PO CO ZDĄŻAĆ NA EGZAMINIE ?

Witajcie

Ostatnio rozmawiając z moim kierownikiem weszliśmy na temat niezdanych egzaminów przez kursantów. Najczęstszym powodem jest niestety ,,łuk”. Potrącenie słupka lub wyjechanie poza linie pasa ruchu. Pamiętajcie, że jeżeli czujecie lub wydaje się Wam, że jesteście za blisko słupka lub linii, po prostu zatrzymajcie się. Wtedy macie prawo do jeszcze jednej próby. Egzaminator raz jeszcze ustawi Wam auto w kopercie. Trzeba tylko starać się zachować spokój, jak zawsze wyciągnąć wnioski, co poszło nie tak i zrobić to poprawnie. Niestety wielu z Was widząc zbyt małą odległość od słupka lub linii, nadal próbuje naprawiać błąd, często wykonując nieprawidłowe i paniczne ruchy kierownicą pogłębiając  go. To błędne zachowanie.  Pomyślmy, tak jak w życiu, kiedy będziecie już jeździć  własnym autem, gdy jadąc wydaje się Wam, że odległość od przeszkody jest zbyt mała, to po prostu zatrzymajcie się. Oceńcie sytuację, wycofajcie się nieco i spróbujcie jeszcze raz uwzględniając poprawkę. Takiego  właśnie  zachowania uczę swoich kursantów.

Wiele razy jednak, po wykonaniu prawidłowo części praktycznej na placu kursanci wyjeżdżają na część w ruchu drogowym, czyli na miasto. Tam najczęściej popełnianym błędem, powodującym przerwanie egzaminu jest wymuszenie pierwszeństwa.  Podczas szkolenia z kursantami, bardzo często dochodzi do sytuacji z ich strony, gdy stojąc z zamiarem skrętu w lewo, przepuszczając pojazdy z przeciwka, w pewnej chwili ruszają zmuszając mnie do hamowania, by uniknąć zderzenia z samochodem z przeciwka . W tym momencie egzamin byłby przerwany. Pytam wtedy zawsze, dlaczego ruszyłeś / ruszyłaś? Odpowiedź jest zawsze taka sama; ,,Myślałam/em że zdążę”. Pytam zatem, dokąd na egzaminie musicie zdążyć?! Zawsze to zachowanie mnie zdumiewa. Egzamin jest pokazaniem egzaminatorowi, że potrafimy jeździć odpowiednio technicznie, że widzimy i znamy znaki drogowe, że nie przekraczamy prędkości i znamy zasady ruchu drogowego. Mamy pokazać, że na każdym skrzyżowaniu, na którym się znajdujemy doskonale wiemy komu mamy ustąpić pierwszeństwa i przed kim to pierwszeństwo mamy my. Czekajcie spokojnie i nie próbujcie ,,zdążać” gdziekolwiek. To nie jest wyścig, tylko egzamin. Polega on na spokojnym przejechaniu i wykonaniu wszystkich elementów zgodnie z instrukcjami egzaminatora. Lepiej czekać za długo i bezpiecznie zjechać ze skrzyżowania, niż ruszyć, wymusić pierwszeństwo i mieć przerwany egzamin. Czasem egzaminator może Wam zarzucić, że czekacie zbyt długo. Wystarczy powiedzieć ,,nie chce stworzyć zagrożenia”. Z pewnością nie będzie miał więcej uwag. Lepsze dłuższe czekanie niż wymuszenie pierwszeństwa. Tak samo w życiu, podczas codziennej jazdy.  Dodatkowo, zawsze powtarzam kursantom, by się nie spieszyli.  Na egzaminie kursant musi przejechać przez skrzyżowanie równorzędne, ze znakami określającymi pierwszeństwo przejazdu, z sygnalizacją świetlną oraz przez skrzyżowanie o ruchu okrężnym. W sumie przejeżdża się na egzaminie kilka skrzyżowań. Im bardziej będziecie się spieszyli i próbowali ,,zdążać”, tym więcej skrzyżowań przejedziecie, a na każdym z nich trzeba zachować się bezpiecznie i zgodnie z przepisami. Więc więcej razy może pójść coś nie tak. Czy naprawdę warto ryzykować wymuszenie pierwszeństwa i nie zdać egzaminu? Nie mam tu wcale na myśli jazdy w żółwim tempie. Chodzi mi przede wszystkim o sytuacje w których może się wydarzyć coś złego, gdy zbyt pochopnie i szybko będziemy chcieli jechać. Tam gdzie w 100% nie jesteście pewni, czy możecie jechać, ruszać, rozpocząć jazdę – czekajcie. Ruszajcie wówczas, gdy sytuacja będzie bezpieczna, a na pewno  za chwilę taka będzie. Pozdrawiam tych, przed którymi niebawem egzamin. Życzę Wam wszystkim powodzenia i mam nadzieję, ze ten wpis Wam pomoże.

Czekam również na Wasze opinie i uwagi oraz wspomnienia z Waszych egzaminów. Może warto podzielić się z innymi swoimi doświadczeniami? (PS)