie to możliwe, no i oczywiście przyjemne. (PS)