przekroczenie prędkości o 50 km/h w mieście

Witajcie

Chciałem opisać dziś rozmowę  z kursantem, który dowiedział się o wprowadzeniu nowego sposobu karania. Mam tu na myśli konsekwencje przekroczenia prędkości powyżej 50 km/h od dopuszczalnej, na obszarze zabudowanym. Przepis ten mówi, że w takim przypadku prawo jazdy zostaje zatrzymane na trzy miesiące. Jeżeli w tym okresie kierowca będzie się poruszał autem i zostanie to ujawnione w przypadku kontroli, zatrzymanie prawa jazdy zostanie wydłużone na kolejne trzy miesiące. Jeżeli po raz drugi, kierowca zostanie przyłapany na prowadzeniu auta, może on stracić uprawnienia do kierowania pojazdami. Wracając do mojej rozmowy z kursantem, zauważyłem panikę w jego oczach. ,,Panie Piotrze, to znaczy, że jeżeli zdarzy mi się przekroczyć w ten sposób prędkość, zatrzymają mi prawo jazdy?”.  Odpowiedziałem, że tak. Nie skończyłem jednak tematu. Zaproponowałem mu, że będziemy podczas naszej jazdy  analizowali ten przepis. Jeżdżąc po poznańskich drogach,  udaliśmy się do strefy zamieszkania (ograniczenie prędkości do 20 km/h). Co chwila progi zwalniające, wąskie uliczki, piesi (dzieci, pieski itd). Zadałem mu pytanie ,,czy jechał byś tu 70 km/h?” Z uśmiechem na twarzy odpowiedział, ze nie.  Potem udaliśmy się do strefy 30 km/h. Ta sama sytuacja, progi zwalniające, w pobliżu przedszkole, wąskie jezdnie, mnóstwo pieszych, rowerzystów. Pytanie, czy jechał by tu 80 km/h? Odpowiedź taka sama jak poprzednio. Kolejne rejony Poznania, ogólne ograniczenie prędkości w godzinach 5-23, czyli 50 km/h. Skrzyżowania, światła, rowery, motocykle, autobusy i tramwaje i oczywiście  przejścia dla pieszych. Moje pytanie znów ,, czy na tej drodze pędził byś 100 km/h?”.  Odpowiedź bez namysłu ale już z powagą ,,Nie”.  Pojechaliśmy w końcu  w kierunku ronda Obornickiego ulicą Witosa. Droga dwujezdniowa, dwa pasy ruchu w każdym kierunku, nie ma przejść dla pieszych, są skrzyżowania z sygnalizacją świetlną. W związku z tym ograniczenie prędkości do 80 km/h. Kolejne moje pytanie, czy jechał by tu 130 km/h? Jak myślicie, co odpowiedział?

Myślę, że tą nasza wspólną jazdą rozwiałem jego obawy. Sam przekonał się, że ograniczenia prędkości, szczególnie na obszarze zabudowanym, są związane z rodzajem drogi, z ryzykiem jakie się na niej wiążę. Ograniczenia na nich obowiązujące zwiększają nasze bezpieczeństwo i tym samym zmniejszają ryzyko wystąpienia sytuacji niebezpiecznych. Sam zrozumiał, że trzeba  być niespełna rozumu, by w taki sposób przekraczać prędkość  i stracić prawo jazdy. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że przepis ten nie jest przeciwko normalnym, rozumnym kierowcom, tylko przeciwko tym, którzy wsiadając za kierownicę auta nie mają pojęcia, jaka na nich spoczywa odpowiedzialność. Mam nadzieję, że dla tego młodego człowieka była to owocna lekcja. (PS)

egoizm przed egzaminem

Witajcie

Dziś wrócę do spostrzeżenia, które nasunęło mi się kilka dni temu. Odstawiałem naszą Pandę na egzamin w WORD ( kursant zdał za pierwszym razem, gratulacje Adam).  Zawsze czekając na zakończenie egzaminu kursanta spaceruje sobie, to tu, to tam po WORD-zie. Obserwuję zawsze czekających na egzamin, wracających z uśmiechem na twarzy lub rozczarowanych. W końcu  wyszedłem przed budynek, oczekując na mojego kursanta stałem blisko wyjazdu z placu manewrowego WORD.  Co przykuło moją uwagę? O zgrozo! co tam się dzieje, przed wyjazdem?! Wyjeżdżał zestresowany kursant i na samym początku egzaminu został zablokowany, przez trzy auta zawracające w tej uliczce. Było niezłe zamieszanie, ale na szczęście zaczekał i pojechał dalej. W tym miejscu jest ciągle kilka samochodów podjeżdżających po to by zawrócić, kogoś wysadzić itd. Nie rozumiem, po co wielu tatusiów podwozi swoje pociechy na egzamin, tuż przed ten wyjazd? Dlaczego inni, podwożący kolegów, również tam zawracają? Czy na prawdę nie ma wcześniej miejsc parkingowych? Czy nie można zatrzymać się na parkingu, przy centrum handlowym, nieopodal? Czy przysłowiowy tatuś chciał by, aby jego dziecko wyjeżdżając z WORD zostało postawione przed taką sytuacją? Myślę, że nie. Pamiętajmy więc, że w tym miejscu co chwila ktoś wyjeżdża lub wraca z egzaminu. Osoby, które są szalenie zdenerwowane, zestresowane. Po co na samym wstępie utrudniać im wyjazd lub powrót z egzaminu? To może być sytuacja, która zaważy na wyniku egzaminu. Przysłowiowym ,,gwoździem do trumny” był moment, gdy zobaczyłem ELKĘ wykorzystującą  ten wjazd  do zawracania. Instruktorzy!!!!!!! czyż mało mamy miejsc w Poznaniu, by trenować ten manewr ? Trzeba robić to w miejscu, gdzie może się  okazać, że nasza nauka niweczy kilka miesięcy przygotowań jakiegoś innego kursanta? Pamiętajmy wszyscy o takich miejscach i jeżeli nie musimy, nie twórzmy tam niepotrzebnego tłoku.Tam  może przejeżdżać ktoś, kto przed chwilą ,,pokonał” plac, lub wraca już z części egzaminu w mieście. To może być ktoś, kogo znamy. Chcielibyśmy zepsuć mu egzamin? (PS)

inne spojrzenie kursanta na pieszych

Witam Was

Dziś chcę Wam opisać proces podczas szkolenia kandydata na kierowce – odnośnie pieszych.  Prawie zawsze spotykam się z taką samą reakcją ludzi zaczynających szkolenie.  Pierwsze jazdy w mieście, wszystko wydaje się nowe. Oczywiście wiele przejść dla pieszych, przez które przejeżdżamy. Opowiadam o zachowaniu w pobliżu przejść, gdzie ruch jest kierowany sygnalizacją świetlną, oraz tych, gdzie świateł nie ma.  Uwierzcie mi, że dopiero perspektywa jazdy za kółkiem uświadamia ludziom, jak źle zachowują się piesi na przejściach. Od samego początku staram się wpajać pewną zasadę odnośnie tych miejsc. Mam na myśli to, żebyśmy zawsze starali się  w ich pobliżu być  mądrzejsi od pieszych. By widząc tam ludzi, wyobrażać sobie najgorsze scenariusze. Być gotowym na najgłupsze ich zachowanie. Wtedy nie zaskoczy nas najbardziej dramatyczna sytuacja. Co mam na myśli? Otóż wiemy, że pieszy na przejściu (bez świateł), ma definitywnie pierwszeństwo. Piesi o tym wiedzą lecz zapominają, że zanim na nie wejdą, mają obowiązek upewnić się czy mogą bezpiecznie na nie wejść. Pieszy może zatrzymać się na odcinku centymetrów, natomiast pojazd nawet jadący powoli, by się zatrzymać pokonuje kilka lub kilkanaście metrów. Tak, kierowca dojeżdżając  do przejścia ma zachować szczególną ostrożność, ale niestety nie zawsze tak robi. Piesi w takich miejscach  powinni spojrzeć na jezdnię, a następnie wejść na nią. Co jednak w większości robią? Najpierw rozpędzeni wchodzą na przejście, po czym patrzą, już będąc na nim, czy coś nie nadjeżdża. To właśnie zachowanie pokazywałem ostatnio kursantom na jednej z pierwszych jazd po mieście. Wszyscy są zaskoczeni, ale mam nadzieję, że będą o tym pamiętać. Wiele razy sami kursanci, z przerażeniem w oczach przyznają , że robią dokładnie tak samo. Dopiero w aucie uświadamiają sobie jakie to nieodpowiedzialne.

Druga sprawa, to przejścia z sygnalizacją świetlną.  Ileż się słyszy o potrąceniach pieszych przechodzących na zielonym świetle. Jest to jedno z najgorszych zachowań kierowców w odniesieniu do pieszego. Należy jednak również mówić głośno o zachowaniu pieszych, przechodzących na świetle czerwonym.  Zamieściłem powyżej zdjęcie, które świetnie oddaje to, co mam na myśli. Piesi wiele razy mając czerwone światło, patrząc w lewo/prawo, widząc , że nikt nie jedzie, wchodzą na pasy. Szanowni piesi, pamiętajcie, że skoro jest czerwone, to znaczy, że jakiś kierunek samochodów może mieć zielone. Nie koniecznie ci z lewej/prawej, lecz z innych kierunków skręcających.  Piesi nie muszą znać zasad sygnalizacji, sygnalizatorów kierunkowych itp. Powinni natomiast czekać, gdy mają światło czerwone. Szkoląc osobę na jednych z pierwszych godzin jazd, tłumacząc, że skręcając  w lewo przy sygnalizatorze kierunkowym, mamy pewność, że na naszym kierunku jazdy nikt nie będzie miał zielonego światła. Samochody, tramwaje i piesi będą mieć czerwone. Jadąc, skręcając,  ta osoba widzi pieszych na swojej drodze, oczywiście przechodzących na czerwonym świetle. Pytanie kursanta: panie Piotrze, przecież miało nikogo nie być.  Moja odpowiedź: Tak wiem, nie powinno być nikogo, ale to Twoje kolejne doświadczenie, że nawet mama z dzieckiem,  ktoś z telefonem przy uchu, czy starszy pan zawsze może się tam  pojawić.  Tak jak mówiłem na początku, musimy być mądrzejsi od wszystkich wokół, również od pieszych i wyobrażać sobie najgorsze scenariusze, wtedy nic złego nas nie zaskoczy.(PS)

motor show 2015

Witam Was

Jak zapewne wiecie, od wczoraj w Poznaniu odbywa się Motor Show na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Miałem przyjemność już dziś tam zawitać, razem z moim juniorem Szymonem.  Impreza motoryzacyjna i uważam, że każdy choć trochę interesujący się tą tematyką powinien się tam wybrać.  Wiele wspaniałych aut, zarówno luksusowych, klasy niższej, sportowych, no i militarnych, co lubię. Wiele motocykli,  od sportowych, po turystyczne. Stoisko z samochodami campingowymi. Naprawdę wiele wspaniałych pojazdów do zobaczenia. Jednak jest jedno auto, na które zwróciłem szczególną uwagę. Arrinera hussarya, czyli pierwszy polski super samochód. Sukces Arrinery to zasługa współpracy wielu ekspertów motoryzacyjnych – polskich i międzynarodowych, a także polskiej myśli technicznej reprezentowanej przez  profesorów Politechniki Warszawskiej. Współtwórcą konstrukcji nośnej tego samochodu, jest Lee Noble, za nadwozie odpowiada Pavlo Burkatskyy, a za projekt kokpitu – światowej sławy duet designerów Luc&Andre. Powiem Wam, że samochód ten robi ogromne wrażenie. Jego parametry, osiągi, dane techniczne zapierają dech w piersiach. Czyżby Polska zaczęła powoli liczyć się na motoryzacyjnym rynku samochodowym? Mam nadzieję, że tak. Mamy duże osiągnięcia w sportach motorowych, więc również myśl techniczna i w związku z tym produkcja polska powinna się rozwijać. Tak więc drodzy kursanci, sami widzicie, że warto osiągać coraz wyższy poziom wiedzy i umiejętności w kierowaniu samochodem, ponieważ nigdy nie wiadomo za kierownicą jakiego auta kiedyś przyjdzie Wam zasiąść (PS).

 

 

kolejna kursantka kierowcą

Witajcie

Chciałem Wam zakomunikować, że kolejna kursantka stała się kierowcą. Osoba ta była już opisywana na moim blogu. Pisałem o jej rozwijającej się pasji motoryzacyjnej i jej umiejętnościach. Właśnie zdała egzamin państwowy i stała się pełnoprawnym kierowcą. Nie obyło się jednak bez trudności. Na pierwszym egzaminie, niestety popełniła niewielki błąd, lecz wpływający na wynik końcowy. Nie załamała się jednak, co zawsze mi imponuje. Pamiętajcie moi drodzy kursanci, że nie zawsze mamy to szczęście zdać egzamin za pierwszym razem. Powiedział bym więcej. Nie do końca egzamin jest wyznacznikiem naszych umiejętności na drodze. Często również bywa, że zarówno jeżdżący ,,przeciętnie” jak i jeżdżący bardzo dobrze, zdają go za drugim razem. Ja razem z moim kolegą instruktorem Michałem określamy to tak ,, ta pierwsza osoba miała szczęście a ta druga pecha”. Wiele razy radząc sobie świetnie na jazdach z instruktorem, podczas egzaminu następuje jakaś sytuacja zaskakująca, co powoduje popełnienie błędu wpływającego na wynik. Pamiętajcie więc,  że poza techniką i ogólną wiedzą na temat jazdy, potrzebujemy odrobinę szczęścia i tak zwanego farta.

Wracając do naszej koleżanki, chciałem  wspomnieć , co opowiadała mi o poprzednim egzaminie. W czasie jego trwania, egzaminator bardzo późno informował ją o kierunkach poruszania się na skrzyżowaniach. Miała wrażenie, że w ostatniej chwili, jadąc przykładowo na prawym pasie, informował ją o tym, że na skrzyżowaniu ma jechać w lewo. Było to dla niej bardzo stresujące, gdy w ostatniej chwili musiała zaaranżować sobie wykonanie manewru. Słyszałem już o takim zachowaniu egzaminatora ale jest to chyba jedyna osoba w tym środowisku tak wydająca polecenia. Wydaje mi się, że kandydat na kierowcę ma zbyt małe doświadczenie, by wymagać od niego odpowiedniej reakcji w tak krótkim czasie. Pilot w rajdach samochodowych, gdyby w ostatniej chwili instruował kierowcę rajdowego o zakrętach, nigdy nie skończyli by oni wyścigu. Gdybym ja miał nawigację samochodową, która dopiero 20 metrów przed zakrętem ,,mówiła” mi w jakim kierunku mam skręcić, oddał bym ją w prezencie komuś, kogo nie lubię. Wszystkie manewry na skrzyżowaniu mamy mieć przedstawione z takim wyprzedzeniem, byśmy mogli w sposób bezpieczny i zarazem komfortowy je zaplanować i wykonać.

Naszej koleżance ,,driver-ce” ogromnie gratuluję ja i cała kadra HigH Szkoły jazdy. Powodzenia na drogach, pamiętaj by nie trąbić na ,,ELKI”, ponieważ tam ktoś się również uczy a instruktor robi co może, by kursant jechał jak najsprawniej. Życzę Ci również, byś jak najdłużej pamiętała o dobrych nawykach, które staraliśmy się wpajać na każdych jazdach. Wam kursanci, życzę powodzenia na waszych egzaminach a kilkoro z Was ma go już w poniedziałek. Trzymam kciuki i wiem, że będzie dobrze. (PS)

 

Wesołego Alleluja

Wiele ludzi wyjeżdża na święta. Również ja z moją rodziną jutro mamy do pokonania ponad 450 km. Jedziemy na Lubelszczyznę. Płyny jak zawsze sprawdzone, światła również. Martwi mnie jednak fakt, że w ubiegły weekend zmieniłem opony. Pogoda nie zapowiada się przychylnie. Przelotne opady deszczu a nawet śniegu wciąż maja utrudniać podróż. Cóż, trzeba jechać wolniej i ostrożniej.

Z okazji świąt Wielkiej Nocy, życzę Wam wszystkim spokoju ducha, uśmiechu na twarzy i miłych chwil z najbliższymi. Jak zawsze również wszystkim podróżującym życzę szczęśliwego powrotu do domu, by statystyki z tego okresu były jak najbardziej optymistyczne i żebyśmy po świętach z nowymi  siłami mogli przystąpić do codziennych obowiazków(PS)

Tak dużo zadań macie na egzaminie

Witajcie

Jeździłem wczoraj z pewnym młodym człowiekiem pochodzącym z Pakistanu. Pracuje w Polsce po ukończeniu studiów. Posiada on prawo jazdy ale pakistańskie. W Polsce musi zdać egzamin państwowy, by móc zgodnie z prawem poruszać się po naszych drogach. Egzamin teoretyczny ma już za sobą, zdał za pierwszym razem. Wczoraj  jeździł ze mną przygotowując się do egzaminu praktycznego. Jeździ, powiedziałbym nieźle. Pokazywałem mu wszystkie elementy egzaminacyjne,radził sobie ze wszystkim bardzo dobrze. Nagle jednak stwierdził ,, there is so many tasks to do on egzam in Poland” ( W Polsce jest tak wiele zadań do zrobienia na egzaminie).  Uśmiechnąłem się i zapytałem, jak to wygląda w Pakistanie? Stwierdził, że tam egzamin jest bardzo łatwy. Po prostu trzeba wsiąść do auta i pojechać do jakiegoś skrzyżowania i wrócić. Dla niego jest niesamowite, że trzeba tyle jeździć po mieście, parkując, zawracając, że pod tyloma względami osoba jest oceniana.

Podobna sytuacja spotkała mnie dziś. Jeździła ze mną kobieta z Kamerunu. Mieszka  i pracuje w Poznaniu od kilku  lat. Ma prawo jazdy kameruńskie od  lat sześciu.  Nie musi zdawać w Polsce egzaminu, ale chce pojeździć trochę z instruktorem, ponieważ nie czuje się na drogach zbyt pewnie. Miałem z nią dziś pierwszą jazdę. Niestety, sama stwierdziła, że potrzebuje ich dużo więcej. Okazało się, że można zdać egzamin i posiadać prawo jazdy nie potrafiąc jeździć. To nie jej wina, że wymogi w jej kraju są tak małe. Ona też musiała po prostu przejechać krótki odcinek drogi, bez żadnego innego ruchu i to wystarczyło, by zdobyć uprawnienia, do poruszania się po drogach publicznych.

Dwa trochę różne przypadki, lecz łączy je jedno, otóż jak się okazuje, są kraje, gdzie zdobycie prawa jazdy nie wiąże się z jakąkolwiek wiedzą, czy umiejętnościami. Pamiętajcie moi drodzy kursanci, wielu obcokrajowców widzi w Was bohaterów. Twierdzą oni, że zdanie egzaminu w Polsce jest wielkim wyczynem, a niektórzy twierdzą, że wręcz niemożliwe. Mam nadzieję, że teraz rozumiecie, że moment, w którym zdobywacie upragnione prawo jazdy pokazuje, że stajecie się kierowcami w całym tego słowa znaczeniu a nie tylko w jakiejś części, jak to bywa na świecie (PS)