ROZSĄDNE PODEJŚCIE

Witajcie

Chciałem dziś nawiązać do maila, jaki otrzymałem od naszej kursantki. Jest to odniesienie do wcześniejszych maili i tematów jakie poruszaliśmy na łamach mojego blogu. Oto jego treść.

,,Trafiłam na Pana blog jeszcze za nim spotkaliśmy się na moich pierwszych zajęciach praktycznych i od tego czasu regularnie go podczytuje. Dzisiejszy Pana wpis trochę mnie zmotywował żeby się wypowiedzieć. Mimo, że nie jestem jeszcze kierowcą to swego czasu wielokrotnie byłam pasażerem. Temat poruszony przez Panią X  jest dla mnie co najmniej dziwny…to tak jakby pytała ona o zgodę na łamanie przepisów jeśli chodzi o prędkość. Ja (pomijając fakt, że uczyłam się jeździć zgodnie z obowiązującymi przepisami) mam do kwestii prędkości na drodze, bardzo osobiste podejście, poprzedzone przykrymi doświadczeniami. Uważam, że ograniczenia na drogach są po to aby się do nich stosować, a niestosowanie się do nich może mieć tragiczne skutki. Frustraci, trzęsący się za kierownicą gdy ktoś przed nimi jedzie 50km/h będą zawsze. Na drodze z ograniczeniem 90km/h będą jechać 130, a na autostradzie ile fabryka dała…Będą, do momentu kiedy ich brawura bądź brawura osoby jadącej z naprzeciwka doprowadzi do tragedii. Smutne, ale nawet gdy my będziemy stosować się do przepisów, w starciu z  wyprzedzającym „na trzeciego” autem jadącym z nadmierną prędkością mamy niewielkie szanse…  Często oglądam program „Uwaga pirat!” i widać, że mimo nakładanych wysokich mandatów, osoby te nie widzą nic złego np. w przekraczaniu prędkości o 50km/h  w terenie zabudowanym. Nie jestem jeszcze regularnym uczestnikiem dróg ale mam nadzieję, że jeżdżąc sama nigdy nie poddam się presji otoczenia do łamania przepisów bo z tyłu głowy będę miała świadomość do czego to może w rzeczywistości prowadzić. No i oczywiście brzmieć mi będą Pana słowa z okresu szkolenia: „prędkość dostosuj do warunków drogowych oraz swoich umiejętności”. Ależ się rozpisałam…ale dla mnie jest to temat rzeka (tak jak prowadzenie pod wpływem alkoholu) i budzi to we mnie wiele emocji”.

Ostatnio jedna osoba zadała mi pytanie, czy ja piszący bloga, sam jeżdżę zgodnie z przepisami? Byłoby hipokryzją, gdybym ucząc i pisząc o bezpiecznej jeździe sam jeździł nieprzepisowo.  Oczywiście, zdarza mi się popełnić jakiś błąd, ale tylko ci ich nie popełniają, którzy nic nie robią. Co innego błąd a co innego świadome łamanie przepisów. Przestrzeganie ich nie jest niczym trudnym. Nie traktuję zakazów, nakazów i ograniczeń jak zło konieczne, tylko jako pomoc w bezpiecznym poruszaniu się po drodze.

Co do treści  maila, nic nie trzeba komentować. Tylko można się cieszyć, że są osoby, które zapewne  będą w przyszłości rozsądnymi i myślącymi kierowcami – czyli bezpiecznymi. Miło mi, że to, co staram się  wpajać naszym  kursantom, trafia do wielu i mam nadzieję, że tak myślących kursantów, jak dzisiejsza bohaterka będzie coraz więcej.(PS)