szkolenie z bezpiecznej jazdy

Witam wszystkich

W sobotę wraz z Kingą, instruktorką  z naszej szkoły,  prowadziłem zajęcia z bezpiecznej jazdy. Nie było to jednak szkolenie dla doświadczonych kierowców, lecz dla naszych kursantów. Osoby kończące kurs i jedna osoba, która uzyskała prawo jazdy niespełna rok temu. Zajęcia te są w ofercie naszego ośrodka szkolenia. Początek zajęć, jak zawsze omówienie ich przebiegu, harmonogramu itd. Patrzę na twarze tych młodych i sympatycznych osób i widzę niepokój. Nie do końca wiedzą, co będzie się działo i co ich czeka. Widać brak pewności siebie.  Nie dziwię się, ponieważ  jakie, w gruncie rzeczy, doświadczenie na drodze mają te osoby? Niecałe trzydzieści godzin? To żadne, tylko pewne nawyki i zachowania w odniesieniu do sytuacji na drodze. Wiele jeszcze przed nimi po zdaniu egzaminu. Można powiedzieć, że to dopiero początek. Cieszę się, że pojawiły się na naszym placu, ponieważ świadczy to o nich, że chcieli przeżyć coś dodatkowego, co pozwoli im się odpowiednio zachować w sytuacjach ekstremalnych a kto wie, mogą nawet  uratować życie. Bezcenne doświadczenie.Już na starcie większe od innych kursantów.

Na początek  instrukcje uświadamiające ważność stanu opon, pozycji za kierownicą, zasady działania systemu ABS. Następnie praktyczne doskonalenie w manewrowaniu kierownicą w czasie pokonywania ostrych zakrętów. Część najważniejsza ,zajęcia przy wykorzystaniu płyty poślizgowej. Na początku widziałem niesamowicie asekuracyjną jazdę i ich wielkie oczy . Jednak po kilku podpowiedziach i dodawaniu im otuchy ,  zaczynała się bardziej odważna jazda.  Wpadanie w poślizg przy prędkości około 40 km/h przestało być przerażające a stawało się czymś normalnym i możliwym do kontrolowania. Zaczęły się odpowiednie odruchy, by wyprowadzać auto z poślizgu. Pod koniec zajęć widziałem w oczach, tych jeszcze  kandydatów na kierowców, coś w rodzaju iskierki,  jak u wytrawnego kierowcy. Szkolenie zakończyło się, jak zawsze, rozdaniem certyfikatów.

Zajęcia te dały nam instruktorom wiele satysfakcji , że przyczyniliśmy się do ,,metamorfozy” kilku naszych kursantów.  Widać było w nich odwagę i wiarę we własne siły. Po szkoleniu w sytuacjach naprawdę trudnych tym bardziej odważnie przystąpią oni do egzaminu państwowego, na którym wszystkie zadania już nie wydaja się tak straszne, jak wydawały się przed tymi zajęciami. (PS)

wytłumaczyć Norwegowi

Witam wszystkich

Dziś chciałbym opisać jazdę, którą miałem kilka dni temu z pewnym sympatycznym młodym człowiekiem. Jest on studentem jednej z uczelni w Poznaniu. Gdy zobaczyłem w moim grafiku dziwnie brzmiące nazwisko i imię, zorientowałem się, że to cudzoziemiec. Pomyślałem, OK muszę przestawić myślenie z ”hamuj” na ”brake”. Przed jazdą porozmawialiśmy chwilę i na moje pytanie skąd pochodzi, odpowiedział, że z Norwegii. Miałem przyjemność kilka lat temu być w tym przecudownym kraju w czasie ćwiczeń NATO, w których brała też udział moja jednostka lotnicza. Miałem okazję wtedy poznać kilka osób tej narodowości. Zawsze mili, pomocni ale i wymagający, zdyscyplinowani. Przestrzegający prawa i uczciwi. Wiecie, że tam motocykliści zostawiają kaski na motorze na parkingu i nikt z pewnością ich sobie nie  ,,pożyczy”?  Tak to u nich jest.

Jazda sama w sobie, od strony technicznej, bardzo dobra. Można by powiedzieć, nic szczególnego. Słucha, wykonuje poprawnie to, o co go proszę. Minimalne poprawki i korekty oraz uwagi z mojej strony.  Nie to jednak jest interesujące.  Pierwsza instrukcja na temat ,,warunkowej strzałki w prawo”.  Wykonuje prawidłowo, ale po chwili pyta. ,,Dlaczego więc inni nie zatrzymują się przed sygnalizatorem?” Staram się w sposób dyplomatyczny usprawiedliwiać zachowanie tych ,,kilku” kierowców.  Po jakimś czasie pyta, czy ma się zatrzymywać przed przejściem dla pieszych widząc ich stojących przed nim? Odpowiadam, że powinien itd., a na pewno, gdy pieszy jest na przejściu. Znów zauważam, że to co mu tłumaczę, nie jest dla niego przekonywujące. Mówi, że kierowcy w Polsce przecież tak nie robią. Co miałem mu odpowiedzieć, że kierowcy w większości pamiętają o pieszych dopiero gdy wysiadają z samochodu idąc w kierunku przejścia? Apogeum mojego wstydu i złości nadeszło, gdy jadąc 50 km/h ten młody człowiek został ,,otrąbiony” przez rajdowca w cudownej hondzie wymachującego rekami.  Widać było, że jest mu głupio i zapytał  ,, dlaczego on trąbi, przecież tu możemy jechać 50 i tak właśnie jadę?”

Opisywałem jakiś czas temu reakcję polskiego kierowcy jadącego za BMW na niemieckich numerach. Złość i śmiech, że tak się wlecze jadąc 50 na godzinę. Tu miałem do czynienia z reakcją obcokrajowca, który robił tak jak miał robić, czyli zgodnie z przepisami a widział na każdym kroku, że jest w tym zachowaniu jedyny a nawet brutalnie atakowany za to, że ich przestrzega. Uwierzcie mi, że nie wiedziałem co mam mu odpowiedzieć, jak zareagować i wytłumaczyć. przecież też jestem polskim  kierowcą. Wiem, ze Skandynawowie zachowują się na drogach wyjątkowo kulturalnie. Odniesienie do pieszych niesamowite, podejście do zakazów, nakazów i ostrzeżeń oczywiste, czyli prawidłowe i nie ze względu na wysokość mandatów, tylko po prostu z powodu kultury jazdy i świadomości zagrożeń na drodze. Tłumaczyłem, że nie wszyscy w Polsce tak jeżdżą, że tylko tacy rzucają się w oczy. Miałem jednak wrażenie, że moje słowa nie do końca go przekonały i to nie z powodu mojej angielszczyzny. (PS)

egzamin wewnętrzny

Witajcie

Wczoraj przeprowadzałem z osobą, o której już wcześniej pisałem, egzamin wewnętrzny. Oczywiście od razu powiem, że zdała go bardzo dobrze. Niektórzy mogą powiedzieć, cóż to jest egzamin wewnętrzny? Wiem, ponieważ wiele razy spotykam się z sytuacją, że kursant po ukończeniu kursu w jakimś OSK jeżdżąc ze mną na jazdach dodatkowych nie ma nawet pojęcia, jak przebiega egzamin Państwowy  a o wewnętrznym nawet nie słyszał. Wiele jest przypadków, gdy kursant nie do końca wie jak  wygląda egzamin państwowy a powinien wiedzieć wszystko. Gdy pytam, czy zdawały taki egzamin wewnętrzny? często widzę zdziwioną minę i odpowiedź; Nie! Pytam  wtedy ,, Podpisywałaś/eś wiele różnych dokumentów na koniec kursu?” Odpowiedź zawsze brzmi ,,Tak”. Odpowiadam wtedy – więc zdawałaś wewnętrzny egzamin ale na papierze, by ,,kwity” zgadzały się w szkole.

My zawsze przeprowadzamy egzamin wewnętrzny tak jak wygląda państwowy. Jest on przeprowadzany po wyjeżdżeniu przez kursanta 30 godzin (nie na ostatniej jego jeździe) i na nasz koszt. Czyli jest to nasz dodatkowa praca na rzecz kursanta. Bywa, że szkoły jazdy robią to wszystko właśnie na 30 godzinie  lub pobierają dodatkową opłatę za egzamin(ukryte koszta kursu) lub fikcyjnie robią to na papierze za kursanta. Ja staram się również wprowadzić w trakcie egzaminu ,,surową ” atmosferę. Tylko polecenia, poza tym cisza. Kierunkowskaz klika wtedy tak głośno jak nigdy dotąd.

Wie o tym również nasza bohaterka. Na początek część teoretyczna. Nie zawiodłem się, zdany za pierwszym razem. Podczas opowiadania o płynach eksploatacyjnych żałuję, że nie nagrywałem. Wykorzystał bym nagranie nie raz, by pokazać kursantom jak można się tego elementu właściwie nauczyć. Kolejne elementy (łuk, górka, jazda po mieście) wykonywane jak najbardziej prawidłowo. Na zakończenie parkowanie, wyłączenie biegu, hamulec ręczny itd. Ogólne omówienie i z czystym sumieniem ocena POZYTYWNA. Mina kursantki bezcenna i słowa  ,, naprawdę zdałam?”.

Widziałem, że były to dla niej emocje. Mimo, że przejeździliśmy wiele godzin razem, w czasie egzaminu atmosfera była ,,zimna”. Staram się wprowadzać właśnie taką, jaka  może zdarzyć się na egzaminie państwowym. Jeżeli poradzą sobie na egzaminie ze mną, wykonując wszystkie elementy poprawnie, nie będą aż tak bardzo zaskoczeni i zestresowani przed egzaminatorem. Robię to celowo, dla ich dobra, by byli na to gotowi. Oczywiście moje zachowanie jest udawane ale taki właśnie mam w tym czasie być.  Wiem, że nasza bohaterka poradzi sobie na egzaminie państwowym i przede wszystkim jestem przekonany, że będzie naprawdę dobrym kierowcą w pełnym tego słowa znaczeniu. Powodzenia koleżanko i do zobaczenia na skrzyżowaniach i oczywiście nie trąb na ,,naukę jazdy”. (PS)

brak paliwa i zioła

Witam wszystkich

Ostatnio jeździłem z pewnym młodym człowiekiem, który po niezdanym egzaminie zapisał się do naszej szkoły jazdy na zajęcia dodatkowe. Okazało się, że jeździ całkiem nieźle. Odpowiednie wyczucie sprzęgła w aucie, którym nigdy nie jeździł była naprawdę od samego początku na dobrym poziomie. Ogólnie cała jego technika była dobra. Co do zasad ruchu drogowego i manewrów, to uważam, że był on jak to nazywam ,,ofiarą zaniedbania”.  Na pierwszej jeździe poukładaliśmy sobie wszystko jak należy i uważam, że jest już dobrze. W czasie jazd oczywiście pogadaliśmy trochę i okazało się, że podczas dwóch naszych pierwszych godzin dowiedział się więcej ode mnie, niż od swojej Pani instruktor w czasie całego kursu. Powiedział, że jeżdżąc tam, nic prawie nie było mu tłumaczone. Pisaniu sms-ów i rozmów telefonicznych przez nią nie było końca. Tylko suche polecenia typy ,,w lewo”, ,,w prawo”, ,,nie ten pas”, itd.  Tłumaczeń typu ;, Jak to zrobić i dlaczego ten właśnie pas?”  z jej strony niestety  zabrakło . Kursant to nie małpa, tylko istota wyciągająca wnioski z zachowań, które musi zrozumieć. By je zrozumieć musi wiedzieć ,,dlaczego” i to jest jeden z najważniejszych elementów nauczania nie tylko jazdy samochodem.

Brak najmniejszego zaangażowania ze strony instruktorów w stosunku do swojego kursanta to nie wszystko. To co opowiedział dalej było dla mnie, przynajmniej na początku, niesamowicie zabawne. Otóż, podczas jednej z jazd, oczywiście poza miastem (jak większość z nich)  auto przestało jechać i silnik zgasł,co się okazało? Panu instruktorowi zabrakło paliwa! Nie mogłem w to uwierzyć. Jak można do tego doprowadzić?! Kursantowi każemy  patrzeć na kontrolki i zegary  a instruktor co? Przestało mnie to  śmieszyć , gdy pomyślałem, że tam właśnie  są jeszcze inne kontrolki. A gdyby zapaliła się kontrolka  systemu hamulcowego czy silnika?! Też pan instruktor by nie zauważył? W tym przypadku skończyło się tylko na 40 minutowym  oczekiwaniu na kolegę, który dowiózł paliwo w kanistrze. I tak minuty jazdy przepadły.

W czasie innej jazdy, tym razem z panią instruktor , nagle pani kazała się zatrzymać. Powiedziała tylko, czy mogli by  pomóc pozbierać zioła, które zauważyła, ponieważ są cenne i tak rzadko spotykane. Kilkadziesiąt minut panowie zbierali z panią ziółka na łące. Tego chyba nawet nie trzeba komentować ..

Powiem Wam, że trzeba mieć  dużo tupetu i  wyrachowania  , by tak traktować młodych ale jednak już dorosłych ludzi. Bez mrugnięcia okiem postępować w taki sposób. Pamiętajmy wszyscy (szanowne instruktorki i instruktorzy), że jak już pisałem ,, Kursant to nie małpa, tylko istota wyciągająca wnioski z zachowań, które musi zrozumieć…”  …i w końcu zrozumie. (PS)

 

zaangażowanie kursantów

Witajcie

Dziś chciałbym opisać Wam podejście jednej osoby do szkolenia na kategorię ,,B”. Zachowanie to jest dla mnie wyjątkowe i niestety nie częste  wśród kursantów, a szkoda. Z osobą tą miałem przyjemność jeździć kilkadziesiąt godzin. Nie jeździła ona wcześniej samochodem, więc zaczynaliśmy od zera .Pierwsze jazdy to oswajanie się z samochodem, nabywanie umiejętności kierowania, wprowadzanie kolejnych, coraz trudniejszych elementów szkolenia. Zawsze z uwagą słuchała opisu wykonywania manewrów i z dużym zaangażowaniem próbowała je wykonywać. Pamiętam jak na koniec zajęć, na których poznała ostatni element egzaminacyjny, stwierdziła, że wszystko jej wychodzi tak topornie. Usiłowałem jej wytłumaczyć, że po przejechaniu 12 godzin, nikt nie jest w stanie jeździć jak doświadczony kierowca. Tak jak jeździ obecnie jest naprawdę ponad normę na tym etapie. Wiem, że jej nie przekonałem. Ambicja tej osoby była większa  niż moje zapewnienia. Na każdych jazdach obserwowałem jak się rozwija i dojrzewa jako przyszły kierowca. Nie było zajęć, by nie zadawała pytań. Nie chodziło jednak o rzeczy, które można przeczytać w podręczniku, lecz o nieścisłości i kontrowersje pojawiające się np. w testach egzaminacyjnych, czy na drodze. Wiele również pytała o sprawy techniczne. Widać było, że interesuje się wszystkim, co związane z ruchem drogowym. Jestem przekonany, że  podręcznik który otrzymała  na wykładach ma widoczne ślady używania . Chodząc ulicą obserwuje znaki, ruch samochodów, zachowanie kierowców, opowiadając potem o swoich spostrzeżeniach.  Do dziś uśmiecham się, jak sobie przypomnę jej opowieści, że nawet jadąc autobusem MPK, staje za kierowcą i obserwuje jego jazdę od strony technicznej i taktycznej. Jak wielce jest zbulwersowana, gdy widzi jego zachowania na drodze, niezgodne z przepisami czy choćby kulturą jazdy.  Widać, że ta osoba nie przyszła na kurs tylko po to,by zdobyć prawo jazdy tylko, by być prawdziwym kierowcą, a to jest naprawdę różnica. Ona  żyje tym kursem ,a nie tylko na niego uczęszcza. Jeżdżąc z nią czuję się bezpiecznie, a to na egzaminie państwowym najważniejsze kryterium podejścia egzaminatora do osoby zdającej. Ewolucja jaką przeszła jako kierujący jest ogromna i mam pewność, że w przyszłości doskonale sobie poradzi na drogach.

Dlaczego  o tym wszystkim napisałem? Z dwóch powodów.  Pierwszy dotyczy kursantów. Pamiętajcie , że nawet największe zaangażowanie, doświadczenie i poświęcenie instruktora nie przyniesie efektu, gdy z waszej strony będzie go brak. Godziny odbyte na zajęciach teoretycznych i praktycznych nie wystarczą, by posiąść wystarczającą wiedzę. Potrzeba wielu godzin samodzielnej pracy i nauki.  Ja to nazywam  ,,życie kursem w trakcie kursu”.

Drugi dotyczy instruktorów. Pamiętajmy wszyscy, że jesteśmy pierwszymi, którzy towarzyszą tym początkującym osobom na drodze. To od nas zależy, jak ich przekonamy o słuszności i ważności przepisów, zasad i zachowania za kierownicą. To, jak  my ukształtujemy kursanta na samym  początku, takim będzie kiedyś kierowcą .  Mamy zrobić wszystko i  tak prowadzić zajęcia, by osoba wcześniej nie mająca do czynienia z motoryzacją zaczęła się nią interesować. By nie została rozczarowana i zniechęcona na samym początku swojej przygody z samochodem. Wszystkim nam na zakończenie życzę jak najwięcej takich osób jak opisałem, bo szkolenie wtedy jest naprawdę ogromną przyjemnością i satysfakcją.(PS)

 

 

szkoła bezpiecznej jazdy

Witajcie

Wczoraj miałem przyjemność szkolić trzy sympatyczne osoby w ramach bezpiecznej jazdy.  Dwie z dłuższym stażem jako kierowcy i jedna młoda osoba posiadająca prawo jazdy od roku, którą mama zapisała na zajęcia, co uważam za niesamowitą postawę i odpowiedzialność rodziców. Na wstępie opowiadałem o prawidłowym przygotowywaniu się do podróży. Ustawianie fotela (odległość, oparcie i zagłówek), odpowiednie ustawianie lusterek, prawidłowość i znaczenie zapinania pasów bezpieczeństwa. Następnie trening związany z prawidłowym manewrowaniem kierownicą przejeżdżając po specjalnym torze. Potem krótki wykład na temat opon samochodowych, ich rodzajów , charakterystyki i znaczenia jakie odgrywają odnośnie bezpieczeństwa. Wszystko odbywało się standardowo i bez niespodzianek. Gdy mieliśmy rozpocząć część zajęć na macie poślizgowej zauważyłem coś, co przykuło moją uwagę w aucie tej młodej i jeszcze niedoświadczonej osoby. Postanowiłem, że pierwszy przejazd wykonam jadąc z nią w aucie. W momencie wjazdu na matę poślizgową kiedy rozpoczęła skręt w lewo, zaciągnąłem jej hamulec ręczny powodując niekontrolowane obracanie samochodu.  Osoba ta była zaskoczona zachowaniem auta, co w tym momencie szkolenia jest oczywiste. Jednak coś jeszcze zaskoczyło ją dodatkowo. To, co w momencie naszego poślizgu i obracania auta działo się w kabinie z wszystkimi butelkami, pudełkami, pojemnikami było przeraźliwe. Po zatrzymaniu poprosiłem pozostałych uczestników szkolenia, by wszystkim im wytłumaczyć zagrożenie, którego doświadczyliśmy. Tej osobie kazałem wszystkie zbędne rzeczy z kabiny schować do bagażnika. Po całym szkoleniu osoba ta stwierdziła, że w ciągu kilku godzin dowiedziała się więcej na temat auta i samej siebie, niż w ciągu tego całego roku bycia kierowcą.

Wspomniałem wcześniej, że coś zauważyłem w jej aucie. W środku na podłodze za fotelem kierowcy leżała litrowa plastikowa butelka z napojem, która podczas hamowania mogła przetoczyć się pod pedał hamulca! W schowku drzwi kierowcy był płyn do mycia szyb, lecz nie mieścił się w nim i również wypadł na podłogę, na szczęście nie pod pedały. Z tyłu na półce leżały pudełka z chusteczkami, które znalazły się na przodzie samochodu. Na szczęście były papierowe ale gdyby cięższe?! Telefon i jakieś kosmetyki były dosłownie wszędzie!

Pamiętajcie, że w samochodach są odpowiednie schowki, w których możemy przewozić np. napoje i inne pojemniki, naczynia, lecz muszą się one w nich mieścić. Jeżeli wystają to w momencie hamowania działają jak blokady pedałów. Z tyłu wszystko to, co jest niezabezpieczone, w momencie hamowania działa jak pocisk raniąc pasażerów. Jest wiele systemów i urządzeń (bezpieczeństwo czynne), które zapobiegają zderzeniu samochodu z przeszkodą, lecz najważniejszym z nich jest element łączący kierownicę  z fotelem, czyli KIEROWCA. To nasza świadomość jest najważniejsza w całym procesie bezpiecznej jazdy, a systemy bezpieczeństwa są tylko pomocą dla inteligentnych kierowców. (PS)