warunkowa strzałka, czyli listy od czytelników

Witajcie

Dziś postaram się odpowiedzieć na list od Czytelniczki i pytania w nim zawarte. Oto jego treść.

Dzień dobry!
Ja jestem z Wrocławia, ale przed egzaminami czytałam Pana blog, na który przypadkiem się natknęłam. Miałam wspaniałego instruktora, ostrego, ale przed egzaminem wewnętrznym byłam przygnębiona, że nie sprostam jego wymaganiom. Nagle przeczytałam Pana uwagi o egzaminach państwowych, „dokąd masz się spieszyć? Na egzaminie nie masz zdążyć”, i to był przełom. Mój instruktor jest ostry i niby to samo mówił („pośpiech zgubi panią na sto procent”), ale trzeba to było przeczytać w wersji bardziej łagodnej. Powiedziałam wtedy instruktorowi, że ja się boję i muszę zdawać na spokojnie, wyraźnie mu to powiedziałam, i wtedy zrozumiał, że musi przeprowadzić bardzo łagodną lekcję. Egzamin wewnętrzny zdałam dwa dni „po blogu”.
Krótko mówiąc, wykonał Pan po raz kolejny dobrą pracę. 
Miesiąc później, w ten poniedziałek, zdałam praktyczny w WORD. Długo by opowiadać, ale dwa poprzednie oblałam w WORD za pośpiech (manewry).
Mam prośbę, żeby omówił Pan takie kwestie na blogu:
  • Sygnalizator warunkowy. Dokładnie: gdzie się zatrzymać, kiedy, co zrobić, jak gdy w trakcie sygnał się zmieni! Ja miałam błąd, bo nie mogłam zrozumieć, że kiedy ja mam czerwone i strzałkę, a pieszy ma czerwone, mogę wjechać na pasy. Może to głupstwo, ale ten S2 myli mi się strasznie
  • Piesi. Instruktor uczył mnie tak, że jak pieszy już stał na krawędzi chodnika, miałam się zatrzymać (jak to jest na Zachodzie). Egzaminator się przyczepił, inni za to oblewają, jak się właśnie nie zatrzymam w tej sytuacji. Kodeks – już nie mam siły…
    Mogłam też ruszyć dopiero, jak całkowicie opuścił pasy – a tę zasadę jakaś osoba wyśmiała w Miesięczniku OSK jako „mit o egzaminatorach”.
    Poza tym, przepuszczam pieszego, wjeżdżając na drogę poprzeczną: i to chciałam zrobić, wracając z egzaminu i… „błąd”!
    Przyznam, że już mi się pomieszało: instruktor, egzaminator i Kodeks.
  • Instruktor uczył, że w miejscu nieoznakowanym STOP, ale niebezpiecznym, lepiej zrobić STOP i po rozejrzeniu się ruszyć. Znowu „błąd!”                                                                                                                                                       Dziękuję za, jak mawiają politycy, pochylenie się na tym przypadkiem!

Kwestię ,,warunkowej strzałki” opisałem  jakiś czas temu. Jednak przypomnę tylko, że strzałka ta świeci się wówczas, gdy nasz kierunek ma światło czerwone. W tym czasie kierunki poprzeczne dla pojazdów i pieszych mają lub kończy się im światło zielone.  Dojeżdżając musimy się zatrzymać (całkowicie unieruchomić auto), chyba, że strzałka włączyła się gdy już staliśmy na czerwonym świetle.  Możemy ruszyć przez poprzeczne przejście dla pieszych w dwóch przypadkach.

  1. Gdy piesi mają zielone światło, ale ich nie ma.
  2. Gdy piesi stoją, lecz mają czerwone.

Ruszając ostrożnie przez  przejście, nie koncentrujemy się już na strzałce (w trakcie ruszania musi się świecić a za naszymi plecami i tak zapewne już zgaśnie), lecz na poprzecznej drodze odnośnie samochodów.  Jeżeli auta na tej  drodze nie jadą, wtedy już bez kolejnego zatrzymania możemy wjechać skręcając na poprzeczną drogę.

Odnośnie pieszych, to przepis mówi wyraźnie, że osoba będąca na przejściu ma bezwzględne pierwszeństwo. Kierujący pojazdami mają obowiązek umożliwić im bezpieczne przejście na drugą stronę. Skręcając w drogę poprzeczną, niezależnie czy jest przejście wyznaczone czy nie, mamy jako kierowcy przepuścić pieszych będących już na jezdni. Cały czas piszę zwracając uwagę na fakt, że przepuszczamy pieszych będących już na przejściu, a nie stojącym przed nim jeszcze na chodniku. To istotny fakt, o którym musimy pamiętać.  Kwestia pieszych jest dość złożona.  Ucząc moich kursantów zwracam uwagę na to, że dojeżdżając do przejścia dla pieszych i widząc osobę stojącą przed przejściem (jeszcze na chodniku), musimy przeanalizować, czy pieszy obserwuje nadjeżdżające samochody i czy za nami jadą inne rozpędzone auta. To ważne, ponieważ nasze gwałtowne hamowanie przed przejściem mogło by zaskoczyć innych i nie wszyscy mogli by wyhamować.  Pieszy będący już na przejściu byłby zagrożony i mogłoby to spowodować jego potrącenie. Oczywiste jest to, że inni kierowcy nie mają prawa wyprzedzać nas, gdy zwalniamy przed przejściem dla pieszych, czy omijać nas stojących przed nim. Jednak by do tego nie dopuścić, powinniśmy zainicjować nasz zamiar zatrzymania i przepuszczenia pieszego z dużym wyprzedzeniem, wcześniej zwalniając a nie hamować gwałtownie w ostatniej chwili. Z wyjątkiem przypadku wtargnięcia pieszego na jezdnię przed pędzące auta, co oczywiście jest niezgodne z przepisami ale często przez nich nie przestrzegane. Wtedy hamujemy nie patrząc na inne samochody, ratując sytuację i unikając potrącenia osób na pasach. Natomiast, gdy poruszamy się z niewielką prędkością lub skręcając w drogę poprzeczną i widząc pieszego na jezdni, bezwzględnie mamy umożliwić mu przejście. Gdy stoi na chodniku i wyraźnie nas obserwuje, możemy (nie musimy) zatrzymać się i przepuścić go. Lepiej mieć kontrolę nad pieszymi stojąc – niż jadąc. Tę zasadę moi kursanci znają doskonale.  Pamiętać też należy, że nie musimy czekać do momentu, gdy przechodząca osoba zejdzie z jezdni. Jeżeli pieszy wchodził na jezdnię po naszej stronie i jest już na stronie lewej, oddalając się od nas, możemy obserwując go nadal, powoli przejechać przez przejście. Natomiast, gdy osoba wchodzi  po lewej stronie jezdni, zbliżając się do nas, w tym przypadku mamy czekać do momentu, gdy całkowicie zejdzie z przejścia.  Podsumowując, jeżeli nawet nie musieliśmy przepuszczać osoby stojącej jeszcze na chodniku,  ale postanowiliśmy to zrobić, nawet zbyt gorliwie, ale w sposób bezpieczny, egzaminator może to skomentować ale z pewnością nie będzie to powód niezdania egzaminu. Natomiast jeżeli nie przepuścimy pieszego będącego już na przejściu, egzamin będzie przerwany.

Co do ostatniego punktu, to zawsze tłumaczę, że nawet jeżeli nie jest to znak STOP tylko ,,Ustąp pierwszeństwa”, lub inna  sytuacje, gdzie musimy wjechać na inną drogę nie widząc zupełnie nic, co dzieje się na niej – lepiej się zatrzymać, niż jadąc doprowadzić do zagrożenia.  Nie tylko znak STOP czy czerwone światło każą nam się zatrzymać. Wiele jest sytuacji, gdy nie musimy ale możemy to zrobić. Kolejna moja zasada znana przez kursantów ,,Jeżeli nie jesteś pewien/pewna czy możesz kontynuować/rozpocząć jazdę czy się zmieścisz/zdążysz  – zatrzymaj się i czekaj aż w stu procentach będziesz pewna/pewny, że twój manewr będzie bezpieczny. Jeżeli nie musimy,  lecz zatrzymamy się z braku dostatecznej oceny sytuacji przed wjazdem na skrzyżowanie, ponieważ mamy wątpliwości, lepsze to, niż nie zatrzymać się i stworzyć zagrożenie.  W takim przypadku może, ale nie musi się zdarzyć, że egzaminator ,,nieprzychylnie” to skomentuje. Jednak nie będzie to powód do niezdania egzaminu. Jeżeli jednak nie zatrzymamy się i stworzymy sytuację niebezpieczną, to ewidentnie egzamin będzie niezdany.

Mam nadzieję, że pomogłem choć trochę w wyjaśnieniu tych kwestii. Czekam na kolejne pytania i nurtujące Was sprawy. Dziękuję Autorce tego listu za miłe słowa i życzę sukcesów na polskich drogach. Oczywiście gratuluję serdecznie zdanego egzaminu. Pozdrawiam (PS)