INTENSYWNE SZKOLENIE

Witajcie

Dawno mnie nie było ale to z powodu intensywnego szkolenia, również w weekendy. Moi kursanci także często pytają, dlaczego tak dawno nic nie wpisywałem na blogu. Obiecuję, że nadrobię te zaległości.

Jak widać na zdjęciu powyżej, szkolimy całymi dniami, od wczesnego ranka do  późnej nocy. Wszystkie nasze Fiaty Panda oraz najnowszy nabytek Fiat 500, są eksploatowane maksymalnie jak tylko się da. Wiele osób szkolonych przeze mnie w okresie od mojego ostatniego wpisu zakończyło szkolenie, jak również pomyślnie zdało egzaminy państwowe. W tym kilkoro kursantów spoza naszego kraju. Wczoraj zdała egzamin dziewczyna z Norwegii, studiująca  w Poznaniu. Niedawno nauczyciel języka angielskiego pochodzący z Wielkiej Brytanii, uczący tego języka  polskich studentów, który również pomyślnie przeszedł egzamin. Samo szkolenie było również pomocne dla mnie. Ja uczyłem go zasad i przepisów ruchu drogowego, a on był dla mnie ,,surowym korepetytorem” mojego angielskiego. Jestem mu za to wdzięczny i teraz mogę szkolić osoby spoza naszego kraju bardziej literacką angielszczyzną ;-).

Nie miej jednak, najwięcej naszych kursantów jest z Polski. Mam wiele fajnych obserwacji i spostrzeżeń, którymi niebawem się z Wami podzielę. Jeżeli macie jakieś pytanie, czy wątpliwości odnośnie waszego szkolenia, ośrodków czy przepisów, piszcie na mój adres e-mail, wyjaśnię i wytłumaczę jak tylko będę potrafił.

(PS)

Zdany egzamin

Witajcie

Dziś chciałem pogratulować moim kursantom, którzy zdali egzamin na prawo jazdy fiatem Panda.  Wszyscy zdali za pierwszym podejściem. Szczególnie gratuluję i zarazem dziękuję koledze, który jest właścicielem pizzerii. Po zdanym egzaminie dostarczył nam wszystkim wspaniała i smaczną pizzę. Niesamowita była kolego. Tyle o niej słyszałem na naszych jazdach a dziś mogłem doświadczyć jej smaku. Gratulacje  i cieszę się, że dziś spełnia się Twoje marzenie. Mówiłeś, że prawo jazdy umożliwi Ci być bardziej mobilnym w prowadzeniu biznesu, jak również będziesz w końcu mógł sam osobiście dowozić swoje smakołyki klientom w całym mieście ;-). Wszystkiego dobrego kolego życzę Tobie, Twojej żonie i tej małej istotce, którą niebawem będziesz woził autem. Duża odpowiedzialność, ale jestem spokojny, bo wiem, że sobie poradzisz tak jak to robiłeś na jazdach i egzaminie.    (PS)

różnice miedzy stop i ustąp piwrwszeństwa

Witajcie

Dziś postaram się w kilku słowach wytłumaczyć różnice pomiędzy dwoma znakami występującymi przed drogą z pierwszeństwem.  Znaki te to ,,Ustąp pierwszeństwa” i ,,Stop”. Oba występują na drodze podporządkowanej zbliżając się do skrzyżowania z drogą z pierwszeństwem. W obu przypadkach dojeżdżając do skrzyżowania mamy obowiązek ustąpienia pierwszeństwa pojazdom na tej drodze. Różnica polega na tym, że nie w obu przypadkach mamy bezwzględny obowiązek zatrzymania przed skrzyżowaniem.

Znak ,,Ustąp pierwszeństwa”  występuje przed skrzyżowaniem i ostrzega nas o zbliżaniu się do drogi z pierwszeństwem, lecz dojeżdżając do skrzyżowania jesteśmy w stanie obserwować skrzyżowanie i ocenić, czy na drodze poprzecznej znajdują się jakieś pojazdy. Jeżeli tak, to w razie konieczności mamy się zatrzymać i ustąpić im pierwszeństwa.  Natomiast w przypadku braku jakichkolwiek uczestników ruchu na drodze z pierwszeństwem, bez zatrzymania możemy wjechać na skrzyżowanie.

Znak ,,Stop” również występuje przed skrzyżowaniem z drogą z pierwszeństwem, lecz zabrania nam wjazdu na skrzyżowanie, bez wcześniejszego zatrzymania. Zatrzymanie ma nastąpić tuż przed poprzeczną linią bezwzględnego zatrzymania (poprzeczna ciągła), w przypadku jej braku, tuż przed krawędzią drogi z pierwszeństwem.  Nie zatrzymujemy się przed znakiem. On tylko każe nam to zrobić w odpowiednim miejscu. Występuje on na drodze podporządkowanej, lecz dojeżdżając do skrzyżowania nie jesteśmy w stanie je obserwować ze względu na budynki, krzewy i inne obiekty. Musimy zatem obowiązkowo się zatrzymać (unieruchomić pojazd), rozejrzeć i po upewnieniu się, że wjazd na skrzyżowanie jest bezpieczny, kontynuować jazdę.

Podsumowując. Mając znak ,,ustąp pierwszeństwa”  nie zawsze musimy się zatrzymywać przed skrzyżowaniem, lecz tylko gdy nadjeżdżają pojazdy na drodze z pierwszeństwem. Natomiast zbliżając się do skrzyżowania i mijając wcześniej znak ,,Stop” musimy zatrzymać się ZAWSZE!

Mam nadzieję, że w miarę czytelnie opisałem te różnice osobie, która miała wątpliwości. Czekam na kolejne pytania.

Pozdrawiam wszystkich czytelników (PS)

 

Teoria i praktyka na kursie nauki jazdy

Witajcie

Chciałbym dziś opisać sytuację,  o której  zawsze przestrzegam naszych kursantów już podczas prowadzenia wykładów na początku kursu . Tak jak już opisywałem, część praktyczna  polega na tym, że przez większość jazd instruktor opisuje i tłumaczy wykonanie manewrów w ruchu drogowym.  Końcowe jazdy jednak muszą polegać na wprowadzaniu samodzielności. Chodzi o to, że na egzaminie państwowym w WORD osoba egzaminowana ma pokazać egzaminatorowi, że samodzielnie potrafi jeździć po ulicach, bezpiecznie i zgodnie z przepisami.  Końcowe jazdy więc, muszą wyglądać tak, że instruktor tylko wydaje polecenia a kursanci samodzielnie i bez podpowiedzi jeżdżą, jak gdyby były sami w aucie. Wtedy również okazuje się ile osoba egzaminowana przyswoiła wiedzy, zarówno tej teoretycznej jak i związanej z samą fizyczną jazdą samochodem.

Jeździłem ostatnio z osobą, która miała przedostatnie jazdy. Wprowadziłem więc w pewnym momencie ,,samodzielność” tej osoby.  Instruowałem tylko, gdzie ma na skrzyżowaniu jechać, gdzie zaparkować i zawrócić. Okazało się, że podstawowe zachowania na skrzyżowaniach są w ogóle nie zapamiętane. Na jakiekolwiek pytanie z mojej strony nie było prawidłowej odpowiedzi.  Nie ukrywam, że od dłuższego czasu wyczuwałem, że osoba ta nie stara się zapamiętywać tego, co tłumaczę. Zawsze była zestresowana i sfrustrowana gdy popełniała błąd, co jeszcze bardziej ją denerwowało.  Zaczęliśmy więc rozmowę, w której  przyznała się, że w ogóle jeszcze nie zajrzała do materiałów szkoleniowych i nawet choćby raz nie włączyła płyty z testami. Od strony samodzielnej nauki nie zrobiła zupełnie nic, tłumacząc, że jeszcze nie ma czasu ale do egzaminu się nauczy. Czyżby?

Z całkowitą szczerością wytłumaczyłem, że;

  • Nie da się nauczyć tak obszernego materiału w ciągu kilku dni.  Mylne jest również myślenie, że ,,pojeżdżę z instruktorem 30 godzin, to wszystkiego się nauczę”. To nie prawda. W ciągu tych jazd, żaden instruktor nie jest w stanie nauczyć nikogo całego materiału obowiązującego na egzaminie. Podczas jazd, mimo ciągłego tłumaczenia i instruowania, osoba szkolona przyswaja tylko około 30 % tej wiedzy, ponieważ jest skupiona nie tylko na słuchaniu, lecz również na manewrowaniu samochodem i analizowaniu sytuacji drogowych.
  • Rozpoczynając jazdy trzeba zacząć uczyć się teorii. Pomoże to zrozumieć coraz lepiej wszystko to, co dzieje się na drodze podczas szkolenia praktycznego. Jednoczesna nauka teorii i zajęcia praktyczne uzupełniają się wzajemnie. Jeżdżąc, coraz więcej rozumiemy z tego co czytaliśmy w podręczniku. Natomiast ucząc się i czytając podręcznik, przypominamy sobie sytuacje w nim zawarte, jak wyglądały one w rzeczywistości podczas jazd z instruktorem.

Po tej rozmowie, po kilku dniach, osoba ta pojawiła się na ostatniej jeździe. Na wstępie zadałem kilka pytań kontrolnych i naprawdę byłem mile zaskoczony.  Pięknie tłumaczyła mi każdą sytuację odnośnie skrzyżowań. Rozpoczęliśmy jazdę. Pierwsze kilka skrzyżowań omówione i przejechane wzorowo. Widać było, że wiedza, którą ta osoba na tej jeździe posiada,  powoduje, że jeździ się jej spokojniej i bez stresu. Czas na trudniejsze manewry i skrzyżowania. Wszystko naprawdę wykonane prawidłowo. Nie użyłem ani razu hamulca, co wciąż musiałem robić na dotychczasowych jazdach. Wjechaliśmy na stacje paliw i rozpoczęliśmy krótką rozmowę.  Powiedziałem, że naprawdę widzę rewolucję w całości zachowania tej osoby. Jazda wygląda zupełnie inaczej, dojrzale i wręcz wzorowo. Osoba ta była bardzo dumna z siebie. Miała oczywiście w zupełności do tego prawo. Sama jednak przyznała, że kilka ostatnich dni wręcz ,,kuła” podręcznik do nauki jazdy, że zrozumiała wiele tych rzeczy, które dotąd były zupełnie niezrozumiałe. Przyznała również, że wiele jeszcze przed nią nauki, bo dopiero teraz uświadomiła sobie ile jest do nauczenia. Powiedziała też, że jest zła sama na siebie wiedząc jak wiele zmarnowała czasu a mogła już kilka jazd temu czuć nie stres i blokadę, tylko przyjemność i frajdę jeżdżąc, tak jak czuje to dziś. Usłyszałem też słowa podziękowania za to, że została przeze mnie ,,potrząśnięta” i ,,zachęcona” do nauki. Wiem, że jeszcze przed tą osobą dużo pracy, ale jestem przekonany, że będzie dobrym kierowcą. Na tej właśnie jeździe pokazała, że stać ją na to.

Podsumowując więc, chciałbym jeszcze raz powiedzieć, że każdy kurs, nie tylko nauki jazdy, wymaga zaangażowania, poświecenia i ogromu pracy. Również szczera rozmowa z kursantem jest lepsza i w większości przypadków motywująca dla osoby szkolonej, niż udawanie, że wszystko jest OK a potem rozczarowanie na egzaminie. Nam instruktorom naprawdę zależy na tym i robimy wszystko, żeby kurs i szkolenie spowodowały, że jeździcie tak, by egzaminator uznał, że nadajecie się do samodzielnej jazdy bez powodowania zagrożenia dla siebie i innych uczestników ruchu. Są oczywiście instruktorzy, którzy nie wytykają błędów i nie angażują się w szkolenie kursantów na 100%. Zawsze mili i sympatyczni. Klepiąc w ramie i chwaląc, a w głowie myśląc ,,nic nie umiesz i wrócisz jeszcze na dodatkowe zajęcia płacąc dodatkowo”. To jednak patologia i oszustwo z ich strony. Uważam, że trzeba od kursanta wymagać zaangażowania na każdym etapie szkolenia robiąc wszystko by do niego ,,dotrzeć” i zachęcić również do samokształcenia, które jest niezbędne.  W przypadku nauki jazdy musimy posiąść wiedzę zarówno teoretyczną jak i manualną. Na zajęciach praktycznych nie nauczymy się teorii, ani czytając nie nauczymy się praktycznej techniki jazdy. Tylko uczenie się obu dziedzin równocześnie da pozytywny efekt. Nie można zostawiać nauki teorii na ostatnią chwilę, tak jak nie da się zjeść stu kilogramowej czekolady ,,na raz”,  lecz jeżeli systematycznie  będziemy ją wcinać małymi porcjami, będzie to możliwe, no i oczywiście przyjemne. (PS)

egzamin oczami kursantki

Witajcie

Dziś chcę Wam przedstawić treść maila, jakiego otrzymałem od mojej kursantki po zdanym egzaminie. Oczywiście za jej zgodą umieszczam go w oryginalnej formie. Dramatyzm i emocje opisane przez nią są zarazem zabawne, jak i pouczające. Pomyślałem więc, że opis ten może być pomocny dla wszystkich, przed którymi w niedalekiej przyszłości egzamin na prawo jazdy. W tym miejscu również chciałem podziękować autorce maila i raz jeszcze pogratulować pozytywnego wyniku.  Życzę wszystkiego najlepszego na polskich drogach.

Witam!
Emocje ochłonęły – mogę opisać spokojne cały egzamin. I przepraszam, że nie przedstawiłam się przez telefon, ale to euforia i schodzący ze mnie stres :-)
Czekałam ponad 1,5 godziny. Cały czas powtarzałam sobie słowa, że będzie dobrze. Wywołali mnie. Uff w końcu. Podchodzimy do auta, miałam pokazać klakson i kierunkowskazy. Podjeżdżamy na kopertę. Egzaminatorowi zgasła Panda. Przesiadamy się. Nie zapomniałam o światłach. Jadę,  będzie dobrze. Skręcam i widzę że coś jest nie tak. Za dużo asfaltu w lewym lusterku. Zatrzymałam się. Druga próba. Jadę znowu do przodu mówiąc na głos, że przecież to umiem. Obok widzę jak Renault Clio zaraz we mnie wjedzie, ale nie mogę się znowu zatrzymać. Zamykam oczy i przejeżdżam ciut szybciej. W lusterku widzę jak pachołek spadł, a za nim czerwone auto wjechało na mój pas. Wrzucam wsteczny, jadę do tyłu. Jest o wiele lepiej niż za pierwszym razem. Nim się obejrzałam byłam już w kopercie. Egzaminator otwiera drzwi i siada koło mnie, wydając polecenie, że teraz jadę na wzniesienie. Pokierował, żebym trzymała się bliżej prawej strony, bo inaczej nie wjadę. Cóż za oznaka dobrego serca, pomyślałam. Wjeżdżam. Zaciągam ręczny. Gaz, sprzęgło i hamulec – jeeeej udało się!  Teraz miasto!
Jadę prosto, a następnie skręcam w prawo. Uważam na pieszych, jadę dalej prosto -jestem na pasie do skrętu w prawo. Słyszę – prosto. Widzę linie ciągłą, a włączyłam kierunkowskaz. Wpuszczają mnie – jest dobrze! Jadę bezpiecznie – 35/40 na godzinę, bo było dużo aut na drodze, szybciej po prostu się nie dało. Dojeżdżam do ronda Solidarności. Zdejmuje nogę z gazu i zaczynam hamować. Usłyszałam: „dynamika również jest oceniana”. Halo, to miałam depnąć pełen gaz i hamować z piskiem opon? A Eco Driving? Mniejsza. Zapaliło się zielone, mam zawrócić na rondzie. Zgasł mi silnik, ale szybko zapalam i jadę dalej. Manewr wykonany bezbłędnie. Przed pasami słyszę ze skręcamy w lewo. Dałam radę, kolejne zawracanie. Zatrzymuję się przed wjazdem i upewniam się czy nie wymuszę pierwszeństwa. Jest OK – jadę! Znowu słyszę, że za mną wlecze się sznur samochodów. Patrzę na licznik – 40. „Rób swoje” pomyślałam. Przyszedł czas na uliczki jednokierunkowe i znaki stop. Usłyszałam, że wykonałam błąd, ponieważ na uliczce jednokierunkowej nie włączyłam kierunkowskazu, że delikatnie omijam auto. Parkowanie równoległe i zawracanie na ulicy – perfekcyjne. Ograniczenie do 30 a egzaminator pyta mi się  jaki tu jest znak. Odpowiadam, że można tu jechać maksymalnie 30 (na liczniku 23 km) „No to może szybciej?!” Przyspieszyłam do 27. Przepuściłam pieszych, zatrzymałam się na czerwonym – dostałam zieloną strzałkę i rozejrzałam się czy nie ma pieszych. Na ulicy Winogrady miałam gdzieś skręcić w prawo, przed skrętem rozejrzałam się czy nie ma rowerzystów.
Wszystko super – jadę Chawelańską do Wordu! Ale jak to koniec? Na bank mnie uwali, że za wolno jechałam albo za kierunkowskaz – za szybki egzamin. Zmarnowana podjeżdżam do Wordu – górka. Zaciągam ręczny i robię tak jak na wzniesieniu. Szlaban unosi się i jadę powoli na miejsce parkingowe. Dostaję kartkę a tam POZYTYWNY! Zachowałam się jak prawdziwa dama – podałam rękę  „Dziękuję i do widzenia”. Wzrok pana egzaminatora był paskudny, ale podał rękę. Więcej go nie zobaczę i całe szczęście :-)
Sami widzicie, że czasem egzaminator może ,,podpuszczać”. Mam tu na myśli prędkość. W strefach 30, czy w strefie zamieszkania nie warto jechać 30 km/h. Łatwo przekroczyć prędkość i wtedy egzaminator z satysfakcją zaznaczy błąd. Jadąc kilka km/h mniej nic złego Was nie spotka.  Ograniczenie prędkości to nie nakaz poruszania się równo z nią. Mamy jechać nie więcej, niż wyraża znak ograniczający prędkość. Nasza bohaterka nie uległa uwagom egzaminatora i robiła to, co uważała za słuszne i prawidłowe. Dzięki temu zdała egzamin i stała się kierowcą ;-).
(PS)

warunkowa strzałka, czyli listy od czytelników

Witajcie

Dziś postaram się odpowiedzieć na list od Czytelniczki i pytania w nim zawarte. Oto jego treść.

Dzień dobry!
Ja jestem z Wrocławia, ale przed egzaminami czytałam Pana blog, na który przypadkiem się natknęłam. Miałam wspaniałego instruktora, ostrego, ale przed egzaminem wewnętrznym byłam przygnębiona, że nie sprostam jego wymaganiom. Nagle przeczytałam Pana uwagi o egzaminach państwowych, „dokąd masz się spieszyć? Na egzaminie nie masz zdążyć”, i to był przełom. Mój instruktor jest ostry i niby to samo mówił („pośpiech zgubi panią na sto procent”), ale trzeba to było przeczytać w wersji bardziej łagodnej. Powiedziałam wtedy instruktorowi, że ja się boję i muszę zdawać na spokojnie, wyraźnie mu to powiedziałam, i wtedy zrozumiał, że musi przeprowadzić bardzo łagodną lekcję. Egzamin wewnętrzny zdałam dwa dni „po blogu”.
Krótko mówiąc, wykonał Pan po raz kolejny dobrą pracę. 
Miesiąc później, w ten poniedziałek, zdałam praktyczny w WORD. Długo by opowiadać, ale dwa poprzednie oblałam w WORD za pośpiech (manewry).
Mam prośbę, żeby omówił Pan takie kwestie na blogu:
  • Sygnalizator warunkowy. Dokładnie: gdzie się zatrzymać, kiedy, co zrobić, jak gdy w trakcie sygnał się zmieni! Ja miałam błąd, bo nie mogłam zrozumieć, że kiedy ja mam czerwone i strzałkę, a pieszy ma czerwone, mogę wjechać na pasy. Może to głupstwo, ale ten S2 myli mi się strasznie
  • Piesi. Instruktor uczył mnie tak, że jak pieszy już stał na krawędzi chodnika, miałam się zatrzymać (jak to jest na Zachodzie). Egzaminator się przyczepił, inni za to oblewają, jak się właśnie nie zatrzymam w tej sytuacji. Kodeks – już nie mam siły…
    Mogłam też ruszyć dopiero, jak całkowicie opuścił pasy – a tę zasadę jakaś osoba wyśmiała w Miesięczniku OSK jako „mit o egzaminatorach”.
    Poza tym, przepuszczam pieszego, wjeżdżając na drogę poprzeczną: i to chciałam zrobić, wracając z egzaminu i… „błąd”!
    Przyznam, że już mi się pomieszało: instruktor, egzaminator i Kodeks.
  • Instruktor uczył, że w miejscu nieoznakowanym STOP, ale niebezpiecznym, lepiej zrobić STOP i po rozejrzeniu się ruszyć. Znowu „błąd!”                                                                                                                                                       Dziękuję za, jak mawiają politycy, pochylenie się na tym przypadkiem!

Kwestię ,,warunkowej strzałki” opisałem  jakiś czas temu. Jednak przypomnę tylko, że strzałka ta świeci się wówczas, gdy nasz kierunek ma światło czerwone. W tym czasie kierunki poprzeczne dla pojazdów i pieszych mają lub kończy się im światło zielone.  Dojeżdżając musimy się zatrzymać (całkowicie unieruchomić auto), chyba, że strzałka włączyła się gdy już staliśmy na czerwonym świetle.  Możemy ruszyć przez poprzeczne przejście dla pieszych w dwóch przypadkach.

  1. Gdy piesi mają zielone światło, ale ich nie ma.
  2. Gdy piesi stoją, lecz mają czerwone.

Ruszając ostrożnie przez  przejście, nie koncentrujemy się już na strzałce (w trakcie ruszania musi się świecić a za naszymi plecami i tak zapewne już zgaśnie), lecz na poprzecznej drodze odnośnie samochodów.  Jeżeli auta na tej  drodze nie jadą, wtedy już bez kolejnego zatrzymania możemy wjechać skręcając na poprzeczną drogę.

Odnośnie pieszych, to przepis mówi wyraźnie, że osoba będąca na przejściu ma bezwzględne pierwszeństwo. Kierujący pojazdami mają obowiązek umożliwić im bezpieczne przejście na drugą stronę. Skręcając w drogę poprzeczną, niezależnie czy jest przejście wyznaczone czy nie, mamy jako kierowcy przepuścić pieszych będących już na jezdni. Cały czas piszę zwracając uwagę na fakt, że przepuszczamy pieszych będących już na przejściu, a nie stojącym przed nim jeszcze na chodniku. To istotny fakt, o którym musimy pamiętać.  Kwestia pieszych jest dość złożona.  Ucząc moich kursantów zwracam uwagę na to, że dojeżdżając do przejścia dla pieszych i widząc osobę stojącą przed przejściem (jeszcze na chodniku), musimy przeanalizować, czy pieszy obserwuje nadjeżdżające samochody i czy za nami jadą inne rozpędzone auta. To ważne, ponieważ nasze gwałtowne hamowanie przed przejściem mogło by zaskoczyć innych i nie wszyscy mogli by wyhamować.  Pieszy będący już na przejściu byłby zagrożony i mogłoby to spowodować jego potrącenie. Oczywiste jest to, że inni kierowcy nie mają prawa wyprzedzać nas, gdy zwalniamy przed przejściem dla pieszych, czy omijać nas stojących przed nim. Jednak by do tego nie dopuścić, powinniśmy zainicjować nasz zamiar zatrzymania i przepuszczenia pieszego z dużym wyprzedzeniem, wcześniej zwalniając a nie hamować gwałtownie w ostatniej chwili. Z wyjątkiem przypadku wtargnięcia pieszego na jezdnię przed pędzące auta, co oczywiście jest niezgodne z przepisami ale często przez nich nie przestrzegane. Wtedy hamujemy nie patrząc na inne samochody, ratując sytuację i unikając potrącenia osób na pasach. Natomiast, gdy poruszamy się z niewielką prędkością lub skręcając w drogę poprzeczną i widząc pieszego na jezdni, bezwzględnie mamy umożliwić mu przejście. Gdy stoi na chodniku i wyraźnie nas obserwuje, możemy (nie musimy) zatrzymać się i przepuścić go. Lepiej mieć kontrolę nad pieszymi stojąc – niż jadąc. Tę zasadę moi kursanci znają doskonale.  Pamiętać też należy, że nie musimy czekać do momentu, gdy przechodząca osoba zejdzie z jezdni. Jeżeli pieszy wchodził na jezdnię po naszej stronie i jest już na stronie lewej, oddalając się od nas, możemy obserwując go nadal, powoli przejechać przez przejście. Natomiast, gdy osoba wchodzi  po lewej stronie jezdni, zbliżając się do nas, w tym przypadku mamy czekać do momentu, gdy całkowicie zejdzie z przejścia.  Podsumowując, jeżeli nawet nie musieliśmy przepuszczać osoby stojącej jeszcze na chodniku,  ale postanowiliśmy to zrobić, nawet zbyt gorliwie, ale w sposób bezpieczny, egzaminator może to skomentować ale z pewnością nie będzie to powód niezdania egzaminu. Natomiast jeżeli nie przepuścimy pieszego będącego już na przejściu, egzamin będzie przerwany.

Co do ostatniego punktu, to zawsze tłumaczę, że nawet jeżeli nie jest to znak STOP tylko ,,Ustąp pierwszeństwa”, lub inna  sytuacje, gdzie musimy wjechać na inną drogę nie widząc zupełnie nic, co dzieje się na niej – lepiej się zatrzymać, niż jadąc doprowadzić do zagrożenia.  Nie tylko znak STOP czy czerwone światło każą nam się zatrzymać. Wiele jest sytuacji, gdy nie musimy ale możemy to zrobić. Kolejna moja zasada znana przez kursantów ,,Jeżeli nie jesteś pewien/pewna czy możesz kontynuować/rozpocząć jazdę czy się zmieścisz/zdążysz  – zatrzymaj się i czekaj aż w stu procentach będziesz pewna/pewny, że twój manewr będzie bezpieczny. Jeżeli nie musimy,  lecz zatrzymamy się z braku dostatecznej oceny sytuacji przed wjazdem na skrzyżowanie, ponieważ mamy wątpliwości, lepsze to, niż nie zatrzymać się i stworzyć zagrożenie.  W takim przypadku może, ale nie musi się zdarzyć, że egzaminator ,,nieprzychylnie” to skomentuje. Jednak nie będzie to powód do niezdania egzaminu. Jeżeli jednak nie zatrzymamy się i stworzymy sytuację niebezpieczną, to ewidentnie egzamin będzie niezdany.

Mam nadzieję, że pomogłem choć trochę w wyjaśnieniu tych kwestii. Czekam na kolejne pytania i nurtujące Was sprawy. Dziękuję Autorce tego listu za miłe słowa i życzę sukcesów na polskich drogach. Oczywiście gratuluję serdecznie zdanego egzaminu. Pozdrawiam (PS)

 

Bądź widoczny na drodze

Witam Was

Dziś Święto Zmarłych, zatem i wielu odwiedzających groby, poruszający się na drogach w okolicach cmentarzy.  Jesienna aura, wcześniej robi się ciemno. Widoczność na drodze maleje z powodu opadów deszczu, czy zamglenia.  Jeżdżąc dziś samochodem na niedługim dystansie, byłem wykończony ciągłą koncentracją i wypatrywaniem osób chodzących przy jezdni. O czym chciałbym dziś napisać? O nieświadomości i nieodpowiedzialności pieszych.  Nadal niewiele osób poruszających się po zmroku w pobliżu drogi zdaje sobie sprawę z faktu, że nie są w ogóle widoczne. Przypomnę przepis, który mówi, że poza obszarem zabudowanym, piesi są zobowiązani do noszenia elementów odblaskowych po to,  by mogli być widziani przez kierowców z odległości umożliwiającej zareagowanie i bezpieczne ominięcie osoby w pobliżu jezdni. Na obszarze zabudowanym takiego obowiązku nie ma, z założenia, że w mieście drogi są oświetlone przez latarnie. Generalnie jednak nie wszędzie i nie zawsze jest to światło wystarczające, by kierowcy mogli obserwować wszystko i wszystkich na i w pobliżu jezdni.

Piesi nie zdają sobie sprawy na jakie niebezpieczeństwo się narażają gdy nie są dostatecznie widoczni. Ogólne przekonanie, że przecież samochód jadący na włączonych światłach dostatecznie ich oświetla, jest błędne. Światła mijania świecą na dystansie około 40 m. Pieszy więc dopiero  z takiej odległości będzie widziany przez kierowcę. Nie wcześniej! Przykładowo –  kierowca jedzie poza obszarem zabudowanym z prędkością  90 km/h. Przeliczając jego  prędkość, okazuje się, że w ciągu 1 sekundy przemierza dystans około 25 metrów.  Więc kierujący autem zauważy pieszego na niespełna 2 sekundy przez dojechaniem do niego. Jak wiemy, czas reakcji kierowcy na zagrożenie wynosi również około 1 sekundy.  W zasadzie nie ma czasu ani szansy na bezpieczne ominięcie osoby widzianej z tej odległości idącej zbyt blisko krawędzi jezdni. Nie wspominam już i nie uwzględniam drogi  hamowania.  Na żadne hamowanie nie będzie już niestety czasu! Jeżeli jeszcze dodatkowo kierowca zbliżający się do pieszego ma nadjeżdżające z przeciwka auto, nieco go oślepiające, nie ma szansy na zauważenie i uniknięcie potrącenia pieszego.  Często również widzę pieszych idących po stronie prawej. Błąd! Piesi mają obowiązek iść po lewym poboczu, by iść po stronie nadjeżdżających z przeciwka, obserwując samochody zbliżające się w ich kierunku i w razie konieczności zejść dalej na pobocze. Idąc po stronie prawej, nie mają możliwości zareagowania w odniesieniu do aut zbliżających się do nich od tyłu.

Poruszanie się po odpowiedniej stronie drogi i używanie elementów odblaskowych, umożliwia obserwację i zauważenie pieszego kierującemu autem z odległości nawet 150m. Jest to ogromna różnica i szansa na ewentualne uniknięcie potrącenia osoby idącej zbyt blisko krawędzi jezdni. Zdjęcie powyżej pokazuje wyraźnie różnice w widoczności osoby bez, jak i  z elementami odblaskowymi. Nie muszą to być fabrycznie umieszczone odblaski na ubraniach, czy kamizelki. Wystarczą niewielkie paski czy bransoletki odblaskowe. Ja sam,  biegając dla treningu wieczorem, mimo że w większości po chodniku na oświetlonej drodze, mam na ręku odblaskową bransoletę. Przy mojej torbie,  z którą jeżdżę do pracy, również mam taki odblask. Wiem, że strumień światła z reflektorów auta nie odbija się od moich ciemnych ubrań, tylko jest przez nie pochłaniany. Element odblaskowy natomiast odbija światło i jest widoczny z daleka, więc i ja dla kierowców jestem z daleka widoczny.  Pamiętajmy o tym wszyscy i nośmy ,,odblaski”, gdy poruszamy się w pobliżu jezdni. Nieważne, czy jest to obowiązkowe poza miastem, czy nieobowiązkowe w mieście.  Chcemy być bezpieczni? Tylko wtedy będziemy, gdy inni będą nas widzieć.   (PS)

Ważny moment dla każdego instruktora

Witam Was

Chciałem się pochwalić prezentem, który otrzymałem od osoby, którą uczyłem.  Naprawdę świetny i podejrzewam pracochłonny.  Treści nie zdradzę, jednak słowa, które przeczytałem były dla mnie wręcz wzruszające.  Osoba ta opisała swoje odczucia na temat mojej pracy i sposobu szkolenia. To niesamowicie ważne, gdy dowiadujemy się, że nasza praca przynosi efekty i nie jest czymś upiornym i strasznym dla osoby szkolonej.  Świadomość, że stres w czasie kursu jest związany z ruchem drogowym, a nie z instruktorem. Słowa, że metoda, którą stosujemy, jest taka jakiej się od nas oczekuje, są budujące. To największa nagroda jaka może spotkać każdą osobę związaną z każdego rodzaju szkoleniem i edukacją.

Wszystkim  instruktorkom i instruktorom życzę takich podziękowań. To niesamowicie miłe i dające jeszcze więcej siły i cierpliwości w codziennych zajęciach.

Dziękuje serdecznie tej osobie i życzę spokoju na naszych polskich drogach.   (PS)

 

Opanowanie sprzęgła na egzaminie

Witajcie

Dostałem ostatnio maila od pewnej osoby będącej w trakcie kursu nauki jazdy. Osoba ta zadała pytanie związane z opanowaniem sprzęgła na egzaminie. Jak to zrobić by je wyczuć? Chodzi o to, że obawia się, że podczas wykonywania jazdy po ..łuku” sprzęgło może ją zaskoczyć i może to wpłynąć na jej  jazdę.  Pisze ona, że często w sytuacjach nagłych, ruszając, wyjeżdżając chce zrobić to szybko, co czasem powoduje zbyt gwałtowne puszczenie sprzęgła.

Zacznę od tego, że w czasie kursu przez 30 godzin jazd, musimy nauczyć się posługiwać sprzęgłem. Uwierzcie mi, że ten element jest najtrudniejszy dla Was wszystkich jeżeli chodzi o stronę techniczną jazdy samochodem. Od samego początku trzeba się koncentrować na puszczaniu sprzęgła. Sprzęgło puszczamy nie poprzez zdejmowanie z niego stopy, czy szybko podnosząc nogę. Stopa powinna opierać się piętą o podłogę, a pracować tylko przednia jej część na każdym z pedałów. Ciężar nóg ma spoczywać na pięcie. To odnośnie mięśni. Natomiast szybkość z jaką zwalniamy sprzęgło to co najmniej 2 sekundy. Swoich kursantów uczę w ten sposób, że od momentu całkowitego wciśnięcia sprzęgła do całkowitego puszczenia, dla ułatwienia i przyzwyczajenia,  mają nawet na głos liczyć słownie ,,sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa”. To daje nam dokładnie dwie sekundy.  (Tak jak liczą sekundy spadochroniarze w powietrzu nie patrząc na zegarek). Wtedy jest to właśnie powolne wprowadzanie włączonego biegu do pracy, co dzieje się wtedy bez żadnych szarpnięć i ewentualnego zdławienia silnika i jego zgaśnięcia. Jeżeli ten sposób nie za bardzo pasuje, tłumaczę jeszcze jeden. Zwalnianie sprzęgła na dwa tempa.  Wyobraźcie sobie, że cała wysokość zwolnionego sprzęgła to np. 10 cm. Zatem na początku gdy je puszczacie unieście stopę tylko na ok 3 – 4 cm, po około sekundzie powoli puszczajcie całkowicie do reszty. To naprawdę dobry sposób.

Pamiętać również należy, że ruszając na pierwszym biegu w zasadzie nigdy nie puszczamy całkowicie sprzęgła. Dlaczego? Ponieważ po chwili (ok 3 sekundy – tyle trwa proces ruszania) wciskamy je ponownie i zmieniamy bieg na drugi. Albo chcemy parkując lub zawracając (jadąc po łuku) jechać powoli, czyli na pół sprzęgle. Jazda precyzyjna polega na tym, że poruszamy się do przodu i tyłu jak ,,ślimak”, natomiast manewrujemy kierownicą szybko jak ,,spłoszona sarna”. Jadąc po łuku najlepiej cały czas pracować sprzęgłem. Wciskając i puszczając powoli, raz za razem. Unikniemy wtedy rozpędzenia auta lub jego zatrzymania, oraz zgaśnięcia. Po prostu cały czas nim pracujmy.

Wracając do ruszania w każdej sytuacji, podczas jazdy w mieście. Nie starajcie się ruszać ,,natychmiast”. Nie starajcie się ruszać jak kierowcy obok Was. Na tym etapie na prawdę nie zawsze się uda. Ruszajcie tak żeby odjechać. Kiedyś będziecie ruszać razem ze wszystkimi, jednak nie na tym etapie doświadczenia jako kierujący. Tak już jest. Gdybym ja wsiadł na konia, to z pewnością nie ruszyłbym tak sprawnie jak dżokej, ponieważ nie mam takiego samego doświadczenia ;-).

Podsumowując. Nie obawiajcie się samochodów egzaminacyjnych i ich sprzęgieł. Jeżeli angażujecie się w naukę podczas kursu i przez cały jego przebieg świadomie operujecie wszystkimi pedałami, to nie będzie sprawiało Wam trudności żadne sprzęgło, jakkolwiek by ono nie pracowało. (PS)

bezpieczny odstęp podczas jazdy

Witam Was

W nawiązaniu do maila Pani Angeliki chciałem dziś odpisać na drugie pytanie, odnośnie zachowania bezpiecznej odległości podczas jazdy. Zacznę może od bezpiecznego odstępu podczas zatrzymania. Oczywiście ,Prawo o ruchu drogowym reguluje ten odstęp odnośnie tunelu, którego długość przekracza 500m. Mowa tam o odległości 5m podczas zatrzymania za poprzedzającym autem.  W innych przypadkach tłumaczę to tak, że powinniśmy zatrzymywać się, by widzieć tylne koła auta stojącego przed nami stykające się z asfaltem. Jeżeli zatrzymujemy się za blisko, nie mamy możliwości ominięcia samochodu.  W przypadku gdy, włączy on światła awaryjne , będzie jechał pojazd uprzywilejowany ,któremu musimy zrobić miejsce lub  chcemy zmienić pas , nie będziemy mieli miejsca na taki manewr .

Bezpieczna odległość podczas jazdy. To również regulują przepisy jeżeli chodzi o tunel o długości większej nić 500m. Mamy  zachować większą niż 50m.  Natomiast w pozostałych sytuacjach warto pamiętać o tzw. zasadzie 2 sekund. Polega ona na tym, że powinniśmy jechać za autem przed nami tak, by mijać ten sam punkt (znak drogowy itp) dopiero po co najmniej 2 sekundach. Nie ważne z jaka prędkością się poruszamy, ma być nie mniej niż 2 sek. Dlaczego? Otóż związane jest to z reakcją kierowcy. Jeżeli jedziemy i samochód przed nami nagle zaczyna hamować, to nasza reakcja (reakcja/wciśnięcie hamulca/rozpoczęcie hamowania) następuje po około 1 sekundzie.  Wiec jeżeli jedziemy za autem po takim czasie i zacznie on nagle hamować, to po naszej reakcji rozpoczniemy hamowanie w tym samym miejscu i najprawdopodobniej zatrzymamy się w tym samym punkcie, czyli wjedziemy w jego tył. No przecież nie oto chodzi.  Co zrobić by tego uniknąć? Otóż wystarczy jechać wspomniane 2 sekundy za autem i w razie jego nagłego hamowania, my zaczniemy hamować po około 1 sekundzie, lecz w punkcie nieco wcześniejszym i w rezultacie zatrzymamy się w bezpiecznej odległości za nim unikając wjechania w jego tył. Odległość będzie różna i zależna od prędkości z jaką się poruszamy my i auto przed nami.  Przykładowo na drodze z ograniczeniem 30 km/h będzie to około 16 metrów. Na autostradzie jadąc 140 km/h będzie to już dystans około 77 m.  Nie ma to żadnego znaczenia, ponieważ liczy się tylko czas naszej reakcji. Pamiętajmy więc, że jadąc za samochodem, policzmy sobie od czasu do czasu ten dystans i nie jedźmy za samochodami w odległości krótszej niż 2 sekundy. Będziemy wtedy mieli  czas na ewentualna reakcję w razie nagłego hamowania samochodu przed nami. Nigdy wtedy nie wjedziemy w jego tył.

Mam nadzieję, że w sposób wystarczający i klarowny opisałem i wytłumaczyłem nurtujące Panią Angelikę pytania. Jeżeli macie jeszcze jakieś, zawsze służę radą i z przyjemnością pomogę w zrozumieniu tajników związanych z poruszaniem się po naszych drogach. (PS)