egzamin oczami kursantki

Witajcie

Dziś chcę Wam przedstawić treść maila, jakiego otrzymałem od mojej kursantki po zdanym egzaminie. Oczywiście za jej zgodą umieszczam go w oryginalnej formie. Dramatyzm i emocje opisane przez nią są zarazem zabawne, jak i pouczające. Pomyślałem więc, że opis ten może być pomocny dla wszystkich, przed którymi w niedalekiej przyszłości egzamin na prawo jazdy. W tym miejscu również chciałem podziękować autorce maila i raz jeszcze pogratulować pozytywnego wyniku.  Życzę wszystkiego najlepszego na polskich drogach.

Witam!
Emocje ochłonęły – mogę opisać spokojne cały egzamin. I przepraszam, że nie przedstawiłam się przez telefon, ale to euforia i schodzący ze mnie stres :-)
Czekałam ponad 1,5 godziny. Cały czas powtarzałam sobie słowa, że będzie dobrze. Wywołali mnie. Uff w końcu. Podchodzimy do auta, miałam pokazać klakson i kierunkowskazy. Podjeżdżamy na kopertę. Egzaminatorowi zgasła Panda. Przesiadamy się. Nie zapomniałam o światłach. Jadę,  będzie dobrze. Skręcam i widzę że coś jest nie tak. Za dużo asfaltu w lewym lusterku. Zatrzymałam się. Druga próba. Jadę znowu do przodu mówiąc na głos, że przecież to umiem. Obok widzę jak Renault Clio zaraz we mnie wjedzie, ale nie mogę się znowu zatrzymać. Zamykam oczy i przejeżdżam ciut szybciej. W lusterku widzę jak pachołek spadł, a za nim czerwone auto wjechało na mój pas. Wrzucam wsteczny, jadę do tyłu. Jest o wiele lepiej niż za pierwszym razem. Nim się obejrzałam byłam już w kopercie. Egzaminator otwiera drzwi i siada koło mnie, wydając polecenie, że teraz jadę na wzniesienie. Pokierował, żebym trzymała się bliżej prawej strony, bo inaczej nie wjadę. Cóż za oznaka dobrego serca, pomyślałam. Wjeżdżam. Zaciągam ręczny. Gaz, sprzęgło i hamulec – jeeeej udało się!  Teraz miasto!
Jadę prosto, a następnie skręcam w prawo. Uważam na pieszych, jadę dalej prosto -jestem na pasie do skrętu w prawo. Słyszę – prosto. Widzę linie ciągłą, a włączyłam kierunkowskaz. Wpuszczają mnie – jest dobrze! Jadę bezpiecznie – 35/40 na godzinę, bo było dużo aut na drodze, szybciej po prostu się nie dało. Dojeżdżam do ronda Solidarności. Zdejmuje nogę z gazu i zaczynam hamować. Usłyszałam: „dynamika również jest oceniana”. Halo, to miałam depnąć pełen gaz i hamować z piskiem opon? A Eco Driving? Mniejsza. Zapaliło się zielone, mam zawrócić na rondzie. Zgasł mi silnik, ale szybko zapalam i jadę dalej. Manewr wykonany bezbłędnie. Przed pasami słyszę ze skręcamy w lewo. Dałam radę, kolejne zawracanie. Zatrzymuję się przed wjazdem i upewniam się czy nie wymuszę pierwszeństwa. Jest OK – jadę! Znowu słyszę, że za mną wlecze się sznur samochodów. Patrzę na licznik – 40. „Rób swoje” pomyślałam. Przyszedł czas na uliczki jednokierunkowe i znaki stop. Usłyszałam, że wykonałam błąd, ponieważ na uliczce jednokierunkowej nie włączyłam kierunkowskazu, że delikatnie omijam auto. Parkowanie równoległe i zawracanie na ulicy – perfekcyjne. Ograniczenie do 30 a egzaminator pyta mi się  jaki tu jest znak. Odpowiadam, że można tu jechać maksymalnie 30 (na liczniku 23 km) „No to może szybciej?!” Przyspieszyłam do 27. Przepuściłam pieszych, zatrzymałam się na czerwonym – dostałam zieloną strzałkę i rozejrzałam się czy nie ma pieszych. Na ulicy Winogrady miałam gdzieś skręcić w prawo, przed skrętem rozejrzałam się czy nie ma rowerzystów.
Wszystko super – jadę Chawelańską do Wordu! Ale jak to koniec? Na bank mnie uwali, że za wolno jechałam albo za kierunkowskaz – za szybki egzamin. Zmarnowana podjeżdżam do Wordu – górka. Zaciągam ręczny i robię tak jak na wzniesieniu. Szlaban unosi się i jadę powoli na miejsce parkingowe. Dostaję kartkę a tam POZYTYWNY! Zachowałam się jak prawdziwa dama – podałam rękę  „Dziękuję i do widzenia”. Wzrok pana egzaminatora był paskudny, ale podał rękę. Więcej go nie zobaczę i całe szczęście :-)
Sami widzicie, że czasem egzaminator może ,,podpuszczać”. Mam tu na myśli prędkość. W strefach 30, czy w strefie zamieszkania nie warto jechać 30 km/h. Łatwo przekroczyć prędkość i wtedy egzaminator z satysfakcją zaznaczy błąd. Jadąc kilka km/h mniej nic złego Was nie spotka.  Ograniczenie prędkości to nie nakaz poruszania się równo z nią. Mamy jechać nie więcej, niż wyraża znak ograniczający prędkość. Nasza bohaterka nie uległa uwagom egzaminatora i robiła to, co uważała za słuszne i prawidłowe. Dzięki temu zdała egzamin i stała się kierowcą ;-).
(PS)

warunkowa strzałka, czyli listy od czytelników

Witajcie

Dziś postaram się odpowiedzieć na list od Czytelniczki i pytania w nim zawarte. Oto jego treść.

Dzień dobry!
Ja jestem z Wrocławia, ale przed egzaminami czytałam Pana blog, na który przypadkiem się natknęłam. Miałam wspaniałego instruktora, ostrego, ale przed egzaminem wewnętrznym byłam przygnębiona, że nie sprostam jego wymaganiom. Nagle przeczytałam Pana uwagi o egzaminach państwowych, „dokąd masz się spieszyć? Na egzaminie nie masz zdążyć”, i to był przełom. Mój instruktor jest ostry i niby to samo mówił („pośpiech zgubi panią na sto procent”), ale trzeba to było przeczytać w wersji bardziej łagodnej. Powiedziałam wtedy instruktorowi, że ja się boję i muszę zdawać na spokojnie, wyraźnie mu to powiedziałam, i wtedy zrozumiał, że musi przeprowadzić bardzo łagodną lekcję. Egzamin wewnętrzny zdałam dwa dni „po blogu”.
Krótko mówiąc, wykonał Pan po raz kolejny dobrą pracę. 
Miesiąc później, w ten poniedziałek, zdałam praktyczny w WORD. Długo by opowiadać, ale dwa poprzednie oblałam w WORD za pośpiech (manewry).
Mam prośbę, żeby omówił Pan takie kwestie na blogu:
  • Sygnalizator warunkowy. Dokładnie: gdzie się zatrzymać, kiedy, co zrobić, jak gdy w trakcie sygnał się zmieni! Ja miałam błąd, bo nie mogłam zrozumieć, że kiedy ja mam czerwone i strzałkę, a pieszy ma czerwone, mogę wjechać na pasy. Może to głupstwo, ale ten S2 myli mi się strasznie
  • Piesi. Instruktor uczył mnie tak, że jak pieszy już stał na krawędzi chodnika, miałam się zatrzymać (jak to jest na Zachodzie). Egzaminator się przyczepił, inni za to oblewają, jak się właśnie nie zatrzymam w tej sytuacji. Kodeks – już nie mam siły…
    Mogłam też ruszyć dopiero, jak całkowicie opuścił pasy – a tę zasadę jakaś osoba wyśmiała w Miesięczniku OSK jako „mit o egzaminatorach”.
    Poza tym, przepuszczam pieszego, wjeżdżając na drogę poprzeczną: i to chciałam zrobić, wracając z egzaminu i… „błąd”!
    Przyznam, że już mi się pomieszało: instruktor, egzaminator i Kodeks.
  • Instruktor uczył, że w miejscu nieoznakowanym STOP, ale niebezpiecznym, lepiej zrobić STOP i po rozejrzeniu się ruszyć. Znowu „błąd!”                                                                                                                                                       Dziękuję za, jak mawiają politycy, pochylenie się na tym przypadkiem!

Kwestię ,,warunkowej strzałki” opisałem  jakiś czas temu. Jednak przypomnę tylko, że strzałka ta świeci się wówczas, gdy nasz kierunek ma światło czerwone. W tym czasie kierunki poprzeczne dla pojazdów i pieszych mają lub kończy się im światło zielone.  Dojeżdżając musimy się zatrzymać (całkowicie unieruchomić auto), chyba, że strzałka włączyła się gdy już staliśmy na czerwonym świetle.  Możemy ruszyć przez poprzeczne przejście dla pieszych w dwóch przypadkach.

  1. Gdy piesi mają zielone światło, ale ich nie ma.
  2. Gdy piesi stoją, lecz mają czerwone.

Ruszając ostrożnie przez  przejście, nie koncentrujemy się już na strzałce (w trakcie ruszania musi się świecić a za naszymi plecami i tak zapewne już zgaśnie), lecz na poprzecznej drodze odnośnie samochodów.  Jeżeli auta na tej  drodze nie jadą, wtedy już bez kolejnego zatrzymania możemy wjechać skręcając na poprzeczną drogę.

Odnośnie pieszych, to przepis mówi wyraźnie, że osoba będąca na przejściu ma bezwzględne pierwszeństwo. Kierujący pojazdami mają obowiązek umożliwić im bezpieczne przejście na drugą stronę. Skręcając w drogę poprzeczną, niezależnie czy jest przejście wyznaczone czy nie, mamy jako kierowcy przepuścić pieszych będących już na jezdni. Cały czas piszę zwracając uwagę na fakt, że przepuszczamy pieszych będących już na przejściu, a nie stojącym przed nim jeszcze na chodniku. To istotny fakt, o którym musimy pamiętać.  Kwestia pieszych jest dość złożona.  Ucząc moich kursantów zwracam uwagę na to, że dojeżdżając do przejścia dla pieszych i widząc osobę stojącą przed przejściem (jeszcze na chodniku), musimy przeanalizować, czy pieszy obserwuje nadjeżdżające samochody i czy za nami jadą inne rozpędzone auta. To ważne, ponieważ nasze gwałtowne hamowanie przed przejściem mogło by zaskoczyć innych i nie wszyscy mogli by wyhamować.  Pieszy będący już na przejściu byłby zagrożony i mogłoby to spowodować jego potrącenie. Oczywiste jest to, że inni kierowcy nie mają prawa wyprzedzać nas, gdy zwalniamy przed przejściem dla pieszych, czy omijać nas stojących przed nim. Jednak by do tego nie dopuścić, powinniśmy zainicjować nasz zamiar zatrzymania i przepuszczenia pieszego z dużym wyprzedzeniem, wcześniej zwalniając a nie hamować gwałtownie w ostatniej chwili. Z wyjątkiem przypadku wtargnięcia pieszego na jezdnię przed pędzące auta, co oczywiście jest niezgodne z przepisami ale często przez nich nie przestrzegane. Wtedy hamujemy nie patrząc na inne samochody, ratując sytuację i unikając potrącenia osób na pasach. Natomiast, gdy poruszamy się z niewielką prędkością lub skręcając w drogę poprzeczną i widząc pieszego na jezdni, bezwzględnie mamy umożliwić mu przejście. Gdy stoi na chodniku i wyraźnie nas obserwuje, możemy (nie musimy) zatrzymać się i przepuścić go. Lepiej mieć kontrolę nad pieszymi stojąc – niż jadąc. Tę zasadę moi kursanci znają doskonale.  Pamiętać też należy, że nie musimy czekać do momentu, gdy przechodząca osoba zejdzie z jezdni. Jeżeli pieszy wchodził na jezdnię po naszej stronie i jest już na stronie lewej, oddalając się od nas, możemy obserwując go nadal, powoli przejechać przez przejście. Natomiast, gdy osoba wchodzi  po lewej stronie jezdni, zbliżając się do nas, w tym przypadku mamy czekać do momentu, gdy całkowicie zejdzie z przejścia.  Podsumowując, jeżeli nawet nie musieliśmy przepuszczać osoby stojącej jeszcze na chodniku,  ale postanowiliśmy to zrobić, nawet zbyt gorliwie, ale w sposób bezpieczny, egzaminator może to skomentować ale z pewnością nie będzie to powód niezdania egzaminu. Natomiast jeżeli nie przepuścimy pieszego będącego już na przejściu, egzamin będzie przerwany.

Co do ostatniego punktu, to zawsze tłumaczę, że nawet jeżeli nie jest to znak STOP tylko ,,Ustąp pierwszeństwa”, lub inna  sytuacje, gdzie musimy wjechać na inną drogę nie widząc zupełnie nic, co dzieje się na niej – lepiej się zatrzymać, niż jadąc doprowadzić do zagrożenia.  Nie tylko znak STOP czy czerwone światło każą nam się zatrzymać. Wiele jest sytuacji, gdy nie musimy ale możemy to zrobić. Kolejna moja zasada znana przez kursantów ,,Jeżeli nie jesteś pewien/pewna czy możesz kontynuować/rozpocząć jazdę czy się zmieścisz/zdążysz  – zatrzymaj się i czekaj aż w stu procentach będziesz pewna/pewny, że twój manewr będzie bezpieczny. Jeżeli nie musimy,  lecz zatrzymamy się z braku dostatecznej oceny sytuacji przed wjazdem na skrzyżowanie, ponieważ mamy wątpliwości, lepsze to, niż nie zatrzymać się i stworzyć zagrożenie.  W takim przypadku może, ale nie musi się zdarzyć, że egzaminator ,,nieprzychylnie” to skomentuje. Jednak nie będzie to powód do niezdania egzaminu. Jeżeli jednak nie zatrzymamy się i stworzymy sytuację niebezpieczną, to ewidentnie egzamin będzie niezdany.

Mam nadzieję, że pomogłem choć trochę w wyjaśnieniu tych kwestii. Czekam na kolejne pytania i nurtujące Was sprawy. Dziękuję Autorce tego listu za miłe słowa i życzę sukcesów na polskich drogach. Oczywiście gratuluję serdecznie zdanego egzaminu. Pozdrawiam (PS)

 

Bądź widoczny na drodze

Witam Was

Dziś Święto Zmarłych, zatem i wielu odwiedzających groby, poruszający się na drogach w okolicach cmentarzy.  Jesienna aura, wcześniej robi się ciemno. Widoczność na drodze maleje z powodu opadów deszczu, czy zamglenia.  Jeżdżąc dziś samochodem na niedługim dystansie, byłem wykończony ciągłą koncentracją i wypatrywaniem osób chodzących przy jezdni. O czym chciałbym dziś napisać? O nieświadomości i nieodpowiedzialności pieszych.  Nadal niewiele osób poruszających się po zmroku w pobliżu drogi zdaje sobie sprawę z faktu, że nie są w ogóle widoczne. Przypomnę przepis, który mówi, że poza obszarem zabudowanym, piesi są zobowiązani do noszenia elementów odblaskowych po to,  by mogli być widziani przez kierowców z odległości umożliwiającej zareagowanie i bezpieczne ominięcie osoby w pobliżu jezdni. Na obszarze zabudowanym takiego obowiązku nie ma, z założenia, że w mieście drogi są oświetlone przez latarnie. Generalnie jednak nie wszędzie i nie zawsze jest to światło wystarczające, by kierowcy mogli obserwować wszystko i wszystkich na i w pobliżu jezdni.

Piesi nie zdają sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo się narażają gdy nie są dostatecznie widoczni. Ogólne przekonanie, że przecież samochód jadący na włączonych światłach dostatecznie ich oświetla, jest błędne. Światła mijania świecą na dystansie około 40 m. Pieszy więc dopiero  z takiej odległości będzie widziany przez kierowcę. Nie wcześniej! Przykładowo –  kierowca jedzie poza obszarem zabudowanym z prędkością  90 km/h. Przeliczając jego  prędkość, okazuje się, że w ciągu 1 sekundy przemierza dystans około 25 metrów.  Więc kierujący autem zauważy pieszego na niespełna 2 sekundy przez dojechaniem do niego. Jak wiemy, czas reakcji kierowcy na zagrożenie wynosi również około 1 sekundy.  W zasadzie nie ma czasu ani szansy na bezpieczne ominięcie osoby widzianej z tej odległości idącej zbyt blisko krawędzi jezdni. Nie wspominam już i nie uwzględniam drogi  hamowania.  Na żadne hamowanie nie będzie już niestety czasu! Jeżeli jeszcze dodatkowo kierowca zbliżający się do pieszego ma nadjeżdżające z przeciwka auto, nieco go oślepiające, nie ma szansy na zauważenie i uniknięcie potrącenia pieszego.  Często również widzę pieszych idących po stronie prawej. Błąd! Piesi mają obowiązek iść po lewym poboczu, by iść po stronie nadjeżdżających z przeciwka, obserwując samochody zbliżające się w ich kierunku i w razie konieczności zejść dalej na pobocze. Idąc po stronie prawej, nie mają możliwości zareagowania w odniesieniu do aut zbliżających się do nich od tyłu.

Poruszanie się po odpowiedniej stronie drogi i używanie elementów odblaskowych, umożliwia obserwację i zauważenie pieszego kierującemu autem z odległości nawet 150m. Jest to ogromna różnica i szansa na ewentualne uniknięcie potrącenia osoby idącej zbyt blisko krawędzi jezdni. Zdjęcie powyżej pokazuje wyraźnie różnice w widoczności osoby bez, jak i  z elementami odblaskowymi. Nie muszą to być fabrycznie umieszczone odblaski na ubraniach, czy kamizelki. Wystarczą niewielkie paski czy bransoletki odblaskowe. Ja sam,  biegając dla treningu wieczorem, mimo że w większości po chodniku na oświetlonej drodze, mam na ręku odblaskową bransoletę. Przy mojej torbie,  z którą jeżdżę do pracy, również mam taki odblask. Wiem, że strumień światła z reflektorów auta nie odbija się od moich ciemnych ubrań, tylko jest przez nie pochłaniany. Element odblaskowy natomiast odbija światło i jest widoczny z daleka, więc i ja dla kierowców jestem z daleka widoczny.  Pamiętajmy o tym wszyscy i nośmy ,,odblaski”, gdy poruszamy się w pobliżu jezdni. Nieważne, czy jest to obowiązkowe poza miastem, czy nieobowiązkowe w mieście.  Chcemy być bezpieczni? Tylko wtedy będziemy, gdy inni będą nas widzieć.   (PS)

Ważny moment dla każdego instruktora

Witam Was

Chciałem się pochwalić prezentem, który otrzymałem od osoby, którą uczyłem.  Naprawdę świetny i podejrzewam pracochłonny.  Treści nie zdradzę, jednak słowa, które przeczytałem były dla mnie wręcz wzruszające.  Osoba ta opisała swoje odczucia na temat mojej pracy i sposobu szkolenia. To niesamowicie ważne, gdy dowiadujemy się, że nasza praca przynosi efekty i nie jest czymś upiornym i strasznym dla osoby szkolonej.  Świadomość, że stres w czasie kursu jest związany z ruchem drogowym, a nie z instruktorem. Słowa, że metoda, którą stosujemy, jest taka jakiej się od nas oczekuje, są budujące. To największa nagroda jaka może spotkać każdą osobę związaną z każdego rodzaju szkoleniem i edukacją.

Wszystkim  instruktorkom i instruktorom życzę takich podziękowań. To niesamowicie miłe i dające jeszcze więcej siły i cierpliwości w codziennych zajęciach.

Dziękuje serdecznie tej osobie i życzę spokoju na naszych polskich drogach.   (PS)

 

Opanowanie sprzęgła na egzaminie

Witajcie

Dostałem ostatnio maila od pewnej osoby będącej w trakcie kursu nauki jazdy. Osoba ta zadała pytanie związane z opanowaniem sprzęgła na egzaminie. Jak to zrobić by je wyczuć? Chodzi o to, że obawia się, że podczas wykonywania jazdy po ..łuku” sprzęgło może ją zaskoczyć i może to wpłynąć na jej  jazdę.  Pisze ona, że często w sytuacjach nagłych, ruszając, wyjeżdżając chce zrobić to szybko, co czasem powoduje zbyt gwałtowne puszczenie sprzęgła.

Zacznę od tego, że w czasie kursu przez 30 godzin jazd, musimy nauczyć się posługiwać sprzęgłem. Uwierzcie mi, że ten element jest najtrudniejszy dla Was wszystkich jeżeli chodzi o stronę techniczną jazdy samochodem. Od samego początku trzeba się koncentrować na puszczaniu sprzęgła. Sprzęgło puszczamy nie poprzez zdejmowanie z niego stopy, czy szybko podnosząc nogę. Stopa powinna opierać się piętą o podłogę, a pracować tylko przednia jej część na każdym z pedałów. Ciężar nóg ma spoczywać na pięcie. To odnośnie mięśni. Natomiast szybkość z jaką zwalniamy sprzęgło to co najmniej 2 sekundy. Swoich kursantów uczę w ten sposób, że od momentu całkowitego wciśnięcia sprzęgła do całkowitego puszczenia, dla ułatwienia i przyzwyczajenia,  mają nawet na głos liczyć słownie ,,sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa”. To daje nam dokładnie dwie sekundy.  (Tak jak liczą sekundy spadochroniarze w powietrzu nie patrząc na zegarek). Wtedy jest to właśnie powolne wprowadzanie włączonego biegu do pracy, co dzieje się wtedy bez żadnych szarpnięć i ewentualnego zdławienia silnika i jego zgaśnięcia. Jeżeli ten sposób nie za bardzo pasuje, tłumaczę jeszcze jeden. Zwalnianie sprzęgła na dwa tempa.  Wyobraźcie sobie, że cała wysokość zwolnionego sprzęgła to np. 10 cm. Zatem na początku gdy je puszczacie unieście stopę tylko na ok 3 – 4 cm, po około sekundzie powoli puszczajcie całkowicie do reszty. To naprawdę dobry sposób.

Pamiętać również należy, że ruszając na pierwszym biegu w zasadzie nigdy nie puszczamy całkowicie sprzęgła. Dlaczego? Ponieważ po chwili (ok 3 sekundy – tyle trwa proces ruszania) wciskamy je ponownie i zmieniamy bieg na drugi. Albo chcemy parkując lub zawracając (jadąc po łuku) jechać powoli, czyli na pół sprzęgle. Jazda precyzyjna polega na tym, że poruszamy się do przodu i tyłu jak ,,ślimak”, natomiast manewrujemy kierownicą szybko jak ,,spłoszona sarna”. Jadąc po łuku najlepiej cały czas pracować sprzęgłem. Wciskając i puszczając powoli, raz za razem. Unikniemy wtedy rozpędzenia auta lub jego zatrzymania, oraz zgaśnięcia. Po prostu cały czas nim pracujmy.

Wracając do ruszania w każdej sytuacji, podczas jazdy w mieście. Nie starajcie się ruszać ,,natychmiast”. Nie starajcie się ruszać jak kierowcy obok Was. Na tym etapie na prawdę nie zawsze się uda. Ruszajcie tak żeby odjechać. Kiedyś będziecie ruszać razem ze wszystkimi, jednak nie na tym etapie doświadczenia jako kierujący. Tak już jest. Gdybym ja wsiadł na konia, to z pewnością nie ruszyłbym tak sprawnie jak dżokej, ponieważ nie mam takiego samego doświadczenia ;-).

Podsumowując. Nie obawiajcie się samochodów egzaminacyjnych i ich sprzęgieł. Jeżeli angażujecie się w naukę podczas kursu i przez cały jego przebieg świadomie operujecie wszystkimi pedałami, to nie będzie sprawiało Wam trudności żadne sprzęgło, jakkolwiek by ono nie pracowało. (PS)

bezpieczny odstęp podczas jazdy

Witam Was

W nawiązaniu do maila Pani Angeliki chciałem dziś odpisać na drugie pytanie, odnośnie zachowania bezpiecznej odległości podczas jazdy. Zacznę może od bezpiecznego odstępu podczas zatrzymania. Oczywiście ,Prawo o ruchu drogowym reguluje ten odstęp odnośnie tunelu, którego długość przekracza 500m. Mowa tam o odległości 5m podczas zatrzymania za poprzedzającym autem.  W innych przypadkach tłumaczę to tak, że powinniśmy zatrzymywać się, by widzieć tylne koła auta stojącego przed nami stykające się z asfaltem. Jeżeli zatrzymujemy się za blisko, nie mamy możliwości ominięcia samochodu.  W przypadku gdy, włączy on światła awaryjne , będzie jechał pojazd uprzywilejowany ,któremu musimy zrobić miejsce lub  chcemy zmienić pas , nie będziemy mieli miejsca na taki manewr .

Bezpieczna odległość podczas jazdy. To również regulują przepisy jeżeli chodzi o tunel o długości większej nić 500m. Mamy  zachować większą niż 50m.  Natomiast w pozostałych sytuacjach warto pamiętać o tzw. zasadzie 2 sekund. Polega ona na tym, że powinniśmy jechać za autem przed nami tak, by mijać ten sam punkt (znak drogowy itp) dopiero po co najmniej 2 sekundach. Nie ważne z jaka prędkością się poruszamy, ma być nie mniej niż 2 sek. Dlaczego? Otóż związane jest to z reakcją kierowcy. Jeżeli jedziemy i samochód przed nami nagle zaczyna hamować, to nasza reakcja (reakcja/wciśnięcie hamulca/rozpoczęcie hamowania) następuje po około 1 sekundzie.  Wiec jeżeli jedziemy za autem po takim czasie i zacznie on nagle hamować, to po naszej reakcji rozpoczniemy hamowanie w tym samym miejscu i najprawdopodobniej zatrzymamy się w tym samym punkcie, czyli wjedziemy w jego tył. No przecież nie oto chodzi.  Co zrobić by tego uniknąć? Otóż wystarczy jechać wspomniane 2 sekundy za autem i w razie jego nagłego hamowania, my zaczniemy hamować po około 1 sekundzie, lecz w punkcie nieco wcześniejszym i w rezultacie zatrzymamy się w bezpiecznej odległości za nim unikając wjechania w jego tył. Odległość będzie różna i zależna od prędkości z jaką się poruszamy my i auto przed nami.  Przykładowo na drodze z ograniczeniem 30 km/h będzie to około 16 metrów. Na autostradzie jadąc 140 km/h będzie to już dystans około 77 m.  Nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ liczy się tylko czas naszej reakcji. Pamiętajmy więc, że jadąc za samochodem, policzmy sobie od czasu do czasu ten dystans i nie jedźmy za samochodami w odległości krótszej niż 2 sekundy. Będziemy wtedy mieli  czas na ewentualna reakcję w razie nagłego hamowania samochodu przed nami. Nigdy wtedy nie wjedziemy w jego tył.

Mam nadzieję, że w sposób wystarczający i klarowny opisałem i wytłumaczyłem nurtujące Panią Angelikę pytania. Jeżeli macie jeszcze jakieś, zawsze służę radą i z przyjemnością pomogę w zrozumieniu tajników związanych z poruszaniem się po naszych drogach. (PS)

SZCZEGÓLNA OSTROŻNOŚĆ

Witajcie

Dziś postaram się odpowiedzieć na maila Pani Angeliki, mojej czytelniczki, która zapytała jaka jest różnica pomiędzy ostrożnością a szczególną ostrożnością. Wiem, że definicje książkowe nie zawsze są wystarczająco zrozumiałe. Co innego książki, a co innego życie, powiadają. Uważam, że w tematyce nauczania w ruchu drogowym problem tkwi w tym, że często to co zawarte w materiałach do nauki nie jest wystarczająco dobrze i trafnie interpretowane i tłumaczone podczas szkolenia praktycznego.

Prowadząc wykłady z moimi kursantami przedstawiam definicje i sytuacje związane z ostrożnością i szczególną ostrożnością. Nie poprzestaje jednak na suchych formułkach. Zawsze staram się każdą definicję podeprzeć potencjalnymi sytuacjami. To samo robię zawsze na zajęciach praktycznych. Może więc zrobię to tak jak z moimi kursantami.

Od momentu uruchomienia silnika kierujący ma obowiązek być skoncentrowany na podróży samochodem oraz, a może przede wszystkim, być ostrożnym. Każdy nasz manewr, czynność, musi być wykonywana  w sposób ostrożny.  Ostrożnie mamy się poruszać po drodze, być ostrożni w odniesieniu do innych uczestników ruchu. Oznacza to, że podczas całej podróży musimy po prostu uważać na wszystko i wszystkich.

W ruchu drogowym występuje jednak dodatkowo termin ,,szczególna ostrożność”.  Jest ona wymagana w kilku sytuacjach, które przedstawię. Jednak postaram się je podpierać przykładami, co zawsze robię podczas szkolenia.

Szczególną ostrożność ma obowiązek zachować :

  1.   Pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko. Oczywiście  dlaczego? Ponieważ pieszy w konfrontacji z autem lub tramwajem/pociągiem nie ma szans uniknąć obrażeń.
  2.   Kierujący pojazdem podczas włączania się do ruchu, zmieniając kierunek jazdy, zmieniając pas ruchu, podczas cofania, wyprzedzania, zbliżając się do skrzyżowania, do przejścia dla pieszych, przejeżdżając obok przystanków autobusowych/tramwajowych, zbliżając się do przejazdów dla rowerzystów, zbliżając się do przejazdów kolejowych/tramwajowych. Dlaczego? Ponieważ w każdym z tych przypadków  istnieje ryzyko zderzenia z innymi uczestnikami ruchu. Krzyżują się lub mogą krzyżować drogi kilku pojazdów (osób).
  3.  W czasie jazdy w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza. Wiąże się to z brakiem odpowiedniej obserwacji naszej drogi i jej okolic. Wszystko co może się pojawić na naszej drodze może być widoczne w ostatniej chwili i czas naszej reakcji by zapobiec niebezpiecznym sytuacjom może być za krótki.
  4.   Kierujący pojazdem przejeżdżając obok lub za autem nauki jazdy. Dlaczego?  Nigdy nie jesteśmy pewni jak zachowa się osoba szkolona. Na jakim etapie szkolenia się znajduje. Nigdy nie wiadomo kiedy wykona niespodziewany ruch kierownicą na boki i mimo reakcji instruktora, może to doprowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Jadąc za autem nauki jazdy musimy być gotowi na nagłe hamowanie takiego auta. Wiem doskonale, jak często kursanci na początku szkolenia mylą pedał gazu z hamulcem i chcąc nagle przyspieszyć auto staje w miejscu, ku zaskoczeniu jadących za nami.
  5.  Przejeżdżając w pobliżu autobusu przewożącego dzieci jak np. autobus szkolny. Nigdy nie możemy być pewni, czy nagle z za autobusu nie wyskoczy jakiś dzieciak, nie zdający sobie sprawy z zagrożenia.
  6.  Przejeżdżając obok pojazdu przewożącego osoby niepełnosprawne, podczas ich wsiadania czy wysiadania. Nie wiemy przecież w jakim stopniu te osoby są niepełnosprawne i gdzie nagle mogą się przemieszczać po wyjściu z auta.

Niebezpieczne miejsca są również oznakowane przez znaki ostrzegawcze. Również z tym wiąże się zachowanie szczególnej ostrożności. Podsumowując więc, szczególne sytuacje wymagają od nas zwiększenie uwagi, ostrożności i koncentracji. Wiąże się to również ze zmniejszeniem prędkości i byciem gotowym do natychmiastowego zatrzymania, by uniknąć zderzenia czy potrącenia. Zawsze moim kursantom tłumaczę to w ten sposób, że jeżeli jakakolwiek sytuacja wzbudza ich niepokój lub wątpliwości co do dalszej bezpiecznej jazdy, to znaczy że jest to sytuacja szczególna. Maja oni bardziej się na niej skoncentrować i w związku z tym wyobrażać sobie najgłupsze i najbardziej niebezpieczne rzeczy jakie mogą się  wydarzyć w takim momencie. Wtedy żadna taka sytuacja ich nigdy nie zaskoczy.

(PS)

 

Autem na wakacje

Witajcie

Jak co roku wybieram się z moją rodziną na wakacje.  Jedziemy oczywiście samochodem.  Chciałbym Wam przypomnieć, co jest ważne i na co należy zwrócić uwagę przygotowując się do drogi.  Ważne jest miejsce,  standard i pogoda. Pamiętać jednak należy również o samochodzie, który ma nas bezpiecznie zawieść tam i pozwoli bezpiecznie wrócić po wypoczynku.

Od czego trzeba zacząć? Od rzeczy, których uczymy się już na kursie nauki jazdy. Sprawdzamy i uzupełniamy płyny takie jak;

  • płyn do spryskiwaczy, który jest niezbędny dla dobrej widoczności przez przednią szybę
  • płyn chłodniczy, jego brak może spowodować przegrzanie silnika
  • poziom oleju silnikowego, niezbędny do prawidłowej pracy silnika
  • płyn hamulcowy,  w końcu trzeba się zatrzymać na miejscu odpoczynku :-).
  • Przed długą podróżą zawsze sprawdzamy ciśnienie w oponach.  Wpływa ono na bezpieczeństwo jak również na ekonomię spalania. Nieprawidłowe ciśnienie zwiększa zużycie paliwa o kilkanaście procent.

Kolejne bardzo ważne elementy, to światła. Sprawdzanie ich nie jest trudne dla kursantów a co dopiero kierowców. Warto jest mieć w samochodzie zestaw zapasowych żarówek. W wielu europejskich krajach wręcz jest to obowiązek. Sprawdzenie stanu technicznego gaśnicy samochodowej.  Stanie w długich korkach w upalne dni zwiększa ryzyko przegrzania silnika co może prowadzić nawet do pożaru.  Co do apteczki samochodowej, to w Polsce nie mamy obowiązku jej posiadania ( w autach do nauki jazdy są obowiązkowe), jednak zachęcam mimo tego do zakupu i wrzucenia jej do bagażnika. Zabiera niewiele miejsca, koszt to kilkanaście złotych, jednak oby nigdy, ale może być potrzebna nawet będąc już na miejscu urlopu.

Pamiętajmy również o zaplanowaniu trasy (nawigacja samochodowa, mapa ).  Podzielmy sobie podróż na dwa lub trzy etapy, zależnie od dystansu. Odpoczynek jest dla kierującego niezwykle ważny. Nie spieszmy się, przecież przed nami urlop. Wszystkim nam zależy na szczęśliwym dojechaniu na miejsce i zregenerowaniu sił wspólnie z najbliższymi.  Czego sobie i Wam wszystkim życzę (PS)

używanie kierunkowskazów

Witajcie

Napiszę dziś kilka słów na temat używania kierunkowskazów. Któregoś dnia zbliżając się z kursantką  do skrzyżowania z zamiarem skrętu w lewo, mieliśmy  zestaw znaków identyczny jak na zdjęciu powyżej. Byliśmy na drodze z pierwszeństwem przejazdu, która zmieniała kierunek w lewo. Dojeżdżając zadała mi pytanie  ,,Czy muszę włączać kierunkowskaz?”. Odpowiedziałem, że to oczywiste. Dlaczego miała wątpliwości? Powiedziała, że ktoś jej powiedział, że jadąc drogą z pierwszeństwem nie musimy włączać kierunkowskazów. Przekonałem ją, że musi włączyć i teraz już to robi wiedząc dlaczego.

Chciałbym teraz przekonać wszystkich kierowców błędnie interpretujących zasady używania kierunkowskazów. Wiele razy spotykam się z zachowaniem, gdzie kierowcy w podobnej sytuacji jadąc po drodze z pierwszeństwem nie sygnalizują tego manewru, a niektórzy nawet jadąc na wprost – włączają prawy. Doszło wręcz do absurdu i nikt nie wie skąd to się wzięło. Jadący w lewo/prawo – nie włączają kierunkowskazów a jadący na wprost- włączają lewy/prawy. Absurd!  Szanowni kierowcy, pamiętajcie, że KIERUNKOWSKAZÓW UŻYWAMY PODCZAS ZMIANY KIERUNKU JAZDY LUB PASA RUCHU. Jadąc w lewo czy prawo, tak jak przebiega droga z pierwszeństwem mamy obowiązek sygnalizowania innych o tym fakcie. Rozmawiałem kiedyś ze znajomym policjantem z ,,drogówki”, który stwierdził, że wiele zna przypadków, gdy kierowca jadący po drodze głównej nie włącza kierunkowskazu, a jadący z przeciwka z drogi podporządkowanej myśląc, że ten kierowca jedzie na wprost – wjeżdża i dochodzi do zderzenia. Jakie jest zdziwienie  bohatera jadącego po głównej drodze, gdy jako sprawca wypadku musi ponieść konsekwencje. Tłumaczenia typu ,,Przecież jechałem po głównej” nie wystarczą. Nikt przecież nie wiedział i nie widział zamiaru, że będzie on po niej jechał. Nie włączenie kierunkowskazu oznaczało, że ma zamiar jechać na wprost. Warto też pamiętać, że są kierowcy ,,wymuszający” odszkodowania na takich osobach. Czekają tylko na drodze podporządkowanej jadąc na wprost na tych, którzy bez kierunkowskazu skręcają w kierunku drogi głównej.

Podsumowując. nieważne czy droga z pierwszeństwem przejazdu przebiega w lewo, czy w prawo ale są inne drogi podporządkowane, mamy obowiązek sygnalizowania tego zamiaru poprzez używanie kierunkowskazów. Gdy mamy nakaz jazdy w lewo/prawo, nasz pas ruchu umożliwia jazdę w tych kierunkach, też mamy obowiązek włączania kierunkowskazów. Nie ważne, że innej możliwości nie mamy, nasze kierunkowskazy są dla tych, którzy zbliżają się do skrzyżowania z innych kierunków nie wiedząc i nie widząc naszych znaków, zakazów, nakazów itd. Naprawdę, włączanie kierunkowskazów jest czynnością dziecinnie prostą. Pokazujmy wszystkim nasze zamiary, byśmy byli przewidywalni, a tym samym wszyscy będziemy bezpieczniejsi. Teorie zaś odnośnie przepisów ruchu drogowego, drodzy wujkowie, ojcowie i kuzyni z całym szacunkiem, pozostawcie instruktorom, wykładowcom i innym zajmującym się nauczaniem i szkoleniem na naszych drogach.  (PS)

 

 

 

JAK PRZETRWAĆ EGZAMIN NA PRAWO JAZDY?

Witajcie

W ostatnich dniach miałem kilka  jazd doszkalających po nieudanych egzaminach państwowych. Nie chcę opisywać przyczyn ich niezdania, ale pomyślałem, że napiszę kilka porad, które mogą pomóc tym, przed którymi ten egzamin w najbliższym czasie. Wiemy, że jest on naprawdę stresujący.

  1.   Odnośnie stresu. Osobiście polecam swoim kursantom wieczorem do kolacji herbatkę z melisy. Do śniadania również herbata z melisy. Napój ten w żaden sposób nie otępia. Stresu nie zlikwiduje, jednak zmniejsza napięcia wewnętrzne, które często utrudnia manewrowanie choćby pedałami gazu, sprzęgła, czy nawet hamulca. To naprawdę działa.
  2.   Egzamin to nie wyścig. Trwa on minimalnie 40 minut. Jednak czynności na placu (omówienie płynu, sprawdzenie świateł, łuk i górka), trwają kilkanaście minut, więc jazda w ruchu drogowym trwa 20-30 minut.  Na placu wszystkie elementy wykonujcie spokojnie i powoli. Zanim odpowiecie na pytanie odnośnie sprawdzenia płynu, zastanówcie się i omówcie. Nie zaczynajcie odpowiedzi bez zastanowienia.  Podczas sprawdzania świateł również najpierw się zastanówcie. Żadnego pospiechu!
  3.  Jazda ,,po łuku”, to pierwsze zetkniecie z samochodem. Łatwiej, gdy jest to auto szkoły jazdy, tak jak to w przypadku HigH, gdzie nasi kursanci zdają egzamin na Fiacie PANDA.  Jest on im znany ze szkolenia. Zdając na Renault WORDu musicie szybko ,,poznać samochód”. Jadąc powoli do przodu ,,po łuku”, trzeba wyczuć działanie gazu, sprzęgła i niezwykle delikatnie użyć hamulca dojeżdżając do miejsca zatrzymania w kopercie. Cały przejazd musi być niezwykle powolny i precyzyjny. Pośpiech jest naprawdę ,,zabroniony”. Pamiętajcie, im jedziemy szybciej, tym droga staje się węższa. Każdy drobny ruch kierownicą powoduje duże odchylenia od nakazanego toru jazdy. Powolna jazda zapobiega powodowaniu błędów, a w razie ich wystąpienia, mamy czas i miejsce, by te błędy naprawić.
  4.   Ruszając na wzniesieniu z wykorzystaniem hamulca awaryjnego ,,ręcznego”, również nie ma mowy o pośpiechu. Nikt nie mierzy czasu wykonania ruszenia. Powoli i spokojnie a na pewno nic złego się nie wydarzy.
  5.   Wyjazd na miasto, czyli jazda w ruchu drogowym. Swoim kursantom ciągle powtarzam, że egzamin to kilkadziesiąt minut, podczas których musimy udowodnić egzaminatorowi, że zasługujemy na dokument uprawniający do samodzielnej jazdy. Nie istnieje pojęcie ,,zdążyć”. Dokąd mamy zdążyć? Wiele razy egzaminy są przerywane, podczas wymuszenia pierwszeństwa na skrzyżowaniu. Nie wolno nam zdążać. Mamy wręcz wykorzystywać nasze położenie, że skoro mamy przepuścić tych, którzy maja pierwszeństwo, więc czekamy! Nawet jeżeli egzaminator zwróci uwagę typu; ,,Ileż można czekać?!”. Wystarczy odpowiedzieć, że nie jesteśmy pewni, czy nie wymusimy pierwszeństwa i to wystarczy. Pamiętajcie, za zbyt długie czekanie egzaminator nie przerwie Wam egzaminu, za wymuszenie pierwszeństwa – zawsze! Nie mam tu na myśli czekania w nieskończoność, chodzi mi o to, że przepuszczając auta mające pierwszeństwo, macie czekać do momentu, gdy będziecie mieli 100% pewność, że możecie kontynuować jazdę. ,,Zdążając”, nawet gdy Wam się uda, przejedziecie więcej skrzyżowań podczas egzaminu. Na każdym z nich trzeba się prawidłowo zachować i starać się nie popełnić błędu. Spokojna jazda podczas egzaminu, a nie ściganie się. To najważniejsza zasada.
  6.   Słuchamy tylko poleceń egzaminatora. To bardzo ważne. Żadnych słów krytyki, ani pochwał nie wolno Wam słuchać. Jest to pewnego rodzaju gra psychologiczna. Czasem egzaminator chce wprowadzić element stresu. Zawsze mnie to dziwi, ponieważ egzamin sam w sobie jest niezmiernie stresujący. Niekiedy gdy czujemy, że egzamin już trwa długo, jedziemy w stronę WORDu, ze strony egzaminatora może paść słowna pochwała Waszych umiejętności. Nie wolno Wam tego słuchać. To może zdekoncentrować. SŁUCHAMY TYLKO POLECEŃ, nic więcej!
  7.  Myślcie tylko o tym, co dzieje się w danej sekundzie. Mam tu na myśli sytuację, gdy czujecie, że coś poszło nie tak, coś co nie do końca było poprawne. Nie rozmyślajcie o tym. Egzamin trwa i macie w pełni się koncentrować na tym co jest teraz a nie co było. Tak samo jak denerwowanie się na zapas. Może się zdarzyć, że będziecie jechać w kierunku nielubianego, lub nieznanego przez Was miejsca. Przerażenie ,,gdzie on mnie prowadzi” itd. Nie wolno denerwować się na zapas. Chwila obecna jest NAJWAŻNIEJSZA i na niej macie się koncentrować, by czegoś nie przegapić, przeoczyć!
  8.  Egzaminator nie może wydać Wam polecenia niezgodnego z Przepisami Ruchu Drogowego. Opowieści typu ,,kazał mi skręcić w prawo a tam zakaz wjazdu”, ,,Kazał mi zawrócić na skrzyżowaniu, a tam nie było to możliwe”. Bzdura. Egzaminator może najwyżej określić to słowami typu ,,Proszę na najbliższym MOŻLIWYM skrzyżowaniu zawrócić”, ,,Proszę w najbliższą MOŻLIWĄ  uliczkę skręcić w prawo”. Zgodne z przepisami? Oczywiście, że tak. Należy zawsze zachować szczególną ostrożność, gdy usłyszycie słowa o ,,możliwości”.
  9.   Notatki egzaminatora. Egzaminator może na bieżąco wypełniać kartę egzaminacyjną, lub zrobić to na koniec egzaminu. Może również notować jakieś uwagi. Nie wolno Wam zwracać na to uwagi. Nie zaglądajcie katem oka z myślą ,,Boże co on tam pisze?”. To wcale nie musi być nic złego. Może opisywać jakieś Wasze zachowanie, które było prawidłowe, ale jednak zdaniem egzaminatora mogło być wykonane lepiej, i tyle. Koncentrujcie się tylko na Waszej jeździe.

Zawsze przed egzaminem wewnętrznym tłumaczę moim kursantom  wszystkie te  elementy mając nadzieję, że chociaż w minimalnym stopniu pomogę im przetrwać te kilkadziesiąt minut tego ogromnie stresującego egzaminu. Oczywiście nawiązując również do faktu, że kolejnym chyba bardziej stresującym ,,egzaminem” z ich umiejętności będzie pierwsza samodzielna jazda samochodem, gdzie już nikt, w razie czego, nie zahamuje za nich. To dopiero będzie stres.

(PS)