egzamin oczami kursantki

Witajcie

Dziś chcę Wam przedstawić treść maila, jakiego otrzymałem od mojej kursantki po zdanym egzaminie. Oczywiście za jej zgodą umieszczam go w oryginalnej formie. Dramatyzm i emocje opisane przez nią są zarazem zabawne, jak i pouczające. Pomyślałem więc, że opis ten może być pomocny dla wszystkich, przed którymi w niedalekiej przyszłości egzamin na prawo jazdy. W tym miejscu również chciałem podziękować autorce maila i raz jeszcze pogratulować pozytywnego wyniku.  Życzę wszystkiego najlepszego na polskich drogach.

Witam!
Emocje ochłonęły – mogę opisać spokojne cały egzamin. I przepraszam, że nie przedstawiłam się przez telefon, ale to euforia i schodzący ze mnie stres :-)
Czekałam ponad 1,5 godziny. Cały czas powtarzałam sobie słowa, że będzie dobrze. Wywołali mnie. Uff w końcu. Podchodzimy do auta, miałam pokazać klakson i kierunkowskazy. Podjeżdżamy na kopertę. Egzaminatorowi zgasła Panda. Przesiadamy się. Nie zapomniałam o światłach. Jadę,  będzie dobrze. Skręcam i widzę że coś jest nie tak. Za dużo asfaltu w lewym lusterku. Zatrzymałam się. Druga próba. Jadę znowu do przodu mówiąc na głos, że przecież to umiem. Obok widzę jak Renault Clio zaraz we mnie wjedzie, ale nie mogę się znowu zatrzymać. Zamykam oczy i przejeżdżam ciut szybciej. W lusterku widzę jak pachołek spadł, a za nim czerwone auto wjechało na mój pas. Wrzucam wsteczny, jadę do tyłu. Jest o wiele lepiej niż za pierwszym razem. Nim się obejrzałam byłam już w kopercie. Egzaminator otwiera drzwi i siada koło mnie, wydając polecenie, że teraz jadę na wzniesienie. Pokierował, żebym trzymała się bliżej prawej strony, bo inaczej nie wjadę. Cóż za oznaka dobrego serca, pomyślałam. Wjeżdżam. Zaciągam ręczny. Gaz, sprzęgło i hamulec – jeeeej udało się!  Teraz miasto!
Jadę prosto, a następnie skręcam w prawo. Uważam na pieszych, jadę dalej prosto -jestem na pasie do skrętu w prawo. Słyszę – prosto. Widzę linie ciągłą, a włączyłam kierunkowskaz. Wpuszczają mnie – jest dobrze! Jadę bezpiecznie – 35/40 na godzinę, bo było dużo aut na drodze, szybciej po prostu się nie dało. Dojeżdżam do ronda Solidarności. Zdejmuje nogę z gazu i zaczynam hamować. Usłyszałam: „dynamika również jest oceniana”. Halo, to miałam depnąć pełen gaz i hamować z piskiem opon? A Eco Driving? Mniejsza. Zapaliło się zielone, mam zawrócić na rondzie. Zgasł mi silnik, ale szybko zapalam i jadę dalej. Manewr wykonany bezbłędnie. Przed pasami słyszę ze skręcamy w lewo. Dałam radę, kolejne zawracanie. Zatrzymuję się przed wjazdem i upewniam się czy nie wymuszę pierwszeństwa. Jest OK – jadę! Znowu słyszę, że za mną wlecze się sznur samochodów. Patrzę na licznik – 40. „Rób swoje” pomyślałam. Przyszedł czas na uliczki jednokierunkowe i znaki stop. Usłyszałam, że wykonałam błąd, ponieważ na uliczce jednokierunkowej nie włączyłam kierunkowskazu, że delikatnie omijam auto. Parkowanie równoległe i zawracanie na ulicy – perfekcyjne. Ograniczenie do 30 a egzaminator pyta mi się  jaki tu jest znak. Odpowiadam, że można tu jechać maksymalnie 30 (na liczniku 23 km) „No to może szybciej?!” Przyspieszyłam do 27. Przepuściłam pieszych, zatrzymałam się na czerwonym – dostałam zieloną strzałkę i rozejrzałam się czy nie ma pieszych. Na ulicy Winogrady miałam gdzieś skręcić w prawo, przed skrętem rozejrzałam się czy nie ma rowerzystów.
Wszystko super – jadę Chawelańską do Wordu! Ale jak to koniec? Na bank mnie uwali, że za wolno jechałam albo za kierunkowskaz – za szybki egzamin. Zmarnowana podjeżdżam do Wordu – górka. Zaciągam ręczny i robię tak jak na wzniesieniu. Szlaban unosi się i jadę powoli na miejsce parkingowe. Dostaję kartkę a tam POZYTYWNY! Zachowałam się jak prawdziwa dama – podałam rękę  „Dziękuję i do widzenia”. Wzrok pana egzaminatora był paskudny, ale podał rękę. Więcej go nie zobaczę i całe szczęście :-)
Sami widzicie, że czasem egzaminator może ,,podpuszczać”. Mam tu na myśli prędkość. W strefach 30, czy w strefie zamieszkania nie warto jechać 30 km/h. Łatwo przekroczyć prędkość i wtedy egzaminator z satysfakcją zaznaczy błąd. Jadąc kilka km/h mniej nic złego Was nie spotka.  Ograniczenie prędkości to nie nakaz poruszania się równo z nią. Mamy jechać nie więcej, niż wyraża znak ograniczający prędkość. Nasza bohaterka nie uległa uwagom egzaminatora i robiła to, co uważała za słuszne i prawidłowe. Dzięki temu zdała egzamin i stała się kierowcą ;-).
(PS)