ROZSĄDNE PODEJŚCIE

Witajcie

Chciałem dziś nawiązać do maila, jaki otrzymałem od naszej kursantki. Jest to odniesienie do wcześniejszych maili i tematów jakie poruszaliśmy na łamach mojego blogu. Oto jego treść.

,,Trafiłam na Pana blog jeszcze za nim spotkaliśmy się na moich pierwszych zajęciach praktycznych i od tego czasu regularnie go podczytuje. Dzisiejszy Pana wpis trochę mnie zmotywował żeby się wypowiedzieć. Mimo, że nie jestem jeszcze kierowcą to swego czasu wielokrotnie byłam pasażerem. Temat poruszony przez Panią X  jest dla mnie co najmniej dziwny…to tak jakby pytała ona o zgodę na łamanie przepisów jeśli chodzi o prędkość. Ja (pomijając fakt, że uczyłam się jeździć zgodnie z obowiązującymi przepisami) mam do kwestii prędkości na drodze, bardzo osobiste podejście, poprzedzone przykrymi doświadczeniami. Uważam, że ograniczenia na drogach są po to aby się do nich stosować, a niestosowanie się do nich może mieć tragiczne skutki. Frustraci, trzęsący się za kierownicą gdy ktoś przed nimi jedzie 50km/h będą zawsze. Na drodze z ograniczeniem 90km/h będą jechać 130, a na autostradzie ile fabryka dała…Będą, do momentu kiedy ich brawura bądź brawura osoby jadącej z naprzeciwka doprowadzi do tragedii. Smutne, ale nawet gdy my będziemy stosować się do przepisów, w starciu z  wyprzedzającym „na trzeciego” autem jadącym z nadmierną prędkością mamy niewielkie szanse…  Często oglądam program „Uwaga pirat!” i widać, że mimo nakładanych wysokich mandatów, osoby te nie widzą nic złego np. w przekraczaniu prędkości o 50km/h  w terenie zabudowanym. Nie jestem jeszcze regularnym uczestnikiem dróg ale mam nadzieję, że jeżdżąc sama nigdy nie poddam się presji otoczenia do łamania przepisów bo z tyłu głowy będę miała świadomość do czego to może w rzeczywistości prowadzić. No i oczywiście brzmieć mi będą Pana słowa z okresu szkolenia: „prędkość dostosuj do warunków drogowych oraz swoich umiejętności”. Ależ się rozpisałam…ale dla mnie jest to temat rzeka (tak jak prowadzenie pod wpływem alkoholu) i budzi to we mnie wiele emocji”.

Ostatnio jedna osoba zadała mi pytanie, czy ja piszący bloga, sam jeżdżę zgodnie z przepisami? Byłoby hipokryzją, gdybym ucząc i pisząc o bezpiecznej jeździe sam jeździł nieprzepisowo.  Oczywiście, zdarza mi się popełnić jakiś błąd, ale tylko ci ich nie popełniają, którzy nic nie robią. Co innego błąd a co innego świadome łamanie przepisów. Przestrzeganie ich nie jest niczym trudnym. Nie traktuję zakazów, nakazów i ograniczeń jak zło konieczne, tylko jako pomoc w bezpiecznym poruszaniu się po drodze.

Co do treści  maila, nic nie trzeba komentować. Tylko można się cieszyć, że są osoby, które zapewne  będą w przyszłości rozsądnymi i myślącymi kierowcami – czyli bezpiecznymi. Miło mi, że to, co staram się  wpajać naszym  kursantom, trafia do wielu i mam nadzieję, że tak myślących kursantów, jak dzisiejsza bohaterka będzie coraz więcej.(PS)

OSTATNIA PRZEPISOWA JAZDA

Witam Was

Dziś chciałem nawiązać do listu jaki otrzymałem od byłej kursantki. Osoby niezwykle rozważnej na drodze i jeżdżącej świadomie. Mam nadzieję, że tak będzie zawsze, gdy tylko usiądzie za kółkiem samochodu. Oto jego część:

,,Niedawny czas temu miałam tą przyjemność jeździć i uczyć się od Pana. Uważam, że to świetny pomysł, aby czytelnicy mogli zadawać pytania. Myślę, że spora grupa kursantów i kierowców (tych bardziej świadomych) ma wiele wątpliwości. Zawsze podczas kursu powtarzał Pan, że nie ma głupich pytań ;-) więc chciałam zapytać o rzeczy, o które nie zdążyłam dopytać na kursie. Wcześniej jednak chciałam się podzielić refleksją dot. listu od Pani X.

W związku z tym, że jeszcze nie jestem szczęśliwym posiadaczem prawa jazdy (dopiero część teoretyczna za mną , a praktyczna dopiero przede mną), prowadząc rozmowy ze znajomymi na temat prowadzenia samochodu, czy zachowania kierowców na drogach, spotykam się notorycznie z opinią, że jazda na egzaminie to OSTATNIA PRZEPISOWA JAZDA, albo, że „i tak  nie będziesz jeździła, jak na kursie”. Takie opinie niestety przeważają L.”

Pani X  pisze też o „zielonym listku”: Pamiętam, że rozmawialiśmy o tym podczas kursu i osobiście nie przeraża mnie wizja jazdy z takim oznakowaniem pojazdu, a wręcz uważam to za pewnie rodzaj informacji dla pozostałych kierowców – Uwaga, dopiero od niedawna jestem kierowcą! Jednak patrząc na to, co dzieje się na drogach, wśród kierowców, w komunikacji miejskiej oraz na to, o czym pisze Pani X, zaczęłam się zastanawiać, czy nie będzie to (zielony listek) dodatkowy wyzwalacz agresji  (tj. obrażanie początkującego kierowcy, chamskie wyzwiska i zachowania, itp.). Czy aby to jednak dobry pomysł…?

Co do zielonego listka, to uważam, że dla chamskich kierowców wszystko i wszyscy są przeszkodą. ,,Niekulturalny”  będzie wyzywał innego, zarówno z powodu lepszego auta (zazdrość), gorszego auta (wyższość), brzydkiego koloru, płci czy wieku. Listek nie jest niczym wyjątkowym. Jednak w odniesieniu do kierowców rozsądnych i kulturalnych będzie on przydatną informacją. Jeżeli boimy się złych reakcji innych to może w ogóle nie jeździjmy po drogach? To jednak chyba nie jest wyjście.

W odniesieniu do ,,ostatniej przepisowej jazdy”, zawsze mnie to zdumiewa i nie potrafię zrozumieć takiego nastawienia zarówno niektórych kursantów jak i ich otoczenia. Dlaczego Pani miała by już nie jeździć przepisowo? To będzie mało trendy? Może wstyd jest jeździć zgodnie z przepisami? Może jednak taka reakcja otoczenia wynika z czegoś innego? Oczywiście nie mam tu na myśli Pani znajomych, ale często wielu tak mówiących po prostu nie pamięta już  poznanych kiedyś przepisów ruchu drogowego? Szkoda, że otoczenie młodych kierowców już na samym starcie ukierunkowuje go w taki sposób. Wśród moich znajomych również często dochodzi do dyskusji na temat poruszania się po drogach. Kiedy widzimy lekkomyślnych kierowców jesteśmy zbulwersowani,  nie mając świadomości jak często  sami stwarzamy zagrożenie dla innych. No ale to my, więc to co innego.

Pamiętajmy, że jedno nieodpowiedzialne zachowanie na drodze wystarczy, by doszło do tragedii. My, doświadczeni kierowcy powinniśmy wręcz uświadamiać młodych kierowców o tym. Problem w tym, by zacząć od siebie. (PS)

 

 

Kiedy kurs doskonalenia jazdy?

Witajcie

Dziś odpowiem na kolejne pytanie mojej czytelniczki. Oto ono:

,,I pytanko 2- kiedy najlepiej zapisać się na jakiś kurs doskonalenia jazdy, ogarnianie poślizgu i te sprawy? Zima coraz bliżej, a ja się zastanawiam, czy nie lepiej przejeździć mpk i nie bawić się w jazdę po śniegu i dopiero jak będę „obtrzaskana” z normalną jazdą iść na jakiś kurs?”

Po pierwsze zapytam, kiedy będzie Pani ,,obtrzaskana”? Czas będzie mijał a doświadczenie będzie stało w miejscu. Moim zdaniem trzeba szkolić się i doskonalić od samego początku. Nie ma na co czekać, ponieważ chodzi o to by nauczyć się reagować i wychodzić cało z najbardziej niebezpiecznych sytuacji na drodze, czyli w tym przypadku z poślizgu. Taka sytuacja może zdarzyć się w każdej chwili i niekoniecznie na drodze. Sam miałem w swoim życiu dwie takie niebezpieczne sytuacje. Jedna wydarzyła mi się w piękny słoneczny lipcowy dzień. Świeciło słonce. Zaczął jednak padać niewinny deszcz. W pewnym momencie zacząłem hamować. Poczułem, że auto po prostu zaczyna pływać po drodze. Nie miałem wtedy ABS. Na szczęście zjechałem na pobocze. Sytuacja zaskakująca . Pamiętajcie, że początek deszczu jest bardziej niebezpieczny niż ulewa. Krople deszczu unoszą kurz i inne cząstki zalegające na gorącym asfalcie. Tworzy się mikro- warstwa, czyli asfalt, woda a na niej właśnie te cząstki wcześniej zalegające nawierzchnię. To jest bardzo niebezpieczne. Druga sytuacja, która zdarzyła mi się w ubiegłym tygodniu, w Poznaniu, ulica Św. Marcin. W pobliżu galerii MM jechałem lewym pasem, na którym również jest torowisko tramwajowe. Padał deszcz. Zjeżdżając na drugi pas przejeżdżając po torach zarzuciło mi tył auta na boki i tylko szybka reakcja, niezbyt duża prędkość i odruchy, których nauczyłem się właśnie podczas jazdy po macie poślizgowej pomogły mi uniknąć zderzenia z barierkami przy chodniku. Sama Pani widzi, że nie tylko śnieg i lód mogą powodować poślizg auta. Jeżeli ma Pani możliwość przejścia takiego szkolenia to zdecydowanie polecam. Jazda MPK i odwlekanie go nie jest dobrym pomysłem. Nigdy nie jesteśmy gotowi by się szkolić, mamy po prostu być gotowi do reakcji w sytuacjach zagrożenia.

 

No i trzecie pytanie – Jakie auto wybrać jako pierwsze dla początkującego kierowcy? Autko powinno mieć ESP prawda? Ciężko takie znaleźć (używka), ale raczej może wyratować świeżaka z opresji i jest bezpieczniej (?).

Jak to mówią przedstawiciele handlowi ,,najlepsze auto, to auto służbowe – jeździ na wodę i wjedzie na każdy krawężnik”.  Niestety nie każdy ma to szczęście. Jednak, co do Pani sytuacji, czyli początki przygody za kierownicą, ilu wypowiadających się- tyle opinii. Wszystko zależy od Pani budżetu, preferencji, upodobań. Z pewnością nie podpowiem w tym przypadku marki samochodu. Uważam jednak, że powinien to być taki typ auta jaki leży w Pani guście. Musi się Pani czuć w samochodzie komfortowo i po prostu musi się on Pani podobać. Kupując samochód nie wystarczy go obejrzeć. Trzeba się nim przejechać. On musi mieć dla Pani to ,,coś”. Czy ma być małe, czy duże? Wszystko zależy od sytuacji w jakich najczęściej będzie go Pani użytkować. W miastach bardziej sprawdzają się samochody małe. Łatwiej choćby zaparkować. W trasy lepszym wyborem będzie auto większe, bardziej komfortowe na długie podróże. Co do wyposażenia związanego z bezpieczeństwem czynnym (zapobiegającym zderzeniom), to im systemów więcej tym lepiej. Z pewnością auto musi mieć ABS. Co do innych systemów, to wiemy, że są one pomocne. Jednak wiąże się to z większym kosztem zakupu.  Tak jak już wielokrotnie pisałem, to Pani jako kierowca jest najważniejsza. Pani świadomość  jako kierującej jest najistotniejszym i najskuteczniejszym systemem zapobiegania zderzeniom. Przy nadmiernych prędkościach i brawurowej jeździe żaden z nich  nie jest w stanie nam pomóc. Życzę Pani trafnego wyboru auta i czerpania przyjemności z jazdy nim. Mam nadzieję, że choć trochę pomogłem. Czekam na ewentualne kolejne pytanie (PS).

Serdecznie pozdrawiam

 

Kolejni nasi kursanci kierowcami

Witam Was

Chciałem dziś pogratulować naszym kursantom, którzy zdali egzamin państwowy na prawo jazdy kategorii B. Wszyscy pokazali, że zasługują na ten wymarzony dokument. Cała piątka zdawała na naszym Fiacie PANDA. Jeszcze raz gratuluję i życzę powodzenia.

Nie mogę też nie wspomnieć o naszej kursantce, która dziś zdała egzamin wewnętrzny. Dobry wynik na teście, i z tego co rozmawiałem z koleżanką instruktorką przeprowadzającą egzamin praktyczny, bardzo dobra jazda. Super. Wiedz, że jesteś gotowa do samodzielnej jazdy, więc co za tym idzie, do zdania egzaminu państwowego. Cieszę się też, że polubiłaś jazdę samochodem. To bardzo ważne, by być dobrym kierowcą.

Chciałem też Wam wszystkim powiedzieć, że otrzymałem maile od Was, czytelników i czytelniczek, na które niebawem odpowiem na blogu. Cieszę się, że chcecie uczestniczyć w redagowaniu go. To naprawdę może być interesujące dla nas wszystkich. Myślę, że może wytworzyć się ciekawa i pouczająca dyskusja, z czego bardzo się cieszę. Zachęcam jeszcze raz wszystkich czytających moje wpisy, do zadawania pytań i proponowania tematyki kolejnych porad i dyskusji.

Pozdrawiam

(PS)

Z JAKĄ PRĘDKOŚCIĄ JEŹDZIĆ – czyli listy od czytelników

Witajcie

Dziś chciałem rozpocząć pewien rodzaj moich wpisów. Zainspirowała mnie czytelniczka mojego bloga. Chciałbym, abyście włączyli się aktywnie do pisania go, poprzez przesyłanie maili z pytaniami, problemami i wątpliwościami, które Was nurtują i są związane z tematyką strony. To będzie dla mnie przyjemność, gdy będę mógł Wam pomagać w sposób bardziej bezpośredni.   Jest zapewne wiele spraw, które dla mnie wydają się oczywiste z uwagi na to, że się tym zajmuję, ale dla innych kierowców mogą okazać się cennymi wskazówkami. Zachęcam więc do aktywnej współpracy. Przypominam mój adres piotrsocha2@o2.pl.

Dziś Pani X  i jej pierwsze pytanie.

,, Witam :)

Tak ostatnio przeglądałam Pana blog i uznałam, że napiszę i może załapię się na trochę instruktorskiej uwagi ;).

Jestem szczęśliwą posiadaczką prawa jazdy od niedawna (całe 2 tygodnie ;) ). No i powoli wczuwam się w ruch miejski ( masakryczne korki + niezbyt przyjaźni kierowcy). No i mam taką dość smutną refleksję… Staram się jeździć z max dozwoloną prędkością, tak jak na kursie. Niestety zauważyłam, że nie jest to zbyt mile widziane. Paradoksalnie, sprawia jeszcze większe zagrożenie na drodze (jadąc po 20:00 czyli nie w szczycie byłam wciąż nieprzepisowo wyprzedzana, miganie światłami, klaksony i te sprawy). Znajomy kierowca stwierdził, że „50 na godzinę to jednak strasznie wolno”- zupełnie jakby tak nie jeździł. Jak Pan sądzi- lepiej tak jak wszyscy jeździć nieprzepisowo, czy uparcie trzymać się granicznej prędkości i olewać wszystkich wokół? Nie powiem, że nie jest to stresujące i nie powoduje coraz mniejszych chęci do jazdy i stresiku… Ale już się gubię w tym wszystkim :/. Może zaopatrzyć się w zielony listek? ;)”.

Powiem szczerze, że byłem zszokowany treścią tego maila. Osoba, która chce jeździć tak jak nakazuje prawo zaczyna mieć wątpliwości, ponieważ większość kierowców wokół prawa nie szanuje i lekceważy go. Autorce maila odpisałem tak:

Czy gdy Pani będzie szła w tłumie, który jest agresywny i np. rozbija szyby wystawowe i krzyczy do Pani ,,No rzucaj kamienie!!!”, to jak się Pani zachowa? Wiem, że pierwsza myśl, to strach przed reakcją tłumu. Idąc dalej. Gdyby w takim przypadku policja Panią zatrzymała, to ten tłum nie stanie w pani obronie. Wszyscy by zapewne pouciekali a Pani zostałaby sama. Moja córka zdała egzamin na prawo jazdy ponad 2 lata temu. Nadal jeździ zgodnie z przepisami i nie przekracza prędkości. Wiem, że wielu kierowców jeździ  szybciej ale sam też staram się jej nie przekraczać. Gdy fotoradar Panią ,,złapie” lub  policjant  namierzy radarem, czy reszta zatrzyma się w Pani obronie? Czy skoro większość kierowców nie używa kierunkowskazów, nie zatrzymuje się na warunkowej strzałce,  my również mamy tak postępować? Proszę pamiętać, że agresywnie reagują tylko kierowcy, którzy zapewne mają ze wszystkim problem, w każdej dziedzinie życia, nie tylko na drogach. Więc cokolwiek ktoś zrobi niezgodnie z ich oczekiwaniami, zawsze reagują trąbieniem, czy błyskiem świateł. Ja mam jedną zasadę, którą stosuje sam i staram się wpajać moim kursantom. Otóż, jeździjmy z taką prędkością, która w 100% pozwoli nam panować nad autem i zareagować odpowiednio wcześnie w razie zaskakującego zagrożenia. To jest, naturalnie uzależnione od drogi na której się znajdujemy. Gdy jest wąsko i dużo uczestników, to jedziemy wolniej. Ograniczenia są zawsze z jakiegoś powodu. Proszę jeździć tak jak Pani czuje się bezpiecznie a nie tak jak wszyscy wokół chcą. Jeżeli ktoś chce jechać szybciej, to niech nas wyprzedza ;-)”.

Czytałem ostatnio interesujący artykuł na temat ,,polskich macho za kierownicą”. Wiecie, że w Polsce wielu kierowców porusza się z prędkością większą niż pozwalają przepisy. Jednak Polacy jeżdżący  po drogach w krajach zachodnich, są jednymi z bezpieczniej poruszających się i statystycznie, są bardzo rzadko karani za przewinienia drogowe. Powodów zapewne jest wiele, ale są trzy najważniejsze. Otóż w krajach zachodnich za przekroczenia prędkości mandaty są w wysokości od 500 euro w górę. Dotkliwa kara. Kolejny powód to wąskie pasy ruchu, więcej progów zwalniających wymuszających poruszanie się z mniejszą prędkością. Jednak powód ostatni myślę, że najlepiej odpowie autorce maila. Polacy jeżdżąc wśród kierowców Europy Zachodniej, którzy jeżdżą zgodnie z ograniczeniami, nie chcą się wyróżniać. Chcą się bardziej dopasować do otoczenia. Myślę więc, że warto jeździć tak jak uważamy za słuszne i bezpieczne, ponieważ im więcej nas będzie poruszało się w taki sposób, tym mniej będzie chciało pędzić, ponieważ to zachowanie właśnie będzie stwarzało niebezpieczeństwo a nie tak jak niektórzy paradoksalnie sądzą – jazda zgodna z przepisami.

Co o tym myślicie? Jakie są Wasze obserwacje i refleksje? Zwracam się tu do tych, którzy byli moimi kursantami (i nie tylko) i poruszają się po drogach. Czekam na maile. Mam nadzieję, że rozwiałem dziś wątpliwości Pani, która do mnie napisała. (PS)

 

NIEPODLEGŁOŚĆ MOTORYZACYJNA

Witam Was

Obchodzimy dziś jak wszyscy wiecie kolejną rocznicę odzyskania niepodległości. Jednak ja chciałbym celebrując dzisiejsze święto nawiązać oczywiście do polskiej motoryzacji w tym okresie. Mało kto o tym mówi, ale skoro tematyką mojego bloga jest motoryzacja i nauka jazdy, to chciałbym nieco o tym napisać. Wiadomo, że warunki polityczno-gospodarcze po uzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r. nie sprzyjały rozwojowi myśli motoryzacyjnej. Po latach pod zaborami Polacy stanęli przed wyzwaniem utworzenia silnego, zjednoczonego, niezależnego państwa z dobrze prosperującą gospodarką, w której kwestie cywilnej motoryzacji nie mogły być i nie były priorytetem. Brakowało m.in. jednolitej sieci drogowej. Mimo wielu  niedogodności  wśród Polaków narodziła się chęć skonstruowania rodzimego cywilnego pojazdu mechanicznego. Pionierami motoryzacji w II Rzeczypospolitej byli Stefan Kozłowski oraz Antoni Frączkowski, którzy już w 1920 r., w Warszawie założyli pierwszą w kraju fabrykę samochodów pod marką S.K.A.F. Pierwszym samochodem, który opuścił bramę fabryki był dwuosobowy pojazd napędzany jednocylindrowym silnikiem chłodzonym wodą o pojemności skokowej 0,5 l. Prototyp rozwijał prędkość zaledwie 40km/h. Mimo, iż pojazd był stosunkowo mały i ważył zaledwie 300 kilogramów, to posiadał duży rozstaw osi wynoszący 2,2 m (dokładnie taki sam jak w starszej o ponad trzy dekady „Syrence”). Imponującym walorem było małe zużycie „oliwy”, zaledwie 1 litr na 100 kilometrów. Do każdego samochodu dołączano darmowe akcesoria, tj.: pompkę, klucz francuski, przecinak i młotek. Nowością (również na skalę światową), było załączanie instrukcji inżynieryjnej dotyczącej samodzielnej budowy garażu, w postaci skrzyni zamykanej na kłódkę. Niestety z wielu przyczyn natury gospodarczo-finansowej, marka S.K.A.F nie zdominowała rynku polskiego wkrótce zawieszając swoją działalność.

Sami widzicie, że motoryzacja była i jest nieodzownym elementem, choć nie priorytetem, jeżeli chodzi o gospodarkę naszego kraju. W ówczesnym okresie miały miejsce nowatorskie techniki i wynalazki będące na wyposażeniu pojazdów, które zrewolucjonizowały nie tylko przemysł ogólnopolski, ale także europejski czy światowy. Gdyby nie ówczesna sytuacja polityczno-gospodarcza (m.in. próby zjednoczeniowe, wielki kryzys gospodarczy, monopolizacja europejskiego przemysłu motoryzacyjnego przez FIAT-a, niesprzyjająca polityka rządu, wybuch II wojny światowej), polska myśl motoryzacyjna mogłaby być wzorem dla wszystkich producentów samochodów, rewolucjonizując tym samym tą wyjątkową gałąź przemysłu. Myślę, że w tamtych latach przeważyły się losy polskiej potęgi motoryzacyjnej. W okresie po II wojnie światowej, również z wiadomych względów polityczno-gospodarczych, polska myśl techniczna nie była w stanie wybić się na rynek światowy, a szkoda, ponieważ dziś zapewne wiele polskich marek samochodów zdobiłoby światowe salony motoryzacyjne.(PS)

DOSKONALENIE INSTRUKTORÓW

Witajcie

W ten weekend nasza kadra Szkoły Jazdy High brała udział w szkoleniu. Odbywało się to w Grodzie Piasta. Piękny ośrodek w lesie nad jeziorem. Sceneria i organizacja naprawdę na najwyższym poziomie. Jednak nie tylko po to tam byliśmy, by delektować się urokami tego miejsca. Głównym celem były zajęcia dla instruktorów nauki jazdy. Co roku musimy brać udział w tzw. warsztatach doskonalących. Polega to na odświeżaniu wiedzy na temat przepisów ruchu drogowego, metodyki nauczania i wszystkich zagadnień z tym związanych. Zajęcia te, są również dobrą okazją do podsumowania naszego szkolenia, dyskusji na temat problemów z nim związanych i szukanie sposobów na ich rozwiązanie. Tak więc widzicie, że robimy wszystko, by szkolenie było jak najbardziej efektywne i skuteczne z korzyścią dla Was, kursantów. Wszyscy wciąż się rozwijamy i doskonalimy mając nadzieję, że jeszcze lepiej przyczynimy się do jak najlepszego kształtowania Was jako przyszłych kierowców.

Na tym szkoleniu zostało również podsumowane ocenianie przez Was naszej pracy. Wy, nasi kursanci wypełnialiście ankiety oceniając wszystkich instruktorów. W tym miejscu chciałem podziękować wszystkim z Was, którzy moją pracę ocenili najwyżej. Nie nagroda dla mnie była najważniejsza. Najważniejsze jest to, że w waszych oczach moja praca jest doceniona. To, że jeździ się Wam ze mną dobrze i że to co robię i jak robię podczas zajęć jest dla Was takie, jak oczekiwaliście. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie to miłe i zarazem budujące. Daje mi to poczucie dobrze wykonanej misji i niczym naładowanie baterii, daje energię do dalszej pracy. Wiecie, że jestem zawsze w pełni gotowy by Wam pomagać w drodze do zostania jak najlepszym kierowcą.

DZIĘKUJĘ RAZ JESZCZE ;-)

(PS)