coś dla motocyklistów

Witam Was

Dawno mnie tu nie było. Złożyło się na to kilka kwestii, niemniej jednak postaram się to nadrobić. Dziś chciałbym podzielić się z Wami moimi wrażeniami z imprezy, której współorganizatorem była Szkoła jazdy HigH.

Wczoraj  na torze w Bydgoszczy robiliśmy wszystko, by motocykliści mogli jeszcze bardziej przygotować się do tegorocznego sezonu. Impreza ta była przede wszystkim skierowana do posiadaczy motocykli turystycznych, ale i innych nie zabrakło. Ze wstępnych danych wynika, że odwiedziło nas ponad 60 ,,maszyn”. Uczestnicy mogli wziąć udział w jeździe po torze wyścigowym. Kilkanaście motocykli w jednej turze przez  piętnaście  minut. Takich tur każdy miał co najmniej trzy.  Każdy z uczestników mógł zasięgnąć porad naszych instruktorów, odnośnie techniki jazdy. Porad odnośnie płynów eksploatacyjnych udzielali eksperci z firmy MOTUL. Firma BIMOTO oferowała wiele motocyklowych gadżetów jak i wskazówek technicznych. Odbyły się pokazy ratownictwa medycznego, gdzie każdy z nas mógł przypomnieć sobie jak powinniśmy się zachować w czasie uczestnictwa w wypadku drogowym z udziałem motocyklisty. Była również możliwość przejażdżki na motocyklu, po torze razem z naszym instruktorem, co cieszyło się ogromnym zainteresowaniem. Nie zabrakło motocyklowego jadła z grilla, czy zaskakujących konkursów dla uczestników z naprawdę atrakcyjnymi nagrodami.

Mam nadzieje, że impreza ta będzie cykliczną, coroczną.  Widzieliśmy wiele uśmiechniętych osób, co pozwala myśleć, że bawili się dobrze. Jestem również przekonany, że ekipa instruktorów naszej szkoły jazdy swoją pracą i zaangażowaniem,  przyczyniła się do tego, że spośród uczestników (motocyklistów), kilku z nich w nadchodzącym sezonie będzie jeździło po naszych drogach w sposób bezpieczniejszy, ciesząc się jazdą i kończąc ten sezon ze wspaniałymi wspomnieniami.(PS)

Egzamin na pandzie

Cześć

Chciałem Wam wszystkim ogłosić, że nasza kursantka Alicja zdała jako pierwsza egzamin państwowy na naszym samochodzie Fiat Panda. Wszystkie elementy egzaminacyjne zdała pozytywnie, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że w związku z tym, że zdawała właśnie egzamin na naszym aucie, stres związany z zaskoczeniem, co do samochodu WORD-owskiego,  ją ominął. Uczyła się przez kilkadziesiąt godzin na tym właśnie aucie i na nim zdawała egzamin . Nie bała się, że pedał sprzęgła, hamulca, czy gazu na nieznanym aucie ją zaskoczy. Uważam, że jest to niesamowity komfort. Nowe przepisy dają Wam tą możliwość, by uczyć się i zdawać egzamin na tym samym aucie.

Alicja, cała ekipa szkoły HigH gratuluje.

Chciałem jeszcze napisać kilka słów odnośnie swoich odczuć, będąc w WORD, w miejscu, gdzie Wy wszyscy oczekujecie ma egzamin. Podstawiłem Pandę i miałem możliwość  oczekiwania w poczekalni, gdzie kandydaci oczekują na swoja kolej egzaminu praktycznego. Obserwowałem wszystko, w jakim wieku, jak ubrane i jak zachowują się osoby oczekujące na egzaminatora. Wielka koncentracja i skupienie. Wydawało mi się jednak, że większość z tych osób, była niesamowicie zestresowana. Przypomniała mi się scena z mojego ulubionego filmu ,,Gladiator”, gdzie właśnie gladiatorzy, przed wejściem na arenę, stali w ciemnym tunelu, oczekując na swoja kolej. Wielki strach, niepewność i obawa, co stanie się z nimi, gdy wejdą na pole walki. Zdumiewające jest to, że wszyscy zapewne są w 100% przygotowani do egzaminu. Na pewno tak jest, jeżeli chodzi o jazdę po łuku. Co się jednak dzieje, gdy przychodzi egzaminator i wyczytuje imię i nazwisko? Widać totalną tremę i strach. Wyjście, opowiadanie o   płynach, sprawdzenie świateł i co? Jazda po łuku. Z pośród kilkudziesięciu osób, które obserwowałem, tylko trzy poprawnie wykonały to zadanie, czyli łuk! To niesamowite, przecież wszyscy zapewne ćwiczyli ten element wiele razy, a jednak większość w tym momencie robi to w sposób nieprawidłowy, i oblewa egzamin na samym jego początku. Jednym z czynników wpływającym na ten wynik jest zaskoczenie, związane z działaniem i specyfiką auta. Hamulec, gaz , sprzęgło wiele razy zaskakuje. Ten perfekcyjny manewr ( jazda po łuku) musimy wykonać autem, którym nigdy nie jeździliśmy. Każdy samochód, mimo tej samej marki, modelu, różni się czasem w sposób znaczny. Nauka na tym samym aucie i zdawanie na nim egzaminu, eliminuje  efekt zaskoczenia. Wsiadamy do ,,naszego i znanego” samochodu i wykonujemy całą jazdę egzaminacyjną bez jakiegokolwiek stresu, nic nas nie zaskoczy . Moim zdaniem, jest to niesamowity komforty i obecne przepisy daja Wam taką możliwość. (PS)

 

egzaminacyjne emocje

Witam wszystkich

Dziś chcę podzielić się z Wami wrażeniami z przebiegu egzaminu wewnętrznego kategorii B. Nie byłem instruktorem przeprowadzającym go, ale w jakimś stopniu dotyczy mnie, ponieważ byłem instruktorem jeżdżącym najwięcej z tą sympatyczną osobą. Nie jest moim celem opisywanie przebiegu tegoż egzaminu, ponieważ został zdany. Chodzi mi bardziej o emocje jakie towarzyszyły tej osobie podczas jego przebiegu. Kursantka ta jeździła bardzo dobrze. Z godziny na godzinę  widać było wyraźny rozwój kogoś, kto nigdy samochodem przedtem nie jeździł. Ostatnie dwie godziny jazd, krótkie przypomnienie na placu manewrowym ,żadnych problemów na ,,łuku” ,osoba gotowa w 100% do egzaminu wewnętrznego.

Dziś dzień egzaminu. Krótka rozmowa w oczekiwaniu na kolegę,  który będzie egzaminował. Nie poznawałem swojej kursantki , była tak zdenerwowana i zestresowana .  Osoba, która kilka dni temu ,,pływała” po łuku, teraz  jechała niesamowicie nerwowo. Było  widać, jaki stres towarzyszy jej jeździe. Wiem, że podczas jazdy w mieście, było podobnie. Po zakończeniu, mimo oceny pozytywnej,  rozczarowanie i niezadowolenie. Moim zdaniem zupełnie nieuzasadnione, ponieważ  wystarczy opanować emocje, a o wynik egzaminu państwowego  jestem całkowicie spokojny, znając jej umiejętności.

Obserwując ten egzamin, chciałem zwrócić uwagę Was wszystkich ,,kursantów”, jakie  emocje (trema, stres, strach, panika) mogą was dopaść na egzaminie państwowym. Nasz egzamin wewnętrzny, jak już kiedyś pisałem, staramy się przeprowadzać w taki sposób, byście mogli tą atmosferę poczuć, zanim znajdziecie się w WORD.  Będziecie wówczas w jakimś stopniu mniej zaskoczeni i odrobinę przygotowani na emocje, które się wtedy pojawią. Uwierzcie mi, że dla nas, waszych instruktorów, nie jest to łatwe, gdy widzimy, że ,,zżera was stres”, ale wiemy, że w ten sposób, pomagamy Wam uodpornić się odrobinę na to, co Was będzie czekać tam, gdy waszego instruktora już nie będzie. (PS)

 

 

Dzień kobiet

Witam wszystkie kobiety uczące się sztuki jazdy i te, które już tą sztukę posiadły. W tym Dniu życzę Wam wszystkim, powodzenia w życiu codziennym i samych przyjemnych i szczęśliwych chwil  za kierownicą, oraz samych kulturalnych zachowań ze strony nas mężczyzn. Pozdrawiam gorąco. (PS)

niechęć do eLek

Witam

Chciałem dziś opowiedzieć Wam o sytuacji, która zastała mnie i moją kursantkę ostatnim razem. Wiemy doskonale w całym środowisku nauki jazdy, że  eLki nie są mile widziane na drogach.  Kierowcy bardzo często okazują niechęć i wiele razu czuje się na drodze jak intruz. Pewnie wielu instruktorów odczuwa to samo. Mam jednak pytanie do kierowców. Gdzie ci wszyscy początkujący kierowcy mają uczyć się tej trudnej sztuki? Na placu manewrowym? Kiedyś trzeba wyjechać na drogi publiczne i oswajać się z rzeczywistymi sytuacjami. Wyobraźmy sobie, że kursant uczy się na zamkniętym torze jazdy, poza ulicami ogólnodostępnymi i po zdaniu egzaminu, z prawem jazdy w ręku wyjeżdża po raz pierwszy na drogi publiczne. Łatwo sobie wyobrazić  jego zagubienie. Jaki byłby bałagan i ile niebezpieczeństwa spowodowanego jego  zachowaniem. Lepiej chyba, że podczas nauki w towarzystwie instruktora, taka osoba oswaja się z warunkami, w których będzie poruszać się w przyszłości sama.

Mimo wszystko, kiedy tylko mogę, staram się początkowe jazdy wykonywać w takich miejscach, gdzie nikomu nie będziemy przeszkadzać. Tak, też było i tym razem. Pierwsze zawracania i nauka parkowania skośnego i prostopadłego. Robię to zawsze z kursantami w rejonie Malty, przy byłej fabryce znanego alkoholu. Droga bez przejazdu, fajne miejsca do zawracania i parkowania. Żadnych samochodów. Czasem tylko ktoś podjeżdża, by pójść z psem na spacer lub pojedynczy samochód nauki jazdy by potrenować, jak i my tym razem. Nikogo nie ma , więc trenujemy parkowanie skośne po lewej stronie. Widzimy jednak starszego pana idącego powoli , bardzo powoli, w kierunku miejsca,  na którym chcemy zaparkować. Mówię więc do kursantki ,,zaczekaj, niech pan sobie przejdzie”. Widać doskonale gdzie chcemy wjeżdżać, stojąc z włączonym kierunkowskazem. Pan ten podchodzi i patrząc na nas, staje na miejscu, z którego chcemy skożystać. Zdumieni nieco czekamy. Pan stoi patrząc na nas. Mimo wszystko, z uśmiechem na twarzy pokazuję panu, że chcemy skorzystać z tego miejsca. Pan zaczyna coś mówić, więc otwieram szybę i jeszcze raz proszę, czy mógłby stanąć dalej, ponieważ chcemy wjechać w  miejsce parkingowe. Pan podchodzi i mówi mniej więcej tak. ,,Co, jak starszy człowiek, to już go trzeba przeganiać?” Byłem zaskoczony. Powiedziałem mu, że przecież widział, co zamierzamy i mógłby stanąć gdzieś indziej, ponieważ jest tam przecież wiele miejsca”. Nadal dyskutował i komentował. Powiedziałem w końcu, że przecież kulturalnie poprosiłem go, by odszedł, ponieważ byliśmy tu pierwsi, że widział, że czekamy aż przejdzie itd. Odpowiedział mi machając ręką, że na temat kultury to żebym się nie wypowiadał, ponieważ nie mam o niej pojęcia. Eksplozje miałem w brzuchu ale nie dałem się sprowokować. Odpowiedziałem  na zakończenie, że dzięki niemu ta młoda osoba, czyli kursantka, zobaczyła jaki jest stosunek dorosłych osób do uczących się i dał tym ,,wspaniały” przykład. Odszedł obrażony, a ja do teraz nie wiem, co on miał na myśli i jaki miał w tym cel. Człowiek ten stał niedaleko obserwując nas (robiliśmy dalej swoje) i po chwili dobiegali do niego jacyś zawodnicy. Domyśliłem się, że to ich trener. Uczył ich i trenował, czyli powinien coś wiedzieć, na temat kształcenia i wychowania młodzieży.  Pokazał jednak, że chyba nie do końca tak było. (PS)

psychologia i nauka jazdy

Witam wszystkich

W weekend miałem okazję uczestniczyć w zajęciach, w ramach kursu dla kandydatów na instruktorów nauki jazdy kategorii B, prowadzonym przez naszą szkołę jazdy.  Jest to grupa młodych ludzi i jak już miałem możliwość zauważyć, bardzo ambitnych. Widać w nich zainteresowanie i zaangażowanie w zajęcia.  Cieszę się i jestem przekonany, że będą dobrymi instruktorami. Tym razem, nie jako wykładowca, lecz jako słuchacz,  razem z nimi przybyłem na zajęcia z psychologii w tematyce kursu, czyli w ruchu drogowym i jego nauczaniu.  Pomyślałem, że zajęcia prowadzone przez tak doświadczonego profesora muszą być interesujące i nie myliłem się.

Nie będę tu opisywał jego wykładu, ponieważ ciężko by mi było wyrazić to w tak profesjonalny sposób. Nie o to mi  chodzi  . Bardziej chciałem napisać, że co jakiś czas każdy z nas instruktorów powinien w takich zajęciach uczestniczyć. Nie mam tu na myśli terapii (puki co nie jest mi potrzebna ;-), lecz raz na jakiś czas spojrzenie z innej strony na naszą pracę. Jak wiemy, zawód instruktora nauki jazdy jest jednym z kilku  najbardziej stresujących. Jako emerytowany kontroler ruchu lotniczego, z pełną świadomością mogę to potwierdzić. Bycie instruktorem wiąże się z ciągłym stresem. Panowanie nad zachowaniem osoby uczonej, ogólnie ujmując oraz przewidywanie potencjalnych zagrożeń na drodze kilka godzin bez przerwy, są stresujące. Jednak z tym wszystkim potrafię sobie doskonale radzić. Doświadczenie w obecnej jak i poprzedniej pracy zrobiły swoje. Jednak nie te czynniki są dla mnie najtrudniejsze. Stresujące maksymalnie dla mnie jest zachowanie innych kierowców. Ludzi, którym poświęcę niebawem więcej miejsca. Mam tu na myśli ,,kierowców”, którzy nie mogą znieść samochodów nauki jazdy na ,,ich prywatnej” drodze. Takich, którzy widzą w nas intruzów i niejednokrotnie wymachując rękami z papierosem w ustach próbują przez zamkniętą szybę (widać ale nie słychać) uczyć nas instruktorów przepisów ruchu drogowego, czy kursantów sprawnego ruszania. Wiem, że nie wszyscy, tak jak oni, urodzili się wspaniałymi kierowcami. Niektórzy muszą się uczyć krok po kroku. Takie zachowanie niektórych (na szczęście w mniejszości) kierowców stresuje mnie najbardziej. Wiem w takim momencie, że wpływa to negatywnie na osobę przeze mnie szkoloną , która obwinia się często za to, że jakiś ,,szofer”, wścieka się.

Niemoc jaką wtedy czuję, w czasie takich sytuacji jest straszna. Nie mam możliwości zareagowania i choćby wytłumaczenia szanownemu kierowcy, że nie ma racji, że sam się kiedyś uczył itp. Świadomość, że zbeształ kursanta i instruktora (przyp. przez zamkniętą szybę) i z poczuciem satysfakcji odjechał jest przytłaczająca. Te zajęcia z psychologii pozwoliły mi po raz kolejny spojrzeć pod innym kątem na tą kwestię. Koleżanki i koledzy instruktorzy, pamiętajmy, że nie możemy usiłować naprawić świata związanego ze środowiskiem kierowców. Mamy robić swoje. Zawsze trafią się krytycy i eksperci w ruchu drogowym. Dla nas najważniejszymi osobami na drodze są kursanci. My za nich odpowiadamy i mamy ich szkolić zarówno zgodnie z zasadami ruchu drogowego jak i kulturą jazdy. My dziś mamy kształtować ich charakter jako kierowcy i zrobić wszystko, żeby byli tolerancyjni i wyrozumiali zarówno w stosunku do pieszych jak i innych kierujących i tych doświadczonych jak i uczących się. (PS)